"Będzie bolało", czyli sekretny dziennik młodego lekarza. Bez grama przesady[FRAGMENT]

Książka 'Będzie bolało' autorstwa Adama Kaya

Książka 'Będzie bolało' autorstwa Adama Kaya (Wydawnictwo Insignis)

Witaj w świecie 97-godzinnych tygodni pracy. W świecie decyzji, od których zależy życie. W świecie, w którym dziennie zarabiasz mniej niż szpitalny parkometr. Pożegnaj się więc z bliskimi i przyjaciółmi. i witaj w świecie lekarza stażysty!

Spisywana potajemnie po niekończących się dyżurach, bezsennych nocach i przepracowanych weekendach książka komika i byłego lekarza Adama Kaya "Będzie bolało" to szczery do bólu opis jego walki na pierwszej linii frontu brytyjskiej służby zdrowia. Z zabawnych, przerażających i wzruszających zapisków Kaya dowiecie się wszystkiego, co chcieliście wiedzieć (i czego wolelibyście nie wiedzieć) o życiu lekarzy na oddziale i poza nim.

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

Przeczytajcie fragment:

8 sierpnia 2005, poniedziałek

Pierwszy tydzień pracy na oddziale położniczym. Położna wezwała mnie do pacjentki D.H., która po urodzeniu zdrowego dziecka kiepsko się czuła. Nie chciałbym wyjść na przemądrzałego młokosa, ale rozwikłanie tej zagadki naprawdę nie wymagało zatrudnienia porucznika Columbo, Jessiki Fletcher czy wszystkich mieszkańców lokalu numer 221b przy Baker Street. Pacjentka "kiepsko się czuła", bo z jej pochwy wylewała się litrami krew, czego, jakimś cudem, nikt nie zauważył. Nacisnąłem dzwonek alarmowy, mając nadzieję, że na sali pojawi się ktoś nieco bardziej użyteczny niż ja i towarzysząca mi położna, po czym w niezbyt przekonujący sposób zapewniłem pacjentkę – zajętą oblewaniem moich spodni zawartością swoich naczyń krwionośnych – że wszystko będzie w porządku.

Przybiegł starszy rezydent, wykonał PV i usunął kawałek łożyska, który był przyczyną problemu. Po tym zabiegu, a także po przetoczeniu kilku jednostek krwi, kobieta czuła się zupełnie dobrze.

Poszedłem do szatni, żeby przebrać się w czyste zapasowe spodnie. Po raz trzeci w tym tygodniu moje bokserki były mokre od cudzej krwi. Po raz trzeci musiałem je wyrzucić i do końca zmiany pracować bez majtek. Komplet bokserek od Calvina Kleina kosztuje piętnaście funtów, więc moja praca przynosi mi więcej strat finansowych niż zysków.

Tym razem w moją bieliznę wsiąkło wyjątkowo dużo krwi – musiałem umyć penisa. Nie wiem, co jest gorsze: świadomość, że mogłem zarazić się wirusem HIV, czy absolutna pewność, że żaden z moich przyjaciół nie uwierzyłby mi, że zaraziłem się właśnie w taki sposób.

27 sierpnia 2005, sobota

Młodszy stażysta prosi mnie, żebym przyjrzał się pacjentce, która od dziewięciu godzin nie oddaje moczu. Odpowiadam mu, że ja nie miałem szansy wysikać się przez ostatnie jedenaście godzin, bo ludzie tacy jak on marnotrawią mój cenny czas. Jego twarz kurczy się w grymasie zawstydzenia niczym paczka chipsów w dłoni grubego dzieciaka. Czuję się okropnie z tym, że jestem dla niego taki podły – przecież sam byłem na jego miejscu zaledwie kilka miesięcy temu. Idę zobaczyć pacjentkę. Okazuje się, że faktycznie nie sikała od dziewięciu godzin. Wszystko dlatego, że rurka od cewnika utknęła pod jednym z kółek szpitalnego łóżka. Pęcherz kobiety jest teraz wielkości piłki do skakania. Już nie czuję się okropnie.

19 września 2005, poniedziałek

Mój pierwszy poród z próżniociągiem. Nagle czuję się niczym prawdziwy położnik – dopóki nie potraficie, no wiecie, wyciągnąć dziecka na świat, nazywanie was "położnikiem" to zwykłe pustosłowie. Nadzorująca moją pracę rezydentka,Lily, cały czas mówi mi, co mam zrobić, ale robię to całkowicie sam i czuję się z tym wspaniale.

"Gratulacje, świetna robota" – stwierdza Lily.

"Dziękuję!" – odpowiadam, a potem uświadamiam sobie, że mówiła do matki dziecka.

21 września 2005, środa

Po przyjęciu ostatniej pacjentki w przyszpitalnej poradni ginekologicznej muszę przygotować całe mnóstwo listów do lekarzy rodzinnych. Jestem pochłonięty papierkową robotą, kiedy Ernie – jeden z rezydentów, trochę arogancki, ale zabawny – wchodzi do gabinetu, żeby pożyczyć lampę zabiegową. "Wywalą cię, jeśli to tak zostawisz. Lepiej to popraw" – mówi, zaglądając mi przez ramię.

Dopiero teraz widzę, co napisałem: "przerośnięte tkanki zadu” zamiast „przerośnięte tkanki zaśniadu".

22 listopada 2005, wtorek

Do tej pory asystowałem przy piętnastu cesarkach. Bardziej doświadczeni lekarze (rezydenci i specjaliści) jakieś trzy lub cztery razy proponowali mi, żebym to ja trzymał skalpel, podczas gdy oni będą mnie instruować, ale za każdym razem udało mi się od tego wymigać. Jestem teraz jedynym starszym stażystą w szpitalu, który, jak z satysfakcją ujął to Ernie, nie stracił jeszcze dziewictwa.

Dzisiaj Ernie nie daje mi wyboru – przedstawia mnie pacjentce jako chirurga, który wyciągnie dziecko z jej brzucha. I to właśnie robię. Jestem bardzo przejęty moim debiutem i tym, że towarzyszy mi publiczność. Po raz pierwszy przecinam ludzką skórę, po raz pierwszy przecinam macicę i po raz pierwszy wyjmuję z niej dziecko. Chciałbym móc powiedzieć, że było to niesamowite doświadczenie, ale tak mocno koncentrowałem się na każdym ruchu, że praktycznie nic do mnie nie docierało.

Cała ta trudna i mozolna operacja zajmuje mi pięćdziesiąt pięć minut, Ernie jest wobec mnie bardzo cierpliwy. Kiedy po wszystkim dezynfekuję ranę, pokazuje mi, że moje cięcie odchyla się od linii prostej o jakieś dziesięć stopni. "Kiedy zdejmie pani opatrunek, zauważy pani, że musieliśmy ciąć trochę po skosie" – mówi później do pacjentki, co ona przyjmuje do wiadomości bez żadnych obiekcji. Najwyraźniej radość z macierzyństwa osłodziła jej tę gorzką pigułkę.

Ernie mówi mi, co wpisać do dokumentacji medycznej, a potem zabiera mnie na krótką pogawędkę przy kawie, w trakcie której testuje pojemność swojej seksualnej metafory z zapałem godnym jakiegoś niewyżytego zboczeńca. Opowiada mi, że z biegiem czasu moja technika się poprawi, krwi będzie mniej, a atmosfera stanie się przyjemniejsza. Koniec końców będę to wszystko robił rutynowo, niemal ziewając z nudów. Nagle do rozmowy włącza się anestezjolog: "Postaraj się jednak skracać swoje występy".

Adam Kay, autor książki 'Będzie bolało'Adam Kay, autor książki 'Będzie bolało' Wydawnictwo Insignis

25 grudnia 2005, niedziela

Dobra wiadomość i zła wiadomość.

Dobra wiadomość: jest świąteczny poranek.

Zła wiadomość: muszę iść do pracy.

Gorsza wiadomość: dzwoni telefon, to rezydent z mojego oddziału. Zapomniałem nastawić budzik i teraz wszyscy w szpitalu zastanawiają się, gdzie, do cholery, jestem.

Jeszcze gorsza wiadomość: okazuje się, że spałem w samochodzie. Kiedy się budzę, musi minąć trochę czasu, zanim przypomnę sobie, gdzie jestem i dlaczego jestem tu, gdzie jestem.

Dobra wiadomość: zasnąłem w samochodzie po nocnej zmianie, właściwie jestem już w pracy (a mówiąc ściślej na szpitalnym parkingu).

Wyskakuję z samochodu, biorę szybki prysznic i mogę zaczynać. Spóźniłem się zaledwie dziesięć minut. Mam osiem nieodebranych połączeń od H. i jeden SMS od niego. "Wesołych świąt". Kropka. Bez całusa.

W tym roku będziemy obchodzić Boże Narodzenie, dopiero kiedy będę miał wolne, czyli 6 stycznia. "Pomyśl tylko, o ile tańsze będą wtedy czekoladowe Mikołaje!" – to jedyna zaleta tej sytuacji, jaką potrafię znaleźć.

Fragment pochodzi z książki "Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza", Adam Kay, przeł. Katarzyna Dudzik, wydawnictwo Insignis, Kraków 2018

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

Zobacz także
  • Zbigniew Wodecki ''Miałem szczęście do ludzi''. Dziś 1. rocznica śmierci Zbigniewa Wodeckiego. Jutro premiera ostatniej niedokończonej płyty artysty
  • Marilyn Monroe Marilyn Monroe nie chciała zrobić tego zdjęcia przez 5 lat. Dziś jest kultowe
  • 'Kill Bill: Vol. 1' 15 szczegółów z filmów, które prawdopodobnie przeoczyłeś
Skomentuj:
"Będzie bolało", czyli sekretny dziennik młodego lekarza. Bez grama przesady[FRAGMENT]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX