"Ukryta gra" to wyborny thriller szpiegowski, który warto zobaczyć nawet więcej niż raz [RECENZJA]

"Ukryta gra" to międzynarodowa obsada i najlepsi polscy filmowcy. Plus reżyser, dla którego to był pełnometrażowy debiut. Efekt? Wyborny, wciągający i solidnie zrobiony kawał filmowej rozrywki. Kiedy pytają nas, czy oglądać, odpowiadamy: koniecznie!

Marta: Łukasz Kośmicki, scenarzysta i reżyser "Ukrytej gry", pracował nad tym pomysłem naprawdę długo - producenci mieli w ręku ten scenariusz już w 2011 czy 2012 roku. Thriller szpiegowski rozgrywający się w Warszawie, którego bohaterem jest genialny matematyk-szachista, wplątany w rozgrywkę między CIA i KGB, musiał jednak poczekać na swoją kolej - Piotr Woźniak-Starak i Krzysztof Terej zdecydowali, że to zbyt duże przedsięwzięcie, by się na nie porwać jeszcze przed realizacją "Bogów". Potem przyszedł sukces filmu o Relidze, następnie udana "Sztuka kochania" i doszli do momentu, w którym stwierdzili: jesteśmy gotowi na międzynarodowy projekt.

Justyna: "Ukryta gra" trafia do kin, chociaż przez chwilę było ryzyko, że tego filmu nie będzie. William Hurt, który miał pierwotnie zagrać główną rolę, już w trakcie pobyty w Polsce uległ wypadkowi. Producenci stanęli przed zadaniem: albo w 48 godzin znajdziemy zastępstwo - i to nie byle jakie, bo musiało być to mocne międzynarodowe nazwisko - albo rezygnujemy.

Marta: To zresztą bardzo przypomina scenariuszowy wątek - tam główny bohater musi też nagle zastąpić gracza tuż przed pojedynkiem z arcymistrzem z ZSRR. Na szczęście im się udało i powstał rasowy thriller szpiegowski, którego akcja rozgrywa się w 1962 roku w Warszawie. 

Justyna: Bardzo mi się podobało, jak wykorzystali potencjał filmowy Pałacu Kultury i Nauki, który jest bardzo wdzięcznym, klimatycznym planem filmowym.

Justyna: To faktycznie jest taki film, który warto zobaczyć więcej niż raz, bo za pierwszym razem w napięciu śledzisz fabułę, a za drugim jesteś w stanie docenić wszystkie smaczki i kunszt filmowców. Wtedy do ciebie dociera, jak dużo znaczących rzeczy zmieścili w kadrach, a które za pierwszym razem mogą umknąć. To piękne zdjęcia, znacząca mimika aktorów, kompozycja ujęć i zabawa gatunkiem.

Marta: Twórcy z jednej strony zrealizowali wciągające, solidne kino szpiegowskie, a z drugiej są takie momenty, w których puszczają do widza oko - choćby ten, w którym w jednym z ważniejszych momentów słyszymy nagle piosenkę, która już od pierwszych dźwięków przywołuje na myśl produkcje z Jamesem Bondem w roli głównej.

Justyna: Zręcznie wprowadzili elementy komediowe, z postacią Roberta Więckiewicza na czele. Jego dyrektor PKiN to dobrze wyważona postać pokazująca schemat Polaka mówiącego po angielsku z akcentem, jego rumiane policzki sugerujące, że nie stroni od alkoholu, cherubinowe wręcz loczki i poczciwe oczka, w których jednak widać, że ma za sobą trudną przeszłość... Doskonale przechodzi od niemal satyrycznych scenek do pełnej powagi i silnego przekazu emocjonalnego.

Marta: Jest w tym filmie kilkuminutowa scena, w której Więckiewicz mówi o wydarzeniu z wojennej przeszłości. W ciągu kilku minut opowiada widzom historię, która jest jednocześnie osobista i opisuje horror, jakiego doświadczył cały naród podczas Powstania Warszawskiego. I mówi o tym tak dobrze, tak emocjonalnie, tak prosto i mądrze, że moim zdaniem żaden polski film wcześniej nie pokazał naszej trudnej historii tak czytelnie i angażująco widzom zza granicy, nieobciążonym wiedzą ze szkoły i polską martylologią, kultem cierpienia. Z tego, co mówił w rozmowie ze mną Krzysztof Terej, Amerykanie, którzy już mieli okazję zobaczyć "Ukrytą grę" oceniali film wysoko, a szczególne wrażenie zrobił na nich właśnie Więckiewicz.

Justyna: Zresztą, w tym filmie chyba po prostu nie ma słabej roli. Niesamowity był już sam Wojciech Mecwaldowski, który zagrał mistrza ceremonii pojedynku szachistów. Tak doskonale oddał charakterystyczną manierę prezenterów z tamtych czasów, że miałam wrażenie, że oglądam jakiś stary festiwal w Sopocie czy Opolu.

Marta: Fascynująca, hipnotyzująca jest Lotte Verbeek, z jaskółką na powiekach, która jednym spojrzeniem potrafi przekazać więcej niż niektórzy całym dialogiem.

Justyna: Na mnie piorunujące wrażenie zrobił Aleksiej Sieriebriakow, grający generała Krutowa. Chyba nigdy w życiu nie widziałam aktora tak adekwatnie obsadzonego w roli - nic dziwnego, że w Rosji jest gwiazdą. Ma dokładnie taką fizjonomię, jakiej spodziewasz się po agencie KGB, a i przy okazji wykreował tę postać idealnie przerażająco, ale nie karykaturalnie.

Marta: No i "last but not least" - Bill Pullman, który niczym rycerz na białym koniu wkroczył na plan filmowy po wypadku Williama Hurta, decydując się w ciągu zaledwie 12 godzin na zaangażowanie w "Ukrytą grę" i uratował produkcję. I szczerze, po obejrzeniu filmu nie wyobrażam sobie już nikogo innego niż on w tej roli.

Justyna: Wspomnijmy jeszcze o zdjęciach Pawła Edelmana czy scenografii Allana Starskiego. Po każdym ujęciu widać, że pracowali przy nim naprawdę najlepsi fachowcy. Dużą przyjemność sprawiało mi oglądanie kompozycji kadrów i podziwianie charakteryzacji i kostiumów oraz wystroju wnętrz.

Marta: No i ten montaż, zresztą nagrodzony na festiwalu filmowym w Gdyni. W ogóle warsztatowo niczego chyba nie da się temu filmowi zarzucić. No ale przecież nawet najlepsi specjaliści nie zrobią arcydzieła z kiepskiej historii.

Fot. Krzysztof Wiktor/Watchout Studio

Justyna: Ja jestem w stanie uwierzyć, że taka historia naprawdę się wydarzyła. Czapki z głów dla Łukasza Kośmickiego, sobie to wszystko wymyślił, bo nie ma tam nic naciąganego. Dokładnie tego można by się było spodziewać po facecie, który zrobił scenariusz do "Domu złego" Smarzowskiego.

Marta: No, ja może usunęłabym jedną scenę - tę, w której (nie zdradzimy zbyt wiele, ujawniając ten szczegół) pojawia się hipnotyzer. To jedyny moment w 'Ukrytej grze", kiedy pomyślałam: nie, to nie jest prawdopodobne. Nie wierzę po prostu, że są ludzie z mocami podobnym do tych, które swego czasu w polskiej TV prezentował Anatolij Kaszpirowski. Poza tym jednak film jest bardzo dobrze osadzony w realiach i jednocześnie bardzo zaskakujący.

Justyna: Mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało, bo tego typu elementy często pojawiały się w szpiegowskich filmach i dla mnie mieści się to w kanonie gatunku. Nie takie rzeczy o KGB czytałam.

Marta: "Ukryta gra" to tytuł trzymający w napięciu i nie raz zaskakuje zwrotami akcji. Kawał solidnego, klimatycznego kina, które jest dobrą rozrywką, ale potrafi dać do myślenia.

Justyna: I nawet jak się zna fabułę, to kolejny raz ogląda się z przyjemnością.

<<Reklama>> Książka "Ukryta gra" dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Więcej o:
Komentarze (70)
"Ukryta gra". To wyborny thriller szpiegowski, który warto zobaczyć nawet więcej niż raz [RECENZJA]
Zaloguj się
  • punter

    Oceniono 26 razy 20

    Mówienie, że gra Więckiewicz u boku Pullmana to trochę uwłaczające temu pierwszemu.
    Typowy kompleks niższości Polaków. Film jest dobry, bo gra zagraniczna "gwiazda" i Więckiewicz.

    A może film jest dobry bo gra Więckiewicz a sprzeda się bo gra zagraniczna "gwiazda" ?

  • a-thomek

    Oceniono 12 razy 8

    Kiedyś filmy kręcili reżyserzy, a teraz można odnieść wrażenie, że filmy kręcą producenci, a właściwie jeden producent. Dobrze, że Starak wyprodukował te filmy, no ale czy Rywin nie wyprodukował więcej i głośniejszych? :) Faktycznie, mimo że daleko mi do złośliwości to trudno mi zrozumieć, czemu gazeta beatyfikuje pana Staraka.

  • ton_y

    Oceniono 21 razy 7

    Przed premierą to każdy polski film jest niesamowity, gra aktorów wspaniała a na planie byla cudowna atmosfera. Tylko po kupieniu biletu widz orientuje się że to zwykły gniot.

  • d.orange

    Oceniono 6 razy 6

    Ktoś kto widział a nie jest na payrollu może te recenzje potwierdzić?

  • 1111pln

    Oceniono 10 razy 6

    Od wielu lat mam klucz do oglądania polskich filmów... te w których gra Robert Więckiewicz i te w których nie gra. 👌👍👍

  • euphoria19

    Oceniono 28 razy 4

    "Kisajno nocą - Ukryta prawda". Znamy wątek, główną fabułę, koncentruje się na branży gastronimicznej. Kelnerka zostaje uwiedziona w blasku księżyca, zwabiona podstępnie na motorówkę ze złota, z platynową śrubą, odbywa się taniec godowy, on lata dookoła niej, uderzając się w piersi dumnie, tudzież prężąc tors i nawołując: ty tylko moja, ja zdobywca. Motorówka zatacza coraz szersze kręgi, wiruje ruchem miarowym, jednostajnym, cyklicznym, w tle słychać odgłos cietrzewi, a z radia leci George Micheal i Careless Whispers. W oddali księżyc oświetla swoim blaskiem leżące u podnóża Fuledy nenufary. On patrzy to na nią, to na pola nenufarów. Widzi oczyma wyobraźni zachwyt w jej oczach, gdy rzuca jej do stóp ich naręcza niczym Tolibowski. I nie wytrzymuje, wyrywa się z marzeń, rzuca w wir mętnej wody by jej zerwać cały kwiat i paść przed nią na kolana. George akurat kończy swoje Careless ..... ona w uniesieniu wyciąga ku niemu swe ramiona i w tym momencie wpada w nie jego głowa potraktowana po macoszemu przez platynową śrubę. W przerażeniu, ze szlochem, młoda kobieta ucieka na ster burtę. Łódź zatacza coraz szybsze koła, George zaciął się na Careless. Ona stoi w oddaleniu od steru z głową ukochanego w rękach. I wtem naraz wszystko milknie. W przypływie niokiełznanego strachu kobieta rzuca się w odmęt wody. I mknie ku szuwarom zarastającym gęsto okolice. Głowę porzuca w niewielkim oddaleniu, mając w pamięci scenę z Titanica i umykające w czeluściach lodu ciało di Caprio. Wie, że to koniec. Koniec wszystkiego. Marzeń o lepszym życiu, miłości, słynnej melodii saksofonu Georga ...... dopływa do brzegu i szlocha.

  • arekbarylka

    Oceniono 3 razy 3

    pierwszy raz szczerze zgadzam sie z pozytywnymi opiniami na temat polskiej produkcji - po wyjsciu z kina moge smialo przyznac : plastyka obrazu, kolory, ujęcia, gra , muzyka, dynamika, po prostu wszystko. To jest "kasowa amerykańska produkcja" zrobiona w Polsce, przez Polakow - jestem pod wrazeniem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX