Żyli tam 50 tys. lat, ocalało ok. 50 osób. Ludobójstwo, o którym Brytyjczycy woleliby zapomnieć

To, co za sprawą Brytyjczyków wydarzyło się w XIX wieku na antypodach, dla Richarda Flanagana, autora "Pragnienia", można porównać z Holokaustem.

„Pragnienie”, czwarta przełożona na język polski powieść Flanagana, laureata Nagrody Bookera za „Ścieżki Północy”, opowiada o brutalnej kolonizacji tubylczej ludności Australii. - Nie chcę absolutnie umniejszać ważności Holokaustu, ale gdy spojrzy się na niego w kontekście historii światowej, da się zauważyć, że to powielony wzór - powiedział autor w wywiadzie udzielonym podczas Festiwalu Conrada. 

Marta Bartosik: Jak poznał pan historię Mathinny?

Richard Flanagan: Jako młodzieniec włóczyłem się na tyłach muzeum tasmańskiego, w jednym z jego magazynów. Tamtejszy kurator pokazywał mi ich zbiory. To było stare, podupadłe muzeum. Leżał tam obraz w owalnej ramie, przedstawiający Aborygenkę w prostej, czerwonej sukience z okresu regencji. Zapytałem, kto to, a on odpowiedział, że to Mathinna.

Znałem historię swojej wyspy, ale o Mathinnie nigdy nie słyszałem. Kurator opowiedział mi jej historię – była córką aborygeńskiego wodza adoptowaną przez gubernatora Tasmanii, która w tamtym czasie była małym państwem totalitarnym, a gubernator, Sir John Franklin był jej przywódcą. Razem z żoną adoptował tę dziewczynkę, która na krótki czas stała się czarną księżniczką, podczas gdy jej pobratymcy umierali. Gdy gubernatora przeniesiono do Anglii, małżeństwo porzuciło dziewczynkę, po czym nie chcieli jej ani czarni, ani biali ludzie. Zmarła tragicznie kilka lat później.

Obraz Thomasa Bocka pochodzi z 1842 roku. Mathinna miała wtedy siedem lat.

Niezwykłe w nim było to, że po zdjęciu ramy ukazywały się zasłonięte przez nią bose stopy dziewczynki. Bardzo mnie to poruszyło, bo od aborygeńskich znajomych wiem, że według ich wierzeń prawda o życiu pochodzi z brudu, który przykleja się do stóp. Buty zakładają tylko na szczególne okazje. Mathinna miała więc na sobie bardzo europejską, oświeceniową sukienkę i bose, tubylcze stopy, co najwyraźniej zawstydzało gubernatora, który zlecił wykonanie obrazu i schował stopy dziewczynki pod ramą. Od tamtej pory chciałem napisać opowieść o dziewczynce, która zrzuciła buty, aby jej stopy opowiedziały prawdę o świecie, o tym, kim jesteśmy i czym jest świat.

Richard FlanaganRichard Flanagan fot. Joel Saget

Plemię, z którego pochodziła  dziewczynka, zostało ujarzmione przez brytyjskich kolonizatorów w I połowie XIX wieku.

Australia to rozległy kraj, jest tak duża, jak kontynentalna Ameryka, a Tasmania to odległa od Australii wyspa, znana też pod nazwą Ziemia van Diemena. Po inwazji brytyjskiej Anglicy pragnęli coraz więcej ziem. Wybuchła wojna między rdzennymi mieszkańcami, tasmańskimi Aborygenami a Brytyjczykami.

To była okropna wojna, nazywana w tamtym czasie przez niektórych zagładą. Ponad 100 lat przed Holokaustem podobne siły wystąpiły przeciwko rdzennej ludności Tasmanii, która żyła tam od 50 tysięcy lat i nagle stała się bliska niemal pełnej eksterminacji – ocalało około 50 osób, a spośród tych pięćdziesięciorga teraz żyje 1500 ich potomków. Była to okrutna i brutalna wojna.

Gdy pochodzi się, skąd ja pochodzę, dziwnie jest przyjechać do Europy, która przeżyła tak niewyobrażalnie straszliwą traumę w XX wieku, kiedy Europejczycy usiłowali zgładzić innych Europejczyków. Światowa zbrodnia, jaką jest Holokaust, wydaje się zbrodnią bez precedensu, lecz Europejczycy nie dostrzegają, że ich rodacy czynili to samo zło w XIX wieku w Afryce czy Australii, kierowani tą samą mentalnością, przynosząc te same skutki.

Pana zdaniem to była "zapowiedź" Holokaustu?

Tak. To, co wydarzyło się w Europie, wcale nie było nowe. Po prostu po raz pierwszy to w Europejczyków wymierzono owo zło. W pewnym sensie to właśnie dlatego, że Europejczycy nie uznali zła, które w ich imieniu wyrządzono w XIX wieku, ono potem zwróciło się ku Europie, zwłaszcza ku Żydom. Nie chcę absolutnie umniejszać ważności Holokaustu, ale gdy spojrzy się na niego w kontekście historii światowej, da się zauważyć, że to powielony wzór.

Ale ta historia miała w Australii ciąg dalszy również w XX wieku. W filmie "Polowanie na króliki" opisana jest historia trzech dziewczynek, których tożsamość próbowano wykorzenić... 

Trudno streścić tę obszerną historię w kilku zdaniach. Ciekawe, że każdy naród ma serce, które próbuje unicestwić. To, dlaczego tak się dzieje, leży u podstaw czegoś dziwnego i okropnego, co jako istoty ludzkie powinniśmy się starać zrozumieć.

Jak literatura czy szerzej kultura australijska radziły sobie z tą traumą?

Na ten temat milczano ponad 100 lat i była to okropna cisza. Na Tasmanii uznano, że Aborygeni wyginęli, że w ogóle nie istnieli. Aborygeni, którzy przeżyli, byli w straszliwej i dziwnej sytuacji, słyszeli, że nie istnieją, a jednocześnie byli dyskryminowani, cierpieli prześladowanie ze strony władz, policji, byli ofiarami bigoterii i uprzedzeń, gdy starali się o pracę, wsparcie sądu czy edukację. A gdy mówili, że dzieje się tak, ponieważ są Aborygenami, słyszeli, że Aborygeni nie istnieją.

Dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku australijska literatura i film zaczęły o tym mówić. Pierwszy ważny utwór na ten temat napisał Thomas Keneally w latach siedemdziesiątych – była to słynna powieść "The Chant of Billy Blacksmith". Od tamtej pory pisało o tym wielu australijskich pisarzy, a ostatnio także coraz więcej rdzennych autorów: Kim Scott czy Alexis Wright. Większość książek ukazała się za mojego życia, więc to stosunkowo nowa zmiana.

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>

Pragnienie (Richard Flanagan) - okładkaPragnienie (Richard Flanagan) - okładka materiały prasowe

Dlaczego tak długo trzeba było czekać na ich pojawienie się?

W jednej ze swoich książek Gustaw Herling-Grudziński pisze, że człowiek jest w stanie przeżyć dzięki umiejętności zapominania. Myślę, że to bardzo prawdziwe: jednostki i społeczeństwa potrzebują okresu zapomnienia po strasznej traumie, żeby po prostu mogli dalej żyć. Ale jednocześnie wolność istnieje dzięki pamięci i w którymś momencie ludzie muszą z powrotem wejść do cienia, aby znowu mogli żyć w świetle. Sądzę, że przychodzi czas w historii społeczeństwa, gdy problem staje się palący i to na pisarzach spoczywa odpowiedzialność za podniesienie tych kwestii.

W "Pragnieniu" pisze pan o różnych rodzajach pragnienia: fizjologicznych, popędowych, duchowych. Jedna z postaci mówi: Wszyscy mamy apetyty i pragnienia, ale tylko dzikus zgadza się je zaspokajać...

Niektórzy błędnie odczytują moją powieść jako atak na cywilizację europejską. Nie taki był mój zamiar. Chciałem pokazać prawdę o ludziach, o tym, że chowamy się za fasadami, nie chcąc uznać obcości w sobie samych. Cóż za zbieg okoliczności, że nagrywamy ten wywiad w Krakowie, bo nie kto inny jak Joseph Conrad, mniej więcej w tym samym czasie co "Jądro ciemności", napisał znakomite opowiadanie "Placówka postępu". Dwóch mężczyzn zostaje wysłanych do Kongo, w górę rzeki, by pozyskać kość słoniową. Są zdemoralizowani, ale to nie miejsce jest tego przyczyną. Od początku są zdemoralizowani poczuciem wyższości, przeświadczeniem, że ich misja ma jakiś moralnie wyższy cel...

Tak samo w odniesieniu do Aborygentów sądzili o sobie Brytyjczycy.

… w rzeczywistości było to pazerne wykorzystanie tubylców i zarabianie pieniędzy na handlu kością słoniową. Na tych raptem kilku stronach Conrad uchwycił problem idei europejskiej wyższości, wywyższania się jednego ludu ponad inny. Opowiadanie kończy się śmiercią: pierwszy z mężczyzn zabija drugiego, a później popełnia samobójstwo, ponieważ zgnilizna i zepsucie jest wewnątrz ich dusz, a nie w świecie dookoła. To opowiadanie miało na mnie bardzo mocny wpływ, gdy pisałem "Pragnienie".

A Dickens? Przywołuje go pan w książce. Też wywarł na pana wpływ?

Jesteśmy krajem anglojęzycznym i byliśmy kolonią brytyjską – również mentalnie. Brytyjczycy zajmowali się branżą wydawniczą. Własne wydawnictwa mamy dopiero od 40 lat, a wcześniej mogliśmy czytać jedynie brytyjskie i amerykańskie książki. Dickens był bardzo popularnym pisarzem, ale mogę mówić tylko za siebie – dla mnie literatura angielska nie była ważna. Swoją Tasmanię, swoją Australię odkryłem poprzez książki pisarzy z obu Ameryk i Europy Środkowej. Nie odkryłem jej za sprawą książek brytyjskich – opowiadały one o świecie, jakiego nie rozpoznawałem.

Dickens był znakomitym pisarzem, ale nie sądzę, by zostawił znaczący ślad na literaturze australijskiej, ponieważ okres, w którym był najbardziej wpływowy, wyprzedzał literaturę australijską o około stulecie.

Dlaczego więc odwołał się pan do tej tradycji?

Dickens interesował mnie z dwóch powodów: chciałem napisać powieść o dziecku i jego historii, a o ile wiem, pierwszą osobą, która napisała powieść z perspektywy dziecka, był właśnie Dickens – zrobił to w "Oliverze Twiście". Napisanie powieści z punktu widzenia dziecka było czynem rewolucyjnym, a jednak ten mężczyzna o ponadprzeciętnej empatii nie stronił od bigoterii i uprzedzeń typowych dla jego czasów – w jego przypadku chodziło o niechęć do nie-Europejczyków.

Richard FlanaganRichard Flanagan fot. Michał Łepecki

W jaki sposób Dickens zetknął się z Franklinami?

Po powrocie do Anglii Sir John, chyba najsłynniejszy odkrywca XIX wieku, wyruszył z wyprawą, mającą na celu odkrycie słynnego Przejścia Północno-Zachodniego przez Arktykę. W tamtych czasach taką ekspedycję można by porównać do lotu na Marsa. W każdym razie w jej trakcie Franklin zaginął. Przez wiele lat nie było wiadomo, co stało się z członkami ekspedycji, do czasu aż kilka lat później do Anglii zaczęły napływać niepokojące informacje od uczestników późniejszych wypraw, którzy natknęli się na Innuitów. Ci mówili, że widzieli ocalałych z wyprawy Franklina, którzy, aby przeżyć, zaczęli praktykować kanibalizm.

W europejskim rozumieniu kanibal to nie-Europejczyk, to przedstawiciel innej rasy, barbarzyńca. To, że Europejczyk miałby dopuścić się tak dzikiego czynu, było nie do pomyślenia, niezależnie od warunków, w których by się znalazł. Ponieważ informacja ta była tak szokująca i niszczyła reputację Franklina, jego żona rozpoczęła kampanię na rzecz ocalenia go przed hańbą i oczernieniem. O pomoc zwróciła się do Dickensa.

Miał jej pomóc? W jaki sposób?

Dickens napisał bardzo mocną polemikę, mówiącą, że Innuici szerzyli nieprawdziwe informacje, ponieważ są dzikusami i w rzeczywistości to oni dopuścili się kanibalizmu – Europejczyk nigdy nie zjadłby innego Europejczyka. Ta historia stała się jego obsesją. Napisał na jej kanwie sztukę, którą z sukcesem wystawiał w Londynie. W roli Sir Franklina obsadził siebie. Tak bardzo utożsamił się z graną przez siebie postacią, że zapuścił brodę – na wszystkich znanych nam wizerunkach Dickens ma właśnie tę zapuszczoną na potrzeby roli brodę.

W spektaklu grała również młoda aktorka Nelly Ternan. Pięćdziesięcioparoletni Dickens na zabój zakochał się w osiemnastoletniej Nelly, dla której zostawił żonę. Według niektórych źródeł mieli razem dziecko.

Była właściwie równolatką Mathinny…

W chwili śmierci Mathinna miała prawie 17 lat. W jej historii i w historii Dickensa oraz Nelly odnalazłem przeciwne i straszne powiązania: o kulturze, która pozornie jest ponad pragnieniami i namiętnościami, która stosuje logikę i rozum, aby zdyscyplinować ludzką naturę. Dickens sam mocno trzymał się w ryzach, dopóki nie uległ namiętnościom i nie zmienił życia o 180 stopni. Dla mnie wyraźnie wiąże się to z aborygeńską dziewczynką, która nie chciała założyć butów, aby zapozować malarzowi. Starałem się więc opowiedzieć te dwie historie razem.

Dla mnie to opowieść o tym, co nazywamy pragnieniem – pragnieniem, które może być erotyczne, ale jest pojęciem znacznie szerszym, dotyczy wszystkiego, co chcemy mieć, a czego mieć nie możemy – i o tym, jak kształtuje to nasze życie, nawet jeśli ciągle temu zaprzeczamy.

Więcej o:
Komentarze (33)
Ocalało 50 osób. Ludobójstwo, o którym Brytyjczycy woleliby zapomnieć
Zaloguj się
  • rikol

    Oceniono 18 razy -14

    Nie sądzę, żeby ta zbrodnia kwalifikowała się jako ludobójstwo, to są raczej czystki etniczne. Na pewno też nie da się tego porównać z holocaustem.

    Samo wymordowanie Aborygenów to problem Brytyjczyków, a nie Europejczyków. A aktualnie potomkami morderców są Australijczycy.

  • cerebral.palsy

    Oceniono 3 razy -3

    za lat kilkanaście tak sie stanie z białymi Europejczykami. Tzw uchodźcy wybiją wszystkich. Wtedy na świecie będzie panował tylko islam....

  • student_zebrak

    Oceniono 2 razy 0

    Troche mniej histeryczny wpis
    h ttps://en.wikipedia.org/wiki/Aboriginal_Tasmanians
    warto przeczytac

  • jan.go

    Oceniono 3 razy 1

    Ktoś kiedyś napisał ze przełom nastąpi jak będziemy stawiać pomniki swoich zbrodni a nie bohaterstwa Pocieszające jest to ze w XXI wieku staliśmy sie mniejszymi mordercami niż Surykatki Znaczy że można sie poprawić

  • jestem-tu

    Oceniono 3 razy 3

    Jeszcze w latach 30-tych dwudziestego wieku w Australii strzelano do Aborygenów. Zabijanie ludzi, taki sport...

  • foreks

    Oceniono 24 razy 4

    Wszystkie wielkie kraje maja ludobojstwo i krew na sumieniu i rekach. Francja i wojny wandejskie i algierskie. Turcja i Ormianie. Rosja vs. reszta swiata, USA i Native Americans, UK i Aborygeni, Hiszpania i chrystianizacja Ameryki Poludniowej, Niemcy vs. cala Europa, Japonia vs. reszta Azji, Chiny vs. Chiny, Belgia i Kongo, etc. W sumie bedzie kilkaset milionow ofiar.
    I dzis nam sie wmawia, ze kilka wiesniakow spalilo stodole w Jedwabne i to Polacy sa ludobojcami.

  • jestem-tu

    Oceniono 5 razy 5

    Obozy koncentracyjne wymyślili Anglicy w czasie wojny burskiej. A jeszcze wcześniej swoje zbrodnie trenowali w Irlandii, to był ich poligon do trenowania późniejszych kolonialnych podbojów. Ludzie umierali z głodu, a Anglicy wywozili z tego kraju zboże i ziemniaki.

  • sonix24

    Oceniono 12 razy 8

    Tak to prawda. My Europejczycy mamy w sobie tę dzikość, a to że nie chcemy się do niej przyznać, nawet myśleć o niej, bo ciągle ją staramy się wypierać z siebie, powoduje, że wciąż powtarzamy tą samą straszną, przepełnioną okrucieństwem i paranoicznym poczuciem wyższości historię.

  • mille666

    Oceniono 18 razy 10

    Człowiek to zajebista pomyłka ewolucji: nie tylko wykańcza się nawzajem, ale wymazał już większość fauny i flory, która była przed nim na Ziemi, a do jej końca i tak ma bliziutko...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX