Primavera Sound: na co w przyszłym roku pojadą Polacy? Będzie dużo popu i hiphopu, dużo utalentowanych kobiet

Znany jest już pełny program barcelońskiego festiwalu, najpopularniejszej wśród polskiej publiczności imprez tego typu. W przyszłym roku wystąpią tam m.in.: Solange, Future, Interpol i - oczywiście - Shellac.

I wszystko jasne. Organizatorzy festiwalu Primavera Sound, odbywającego się Barcelonie, ogłosili przyszłoroczny program. W jednym ogłoszeniu znalazł się praktycznie cały repertuar zasadniczej części festiwalu. To trzy dni koncertów na kilku scenach, zlokalizowanych w malowniczym Parc del Forum, miejscu zaprojektowanym i zbudowanym z myślą o masowych imprezach kulturalnych. Program przyszłorocznej edycji festiwalu jest bardzo mocny, a zarazem - niezwykle oryginalny.

Więcej popu, więcej kobiet

Organizatorzy reagują na najnowsze tendencje na rynku muzycznym, co wyraźnie wpływa na kształt programu imprezy. Już na pierwszy rzut oka widać, że festiwal przesuwa się coraz bardziej w kierunku szeroko pojętego popu, znacząco zmniejszając ilość wykonawców poruszających się gdzieś między gitarowym graniem, rockiem i alternatywą.

Bardzo wyraźnie widać też, że organizatorzy wzięli sobie mocno do serca tegoroczne połajanki, wyrastające z feministycznego spojrzenia na program wielkich imprez muzycznych. Wszelkie analizy statystyczne wskazywały bezdyskusyjnie, że na dużych i mniejszych scenach zdecydowanie przeważali mężczyźni - chwalebnym wyjątkiem wśród znaczących imprez był tylko odbywający się w listopadzie w Reykjaviku festiwal Iceland Airwaves. W Barcelonie będzie zupełnie inaczej - przyszłoroczna Primavera Sound będzie bardzo kobieca.

Trzecia zasada, której trzymają się organizatorzy już od kilku lat, to konsekwentne odejście od koncepcji headlinerów. Owszem, ktoś musi wystąpić na największej scenie w porze największej festiwalowej „oglądalności” i to z reguły muzycy o wielkiej popularności. Ale organizatorzy od dawna nie opierają na nich promocji imprezy - w materiałach festiwalowych wykonawcy umieszczeni są w kolejności alfabetycznej.

Kobiece odcienie popu

Zastosowanie tych trzech zasad przyniosło bardzo ciekawe efekty. Na festiwalu królować będą utalentowane wokalistki, wykonujące muzykę z bardzo szeroko rozumianego popowego spektrum. Na wielkie festiwalowe sceny po dwóch latach powróci Solange - amerykańska wokalistka wykonująca nowoczesną odmianę podlanego soulem r’n’b poprzednim razem zaprezentowała na festiwalowych scenach niezwykłe widowisko, zaskakujące pieczołowicie przygotowaną oprawą graficzną i odważnym zaprzeczaniem stereotypów dotyczących czarnej kultury. Nic więc dziwnego, że tym razem oczekiwania co do jej nowego spektaklu są bardzo wysokie.  

W podobnych klimatach muzycznych poruszają się: prawdziwa królowa nowego soulu, amerykańska wokalistka Erykah Badu i jej o pokolenie młodsza rodaczka Janelle Monae. Nie zabraknie też weteranki muzyki z pogranicza hiphopu, soulu i politycznego protest songu, szwedzkiej artystki Neneh Cherry.

Jeśli chodzi o zaproszone do Barcelony wokalistki, którym bliżej jest do popowego mainstreamu - jeśli to pojęcie znaczy coś jeszcze w czasach bardzo szerokiego rozumienia tego gatunku - najważniejszą z nich jest z pewnością wywodząca się ze Szwecji Robyn, która w tym roku zachwyciła pierwszą od kilku lat płytą, nader odważną i oryginalną muzycznie. Nieoczywistym, ale bardzo ciekawym wyborem jest z kolei Kanadyjka Carly Rae Jepsen, która cieszy się uznaniem publiczności może nie masowej, ale za to bardzo wiernej.

W Barcelonie zabrzmi też pop dużo bardziej nietypowy. Począwszy od jednego z najświeższych objawień tego gatunku, Nilufer Yanya, mieszkającej w Wielkiej Brytanii artystki z korzeniami gdzieś między Turcją i Barbadosem, poprzez Tirzach, artystkę, która swoim tegorocznym debiutem mocno przesunęła granice między tym, co dozwolone i zabronione w muzyce pop. Aż do niemal ekstremalnej w tym gronie, ale przecież wciąż popowej Sophie, łamiącej wszelkie schematy, od muzycznych po płciowe.

Hiphop po damskiej stronie

W Barcelonie bardzo mocną reprezentację będzie miała także scena hiphopowa. Największe gwiazdy tego gatunku, które pojawią się na festiwalu na amerykańscy raperzy: Future, Nas i Pusha T. Ten pierwszy, muzyk wywodzący się z Atlanty, nie jest może wymieniany wśród najważniejszych przedstawicieli tej stylistyki, ale jest w jakimś sensie szarą eminencją tego środowiska, muzykiem, z którym bardzo chętnie współpracują najwięksi: od Kanye Westa do Drake’a. Nas to prawdziwy weteran hiphopu. Na inspirację twórczością nowojorskiego muzyka powołuje się dziś wielu młodszych raperów. Inni nowojorczyk, który wystąpi w przyszłym roku w Barcelonie, Pusha T, choć trochę młodszy, też powoli staje się już dziś hiphopowym klasykiem.

Raperzy raperami, ale tak naprawdę rytm tegorocznego festiwalu Primavera Sound, jeśli chodzi o ten gatunek, wyznaczać będą kobiety - decyzje organizatorów, jeśli chodzi o ich zapraszanie, bardzo mocno korespondują z rosnącą żeńską falą w światowym hiphopie. Nie mogło więc w Barcelonie zabraknąć artystki, która stoi na czele tej genderowej rewolucji w tym gatunku - Cardi B, która już samym swoim debiutem mocno przestawiła hierarchię i zasady w hipohopowym świecie. Sporo dobrego można spodziewać się także po CupcakKe, która na płytach zaskakuje erotyczną otwartością, a na koncertach umiejętnie przechodzi od elegancji do wyuzdania. Na festiwalowych scenach pojawią się także artystki z obrzeży głównego hiphopowego nurtu: nowojorska raperka odważna w gatunkowych eksperymentach i radykalna w poglądach i czynach, Princess Nokia, Rico Nasty - artystka, która nie skończywszy 18 lat miała już dziecko, kilka płyt i długą historię bezczelnych wypowiedzi publicznych czy Tierra Whack - autorka niezwykłego audiowizualnego debiutu, na którym przełamujący gatunkowe granice hiphop uzupełniony był o intrygujące teledyski. 

I jeszcze trochę gitar

Choć przyszłoroczna edycja festiwalu Primavera Sound będzie mocno zdominowana przez muzykę wykonywaną bez użycia gitary, organizatorzy nie zapominają o miłośnikach różnych odmian rockowego grania, a zarazem - o alternatywnych korzeniach tej imprezy. Największą gwiazdą z tej strony sceny muzycznej będzie hołubiona przez dziennikarzy i publiczność australijska formacja Tame Impala, której członkowie są liderami nowej fali psychodelicznego rocka.

Nie zabraknie prawdziwych mistrzów i weteranów alternatywnego grania, amerykańskich zespołów Guided By Voices, Built To Spill czy jednych z liderów noworockowej sceny z Nowego Jorku sprzed ponad dekady, grupy Interpol. Nie zabraknie wykonawców z dużo mniejszym stażem, ale potężną charyzmą i talentem. I tu znów na czoło wysuwają się dziewczęta. W Barcelonie zaprezentuje się Courtney Barnett, australijska wokalistka młoda duchem i kipiąca energią, ale wykonująca w gruncie rzeczy bardzo tradycyjną muzykę, mocno opartą o bluesowe korzenie. Smail Mail i Big Thief to dwa amerykańskie zespoły dowodzone przez bardzo utalentowane dziewczęta. Pierwszy słynie z niezwykle wyrafinowanych kompozycyjnie utworów, w przypadku drugiego ciężar lekko przenosi się w stronę mocnych, bardzo osobistych tekstów piosenek.

Tradycyjnie na barcelońskim festiwalu nie może zabraknąć dużo ostrzejszych brzmień, choć ich przedstawicieli w przyszłym roku będzie można w zasadzie policzyć na palcach jednej ręki. Kanadyjska formacja Fucked Up ma co prawda korzenie w scenie hardcore’owej, ale na ostatnich płytach odchodzi od takiego grania coraz mocniej, tworząc własny, oryginalny styl. Honoru ekstremalnego metalu bronić będzie w zasadzie tylko brytyjska grupa Carcass, klasycy takich gatunków jak death metal i grind core.

Nie trzeba oczywiście dodawać, że na festiwalu pojawi się także amerykańska grupa Shellac. To już tradycja, a zarazem swego rodzaju hermetyczny żart: organizatorzy zapraszają ją co roku, od samego początku istnienia barcelońskiej imprezy. Doszło wręcz do tego, że wśród reklamujących festiwal koszulek jakiś czas temu pojawiła się taka z napisem: „Primavera Sound: Shellac i 99 innych zespołów”.

Główna część festiwalu Primavera Sound odbędzie się w Barcelonie w dniach 30 maja-1 czerwca 2019 roku.