"Przegrane psy" i "Kwiaty w pudełku". Tak wygląda Japonia oczami kobiet [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"Przegrane psy", "kobiety kamienie", "córki w pudełkach" - to tylko jedne z określeń oddających status kobiet w Kraju Kwitnącej Wiśni. Karolina Bednarz w swojej książce "Kwiaty w pudełku" celnie wskazuje bolączki i wyzwania, z którymi mierzą się mieszkanki Japonii.

Japonia – dla większości Europejczyków kraj, w którym kobiety w kimonach kryją twarze za wachlarzami, a zapracowani mężczyźni produkują niezawodne samochody i najlepszy sprzęt elektroniczny na świecie. Ale zupełnie inaczej widzą Japonię tamtejsze kobiety: ich świat to miejsce nieoczywiste, pełne napięć i sprzeczności, gdzie tradycja i nowoczesność splotły się w ciasny węzeł – ról społecznych, ograniczeń i konwenansów, z których tylko niektórym udaje się wyzwolić.

Kobiety, które nie spełniają społecznych oczekiwań, nazywa się różnie: "przegranymi psami", "kobietami kamieniami", "świątecznym ciastem". Jeszcze do niedawna ideałem dla wielu rodzin było wychowanie "córek w pudełkach" – chowanych przed zewnętrznym światem, żeby przejść szybko z domu rodziców do domu męża. Umierające z przemęczenia kobiety z przędzalni były "kwiatami narodu". Żeńską drużynę siatkówki media nazywały "kwiatem igrzysk". Kobiety w biurach przez długi czas nazywano "kwiatami biurowymi", jak ikebanę, kwiatowe aranżacje w lobby dużych korporacji. Długo traktowano je jak bukiet, który można wyrzucić, jak dekorację, którą zmienia się wraz nową porą roku.

Okładka książki 'Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet'Okładka książki 'Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet' Wydawnictwo Czarne

Karolina Bednarz przygląda się Japonii krytycznie, ale z empatią, celnie wskazując bolączki i wyzwania, z którymi na co dzień mierzą się mieszkanki Kraju Kwitnącej Wiśni. I pokazuje siłę kobiet, które mimo różnych trudności, coraz głośniej mówią o swoich problemach. I coraz częściej mówią "dość".

Przeczytaj fragment książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet": 

Mimo przekonania elit, że miejsce kobiet jest w domu, pracujące kobiety wytwarzały pod koniec XIX wieku aż czterdzieści procent krajowego produktu brutto. W przędzalniach stanowiły zdecydowaną większość. Z czasem zatrudniały się także jako operatorki telefoniczne, konduktorki czy hostessy – w zawodach, jak uważano, dla nich odpowiednich. "Odpowiednich", czyli za niskie stawki, przecież kobietom zawsze można było zapłacić mniej. Niektórzy obawiali się nawet, że z tego powodu nastąpi kobieca ekspansja na rynku pracy. I martwili się – co stanie się wtedy z "japońską rodziną"? Z "narodową solidarnością"? Co stanie się z rosnącą w siłę Japonią, jeśli kobiety, zwłaszcza z modelowej klasy średniej, zaczną pracować?

Ponadto, dzięki takim magazynom jak "Seit?", w kobietach obudziła się feministyczna świadomość, a pragmatyczne podejście do życia sprawiło, że w latach dwudziestych XX wieku tłumnie ruszyły do pracy. Zjawisko to wymusiły zarówno recesja po I wojnie światowej, jak i ogromne trzęsienie ziemi, które niemal zmiotło Tokio z powierzchni ziemi, oraz ogólnoświatowy kryzys ekonomiczny.

Z czasem jednak tradycyjny podział na oku i omote powrócił i zaczął się pogłębiać. Niepisany zwyczaj okazał się silniejszy. Przetrwał w mentalności społecznej do dziś, odporny na zapisy w ustawach, deklaracjach czy raportach. Pogłębiły go dodatkowo w latach pięćdziesiątych XX wieku narodziny etosu alarymanów, pracowników korporacyjnych poświęcających się firmie, a nie rodzinie. I shufu – pań domu.

Marzenie o byciu shufu nie wzięło się znikąd.

Na początku XX wieku na rynku pojawiło się kilka czasopism przeznaczonych dla kobiet, na przykład "Shufu no tomo" [Przyjaciel Pani Domu] czy "Fujin kurabu" [Klub Kobiet]. To pierwsze przyciągało w latach trzydziestych aż osiem milionów czytelniczek, nic dziwnego zatem, że idea "dobrej żony i mądrej matki" padła na podatny grunt i wykiełkowała dość szybko. Na przełomie wieków propagowano ją jedynie wśród klasy wyższej – mało która kobieta z niższych sfer mogła sobie pozwolić na luksus bycia utrzymywaną przez męża.

W okresie Meiji, już po zniesieniu trwającego kilkaset lat szogunatu, shufu była przede wszystkim panią domu, żoną głowy wielopokoleniowej rodziny, zarządzającą służbą i domowym budżetem. Członkowie rodziny, tej bliższej i tej dalszej, byli dla niej nieocenioną pomocą. Pensja mężczyzny z klasy średniej wystarczała na utrzymanie.

Gdy jednak wprowadzono obowiązkową edukację podstawową, dzieci poszły do szkół, a kobiety zostały pozbawione nie tylko ich pomocy w domu, ale także zarabianych przez nie pieniędzy (w ubogich rodzinach dzieci zaczynały pracować już w wieku czterech, pięciu lat). Nagle trzeba było utrzymać całą rodzinę za mniej niż dotychczas. Nie dało się tego uniknąć. Takie było prawo.

Ponadto nauka kosztowała – około jednej dziesiątej zarobków przeciętnej rodziny.

Wraz z promocją handlu i przemysłu zaczęła się zmieniać cała struktura gospodarki. W miejsce małych zakładów przydomowych powstawały firmy, konsorcja, fabryki i urzędy. Mężczyźni stopniowo oddalali się od domów – dosłownie i w przenośni – spędzali poza nimi coraz więcej czasu. Latami pracowali w miejscach, które nie były ich własnością, tracili zatem motywację do podtrzymywania więzi z synami, którzy dawniej przejęliby rodzinny sklep czy manufakturę.

Zajmujące się domem kobiety były więc zdane wyłącznie na własne siły, a obowiązków przybywało. Spadły na barki jednej osoby – shufu.

Te najbiedniejsze zmuszone były podjąć pracę, żeby jakoś spiąć domowy budżet. Nie mogły sobie pozwolić na to, by ich świat ograniczał się do czterech ścian. Ale te nieco bogatsze, które im wyżej stały w hierarchii społecznej, tym bardziej odczuwały spadek statusu, pozostały w domach.

Dla większości drzwi prowadzące na zewnątrz zatrzasnęły się z hukiem.

Podział na oku (świat wewnętrzny – dom) i omote (świat zewnętrzny – pracę) skutkował utrwaleniem tradycyjnego postrzegania seksualności. Celem kobiecej była wyłącznie prokreacja w ramach rodziny – zamążpójście i urodzenie dzieci – podczas gdy mężczyźni mogli realizować się w tej sferze z konkubinami, kochankami czy podczas wizyt w domach uciech. Na zewnątrz.

Przez długi czas dotyczyło to głównie bogatych mieszkańców miast. Chłopów zwyczajnie nie było stać na takie rozrywki.

Powtarzano: "Panna młoda musi stać się martwym człowiekiem, nie będzie mogła wrócić do domu rodzinnego". Radzono, żeby kobiety stawiały w domach małe ołtarzyki i opłakiwały zerwaną więź z rodzicami. Rodzice zapalali przy wejściu do domu ogień i obrzucali obejście solą, dokonując rytualnego oczyszczenia, jak po czyjejś śmierci.

Powrót córki do rodzinnego domu stał się tabu. W końcu zmarli nie wracają do tego świata. Chyba że jako duchy.

Kobiecie nie wolno było krytykować męża za zdrady. Sugerowano nawet, że powinna dogadzać konkubinie i postrzegać jej seksualność jako własną. Wymagano, aby stała się tylko częścią siebie – niby-trupem, pozbawionym pragnień i żądz. Podręcznik Onna daigaku radził nawet żonom, by wzięły konkubinę pod swój dach, gdyby się okazało, że są bezpłodne. Dzięki temu mogłyby uniknąć hańby związanej z rozwodem.

W rezultacie w XXI wieku nieliczni mężczyźni biorą czynny udział w wychowaniu dzieci.

– To rola kobiety – mówią Japończycy obu płci.

Tymczasem mężczyźni w okresie Tokugawa (od początku XVII do połowy XIX wieku) uczestniczyli w tym obowiązku, zwłaszcza gdy chodziło o synów. Z wyjątkiem samurajów, którzy nie mogli sobie na to pozwolić. Ci zostawiali swoje żony i dzieci w Edo jako gwarancję, że pozostaną wierni szogunowi. Odwiedzali rodzinę raz na kilka lat, przywożąc trybut z zarządzanych przez siebie ziem.

Lecz to właśnie ich styl życia imitują kilkaset lat później korporacyjni wojownicy. Nie rolników czy ubogich mieszkańców miast, którzy nosili dzieci przywiązane do pleców.

Z kolei dziewczynkom, bez względu na pochodzenie, wpajano ideał kobiety: miały być grzeczne i łagodne, dyskretne, czyste i pracowite. Na wsiach uczono je praktycznych umiejętności, takich jak szycie w dziewczęcych pokojach, musume yado. Niektórzy posyłali córki do przyświątynnych szkół zwanych terakoya. Nauki pobierał co drugi chłopiec i zaledwie jedna na dziesięć dziewczynek (statystyki te różniły się znacznie w zależności od regionu).

Normy podziału życia na "męskie" i "kobiece" to spadek po samurajach. Coś w końcu trzeba było uznać za "tradycję". Tradycję, której uczono w stworzonych przez mężczyzn szkołach. Gdzie próbowano wtłoczyć kobiety w ramy tego, co oni uważali za ideał.

"Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet", Karolina Bednarz, Wydawnictwo Czarne, 2018

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

Więcej o:
Skomentuj:
"Przegrane psy" i "Kwiaty w pudełku". Tak wygląda Japonia oczami kobiet [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX