Wstyd nie znać opowiadań Szczepana Twardocha. Dzięki tej książce szybko nadrobicie zaległości

"Ballada o pewnej panience" to zbiór jedenastu najważniejszych opowiadań Szczepana Twardocha. Najważniejszych, czyli... ? Znakomicie napisanych, najlepiej wpisujących się w dotychczasową twórczość autora "Morfiny" i "Dracha", opartych na najciekawszych pomysłach.

Od tytułowej, premierowej "Ballady o pewnej panience", przez "Gerda" i "Masarę", opublikowane wcześniej w zbiorze "Tak jest dobrze", po pochodzące z antologii "Pożądanie" "Fade to: black". W wydanym właśnie zbiorze opowiadań Szczepana Twardocha znalazło się jedenaście zupełnie różnych, także pod względem poziomu, a jednak niepozbawionych punktów stycznych historii.

Większość z nich to opowieści o samotności, lęku, zwłaszcza przed śmiesznością, uwięzieniu w formie – społecznej, cielesnej, wizerunkowej, o zakończonych porażką ucieczkach przed własnym losem. Poszukiwaniu akceptacji, miłości. W niejednym na bliższym lub dalszym planie pojawia się Śląsk – ten z przeszłości i ten współczesny, raz niemiecki, raz polski. W innych realizm płynnie przechodzi w fantastykę rodem z horroru.

Szczepan TwardochSzczepan Twardoch Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Wierni czytelnicy Twardocha z większością opowiadań ze zbioru zapoznali się zapewne już wcześniej. Ci, którzy tego nie zrobili, teraz mają okazję sprawdzić, jak autor nominowanych do Nagrody Nike "Morfiny" i "Dracha" radzi sobie z krótszymi formami. I raczej się nie zawiodą, bo już sam podtytuł – "Wszystkie najważniejsze opowiadania" – jest gwarancją jakości zamieszczonych w tej książce tekstów.

Opowiadania Szczepana Twardocha i inne jego książki są dostępne w formie ebooków w Publio.pl

Ballada prozą pisana

"Pozwólcie, że przedstawię wam pewną panienkę". Nie była piękna. Nie była cnotliwa. Na dodatek już na pierwszej stronie tytułowego opowiadania spoczywa w białej trumnie... Wydarzenia, które do tego doprowadziły, mają swój początek na przedwojennym Śląsku. Robotniczym "raju" z jedną ścieżką kariery prowadzącą przez sztolnie kopalni i biedę domków z czerwonej cegły, ku przyszłości, której nie ma.

"Ballada o pewnej panience" to tak naprawdę historia wywodzącego się z górniczej rodziny self-made mana. Opowiadanie o egoizmie, życiu na granicy – albo i poza nią – prawa i moralności. O odcięciu od korzeni koniecznym, by narodzić się na nowo. O miłości, zazdrości, walce między kobietą a mężczyzną. Wiecznym nienasyceniu i chorobliwym przesycie. Przewrotna i zachwycająca czarnym humorem ballada podwórzowa napisana znakomitą prozą, momentami zbliżającą się do piosenki:

Ich życie nie było moim życiem. Nie moją była ich nędza, czarny pył za paznokciami i dookoła oczu, szary brud ulic patronackiego osiedla i dziwaczny język, w którym od wyjazdu za granicę nie powiedziałem już nigdy ani słowa.

Jaki może być finał takiej opowieści? Oczywiście tylko godny piosenek podwórkowych.

Szczepan Twardoch. Za Szczepan Twardoch. Za "Morfinę" wyrózniony m.in. Paszportem Polityki. Pisarz podczas spotkania Polskie Widma w ramach BigBook Festival, czerwiec 2013 Fot. Adam Stępień/AG

Życiowy optymizm? Nie u Twardocha

Mniej poetycka, ale również znakomita warsztatowo, jest druga w zbiorze „Ballada o Jakubie Bieli”. Właściwie nawet zwięzła saga o rodzinie Jakuba Bieli: począwszy od jego pradziada Ewalda, przez dziadka Franza, rodziców Jadzię i Antka, nazywanych też T?nikiem i Hyjdwig, skończywszy zaś na dalszych krewnych tytułowego bohatera, w tle ze Śląskiem przeciąganym raz na jedną, raz na drugą stronę polsko-niemieckiej granicy. Tym, co łączy ją z „Balladą o pewnej panience” – z pozostałymi książkami Twardocha zresztą również – jest jednak jedyny możliwy i nieunikniony koniec.

Ilu słów trzeba, by pokazać jak niewiele dzieli człowieka od nicości? W „Balladzie o Jakubie Bieli” Twardochowi wystarcza nawet jedno, wcale nie tak długie zdanie:

I tak Franz Biela w kopalni już kamienieje, pomiędzy karbońskimi widłakami i skrzypami, ale nie odciśnie się w żadnym kamieniu tak wdzięcznie jak one.

Kac, jedno potknięcie i śmierć. Wypadek w kopalni. Wypadek samochodowy. Wylew podczas oglądania filmu porno. Choroba. Wojna. Napad. Bohaterom większości opowiadań Twardocha zdecydowanie łatwiej się umiera, niż żyje.

Od czystej potencjalności do...

Życie w opowiadaniach Twardocha jest nieustannym stwarzaniem samego siebie – głównie w innych oczach... albo i uszach, co robi bohater „Gerda” wcielając się na antenie Radia Maryja w różnych słuchaczy.

– Architektem jestem, tak jak Bóg jest Bogiem. Siebie zaprojektowałem i doglądnąłem wykonania tak, jak projektuję domy i biurowce – stwierdza inny self-made man w opowiadaniu „Uderz mnie”. Ale tym, co pisarza wyraźnie interesuje, nie jest doskonałość, a pęknięcia na wyidealizowanym wizerunku. Bo fizyczna atrakcyjność i udana kariera są u Twardocha tylko kolejną uwierającą formą. Nie chronią przed śmiesznością, która „hańbi bardziej niż sama hańba”. Nie leczą z niepewności.

Jeszcze bardziej fascynująca jest brzydota: nadwaga, spocona skóra, nieprzyjemny zapach. W więzieniu własnego ciała tkwi cała galeria postaci, choćby z opowiadań: „Ballada o pewnej panience”, „Moje życie z Kim”, które też można by nazwać balladą – o dobrym życiu grubego pana Jarka, „Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka”, „Masara”.

 

Happy endu nie będzie

Będzie za to dużo ironii, sarkazmu, humoru, ale i trochę wzruszenia. Do tego kilka zaskakujących finałów i sporo zdań, które aż proszą się o zapamiętanie na dłużej. W „Balladzie o pewnej panience” znalazł się szeroki przekrój twórczości pisarza – od boleśnie realistycznych „Mojego życia z Kim” czy „Ballady o Jakubie Bieli”, przez balansującego na granicy fantastyki „Gerda”, po oparte na przerażającym pomyśle „W piwnicy”, które dobitnie przypomina o literackich korzeniach Szczepana Twardocha.

Będzie elegancka polszczyzna, przeplatana gdzieniegdzie językiem ze Śląska, wielokrotnie obecnego na stronach tej książki.

Będą też historie o poszukiwaniu tożsamości – narodowej i własnej, przemocy – fizycznej i psychicznej, traumie wojny, popełnionych błędach. Rodzinie, która daje siłę, i rodzinie, która ciągnie na dno. Przede wszystkim zaś o cierpieniu – przerażająco zwyczajnym.

Lubisz książki Szczepana Twardocha?
Więcej o:
Komentarze (4)
Wstyd nie znać opowiadań Szczepana Twardocha. Dzięki tej książce szybko nadrobicie zaległości
Zaloguj się
  • danuel

    Oceniono 4 razy 0

    Wstyd? Nie wydaje mnie się.

  • fisher1973

    Oceniono 7 razy -1

    to ta miernota, ktora twierdzi ze Tusk go okradl bo nie pozwolil wszystkich pie...w koszty ...?
    niech spoada na bambus ze swoimi wypocinami

  • ZoV Hax

    Oceniono 5 razy -3

    Twardocha nie czyta nikt poza Żydami do Szechtera z TVNu i Tok FM, więc sami rozumiecie :) wszystko jasne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX