Ciszewski: Prawdziwy świat wygląda znacznie gorzej niż w mojej książce

06.12.2017 11:28
Mgła

Mgła (mat. prasowe)

Po "Mrozie", "Wietrze" i "Upale" Marcina Ciszewskiego czas na "Mgłę" - brawurowo napisany thriller, w którym Polska balansuje na granicy konfliktu zbrojnego, a świat polityki i biznesu uwikłany jest w międzynarodową aferę.

Z autorem o zagrożeniu terroryzmem, stosunkach polsko-rosyjskich, zawiłościach historii, a także muzyce rozmawia Mateusz Uciński.

Mateusz Uciński: Panie Marcinie, pańska najnowsza książka "Mgła" właśnie trafia na sklepowe półki. Przyznam, że jest niepokojąco realna. Chociaż jako kraj mamy to szczęście, że nie doświadczyliśmy ataku terrorystycznego, to jednak zagrożenie jest bardzo duże. Pan pokazuje, że bardzo ciężko temu zapobiec.

Marcin Ciszewski: Czy zagrożenie jest realne, nie wiem. Należy pytać specjalistów, aczkolwiek nie sądzę, by ci, którzy naprawdę dysponują taką wiedzą, chcieli powiedzieć prawdę. W moich książkach groźba ataków terrorystycznych wykreowana jest na potrzeby fabuły – i całe szczęście, że na razie przynajmniej tam pozostaje. Ale ma pan rację; czasem nie udaje się zapobiec zamachowi terrorystycznemu, dochodzi do tragedii i to niezależnie od sprawności służb. Mówię oczywiście o Zachodzie, bo u nas, jak wspomniałem, to nadal zagadnienie teoretyczne.

Pisząc „Mgłę”, zasięgał Pan porady specjalistów takich jak dr Krzysztof Liedel – były Dyrektor Departamentu Prawa i Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wnioskuję z tego, że wiele z tego, co opisał Pan w książce, to faktyczne procedur, wdrażane podczas sytuacji kryzysowych.

Czasem tak, czasem nie, to zależy od konkretnego miejsca fabuły. Konsultując rozmaite kwestie z ekspertami, nie staram się, by wszystko było idealnie zgodne z obowiązującymi procedurami, ponieważ - mam graniczące z pewnością podejrzenie - akcja nie mogłaby ruszyć z miejsca, a na pewno stałaby się niewymownie nudna [śmiech]. Fabuła musi kierować się wewnętrzną logiką i prawdopodobieństwem, niekoniecznie tożsamym z prawdziwym życiem.

Jestem daleki od chęci napisania instrukcji obsługi prawidłowego zapobiegania czy zwalczania skutków zamachu terrorystycznego. Chciałbym, aby czytelnik kibicował głównym bohaterom, którzy borykają się z mniejszymi czy większymi problemami, przy okazji na tyle sugestywnie, na ile mnie stać, odmalowując tło wydarzeń. Tylko tyle.

Katastrofa samolotu z ministrem Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej to bardzo mocny akord w powieści. Chociaż to fikcja, nie sposób jednak nie zastanowić się nad tym, jak fatalne skutki może mieć takie wydarzenie dla Polski. Wpływowy Rosjanin występujący w powieści mówi bez ogródek "Nasze władze będą chciały zrzucić wszystko na Polaków. Będą naciskały na przejęcie śledztwa. Będą tuszowały wszystko, co niewygodne albo podejrzane". Mimo iż zastrzega Pan, że podobieństwa do realnych wydarzeń czy osób są niezamierzone, to jednak trudno nie odnieść się do katastrofy smoleńskiej z 2010 roku. Czy Pana zdaniem skazani jesteśmy na nieufność w stosunkach polsko-rosyjskich?

Analogii ani tym bardziej symetrii do katastrofy smoleńskiej nie ma. Chodziło mi o pokazanie gry o całą stawkę, kiedy rzeczywiście stosunki z Rosją stają się niezwykle napięte, każdy krok grozi kataklizmem i nie wiadomo, czy lepsze jest dotarcie do prawdy o przyczynach katastrofy, czy przeciwnie – zakopanie jej tak głęboko, jak to możliwe. Jak Pan pewnie zauważył, w powieści istotną rolę odgrywa pewien koncern medialny. Ludzie nim sterujący stają się pełnoprawnymi uczestnikami rozgrywki, mając w ręku potężne narzędzie, jakim jest wpływ na znaczącą część opinii publicznej. To, w połączeniu z dochodzącymi do władzy politykami, mającymi inne od dotychczasowej władzy interesy i punkty widzenia, tworzy dla ludzi prowadzących śledztwo w sprawie katastrofy rosyjskiego Iła niezwykle groźną sytuację, sytuację, z której nie ma dobrego wyjścia.

Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów z „Mgły”, jednak przedstawia Pan świat powiązań, który zwyczajnemu zjadaczowi chleba może wydawać się zadziwiający. Handel uzbrojeniem, dzieła sztuki, do tego wywiad. Mam wrażenie, że tuż obok istnieje zupełnie inny świat, w którym nie liczą się ani państwa, ani przekonania, a wszystko opiera się na układach.

Niestety, ja z kolei mam nawet więcej niż wrażenie, że świat rzeczywisty wygląda znacznie gorzej niż w książce. Wojna jest brudnym, bardzo brudnym, ale przede wszystkim interesem, grą sił, wykorzystującą zresztą prawdziwe emocje ludzi, którzy wierzą w te czy inne ideały, czy po prostu bronią swoich domów i rodzin. Wojna dla wielu ludzi jest tragedią, elitom często się po prostu opłaca. Opłaca się również wielu korporacjom – i nie myślę tylko o przemyśle zbrojeniowym.

Poruszył Pan bardzo delikatny temat, mianowicie zmianę władz i to, jaki ma to wpływ na wszelkiego rodzaju służby mundurowe. Wszyscy znamy to z autopsji, gdy obserwujemy obecną scenę polityczną. Jak Pańskim zdaniem wpływa to na sytuację Państwa? Te wszystkie animozje, małe podjazdowe wojenki.

To nie jest tak, że na dzisiejszej scenie politycznej nagle pojawiło się pojęcie miotły wymiatającej urzędników wszystkich szczebli. To zjawisko trwa od zarania III RP, niezależnie od rządzącej opcji. Ale znowu – symetrii nie ma, każdy przypadek powinien być rozpatrywany osobno. Obecna władza miała sporo racji, wyrzucając rzeszę skorumpowanych czy po prostu nieudolnych urzędników czy menadżerów. Widać to choćby po obecnych wynikach spółek Skarbu Państwa. Osobną, i od razu dodam, bardzo szkodliwą sprawą jednak jest głębokość tych zmian i ich, że tak to nazwę, bezrefleksyjność.

Zrozumiałe, że każda władza chce obsadzić kluczowe rejony państwa swoimi ludźmi, inaczej nie mogłaby rządzić, uważam jednak, że powinna być zachowana tak zwana pamięć instytucjonalna wszystkich ważniejszych urzędów. Jestem jak najgorszego zdania o jakości większości elit urzędniczych w naszym kraju. Tam, gdzie zachodzi uzasadniona konieczność, trzeba być stanowczym, nie bać się trzęsienia ziemi, ale oczywiście nie oznacza to, że powinno się wyrzucać wszystkich ,jak leci, i robić miejsce dla swoich. Decydować powinny kompetencje, nic więcej. I rozliczanie urzędników z trzymania się procedur. Tu oczywiście obecna władza ma sporo na sumieniu. Odpowiadając na pytanie, tak, uważam, że animozje wśród ważnych urzędników szkodzą państwu, płynąc w dół, są fatalnym przykładem dla wykonawców oglądających się na to, kto kogo popiera, a nie rozwiązujących realne problemy.

Szczerze powiem, że zaniepokoiła mnie Pańska wypowiedź, zawarta w posłowiu do powieści. Napisał Pan, cytuję: „Dzisiejsze sojusze jutro nie mają znaczenia, wczorajsze bitwy nikogo zaś nie obchodzą”. Wiem, pisał to Pan w kontekście tymczasowości polityki, jednak nie brzmi to optymistycznie, chociażby w kontekście przynależności Polski do NATO. Co zatem się liczy?

Jeśli z polityki zrzucimy maskę pięknie brzmiących sloganów, ideologii czy gry pozorów, okaże się, że liczy się w niej siła lub brak siły – jak idealnie ujął to Dmowski. Uwspółcześniając, nie chodzi oczywiście o siłę militarną, w każdym razie nie wyłącznie, ale siłę ekonomiczną, zarządcze know how, jakość elit, umiejętność dobierania sobie partnerów i sojuszników do konkretnych spraw, elastyczność działania, umiejętność zdefiniowania racji stanu, strategii służącej obronie tejże, że o pewnej dozie cynizmu nie wspomnę. I tak dalej, i tak dalej.

Czy z tym jest dobrze? Nie, nie jest. Musimy być przygotowani na najróżniejsze scenariusze rozwoju sytuacji, najgorszych nie wyłączając. I mieć kompetentnych ludzi, by wdrażali procedury zapobiegania tym scenariuszom. Czy tak było? Czy tak jest? Czy tak będzie, gdy zmieni się władza? Boję się, że nie.

Jest Pan historykiem i bardzo to widać w Pańskich powieściach. Wykreował Pan w nich różnych bohaterów. Poczynając od Wilhelma Krugera - lwowskiego złodzieja działającego tuż przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku, przez alternatywną historię II wojny światowej, w której pojawiają się współcześni polscy żołnierze, po bardzo aktualne powieści sensacyjne z podinspektorem Jakubem Tyszkiewiczem. We wszystkich tych książkach niebagatelną rolę odgrywa historia Polski. Lubi Pan na nią wpływać jako autor? Kreować po swojemu?

Lubię ją poznawać i w swoim skromnym zakresie opisywać, używać do egoistycznych pisarskich celów. Lubię ją wykorzystywać jako tło, czasem dochodzące do głosu na równych z bohaterami prawach. Historia ma w sobie kolor, powab, urok, a także pewną nieodgadnioność, bo jakkolwiek mocno byśmy próbowali ją poznać, ona do końca poznać się nie da, zawsze zachowa coś dla siebie, pozostawiając pole do popisu rozmaitym hipotezom. Co oczywiście nie znaczy, że nie da się ustalić podstawowych faktów. Jestem pełen szacunku dla naszej historii, ze wszystkimi jej zakrętami, mrocznymi i jasnymi epizodami.

Pragnąłbym przy tym, choć wiem, że to naiwne, by historia nie była wykorzystywana koniunkturalnie przez rozmaitych hochsztaplerów do bieżącej walki, bo mam takie wrażenie, że tym bardziej stanowczo różni ludzie wypowiadają się na temat naszej przyszłości, im bardziej są na bakier z faktami, ideologiczną interpretacją czy z góry postawioną tezą, zastępując warsztat, a właściwie jego brak. Zasłużony skądinąd Jan Tomasz Gross ze swoimi filipikami (bo trudno je nazwać wnioskami wyciągniętymi na podstawie rzetelnego procesu badawczego) na temat zachowań Polaków w czasie ostatniej wojny jest tego najlepszym przykładem.

Pozwolę sobie zadać dość osobiste pytanie. Czytając „Mgłę”, zwróciłem uwagę, że często pojawia się w niej muzyka jako swoiste tło do akcji powieści. Deep Purple czy Miles Davies ładnie podkreślają charakter bohaterów. Może się mylę, ale podejrzewam, że dla Pana, jako autora, muzyka też jest ważna, prawda?

Jest bardzo ważna. Kiedyś grałem, teraz pozostała mi tylko nostalgia [śmiech]. Bardzo dużo czytam i robię to w ciszy. Gdy piszę, dla odmiany słucham i to bardzo głośno takich zespołów Arch Enemy, Slipknot, Metallica, Stone Sour, Rammstein na przemian z Leszkiem Możdżerem, Marcusem Millerem, Weather Report czy Patem Methenym. Muzyka jakoś komunikuje mnie ze światem, zarazem, podczas pisania, oddzielając mnie od niego. Tak, jest bardzo ważna.

„Mgłę” kończy akapit „Ciąg dalszy nastąpi…” Kiedy zatem nastąpi?

W przyszłym roku planuję ukończyć „Deszcz”. Wygląda na to, że będzie to ostatnia seria epizodów wziętych z życia podinspektora Jakuba Tyszkiewicza.

"Mgła" i inne książki Marcina Ciszewskiego są dostępne w formie ebooków w Publio.pl. Sprawdź >>

Zobacz także
Skomentuj:
Ciszewski: Prawdziwy świat wygląda znacznie gorzej niż w mojej książce
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX