Zagubieni we współczesnym świecie - recenzja powieści Larsa Saabye Christensena

Jego "Beatlesów" wspominał w kontrowersyjnej "Mojej walce" Karl Ove Knausgard jako ważną pokoleniowo powieść. W Polsce o wiele szerszym echem odbił się jednak wznowiony kilka lat temu "Półbrat". Kto jeszcze nie zaznajomił się z książkami Larsa Saabye Christensena, którego nazwisko pojawia się w kontekście literackiego Nobla, ma szansę zacząć od jednej z jego najnowszych powieści - "Magnesu".

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

„Magnes” to czwarta powieść Christensena opublikowana przez Wydawnictwo Literackie i dopiero szósta książka autora wydana po polsku. To niewiele, jeśli spojrzy się na jego bogaty dorobek. Dość jednak, by poznać najważniejsze tematy zajmujące pisarza – dojrzewanie, upływ czasu, zagubienie i samotność w zmieniającym się świecie, konsekwencje podjętych przez nas decyzji i przypadku kształtującego nasze życie, możliwości i ograniczenia szeroko rozumianej sztuki czy fascynacja przedmiotami, nośnikami historii. Przewijają się one od „Beatlesów” po „Magnes”. We wszystkich tych książkach obecne jest też charakterystyczne poczucie humoru Christensena, oscylujące między uśmiechem a kpiną. Jak choćby we fragmencie: „(…) czytanie wymaga czasu i nawet jeśli człowiek poświęca na lekturę cały czas, jaki ma do dyspozycji – a musi, niestety, również pracować, między innymi po to, aby było go stać na zakup książek – to i tak nie starczy mu czasu na przeczytanie wszystkiego. Innymi słowy, istnieje radykalna niewspółmierność pomiędzy czasem a literaturą, a ponieważ na czas nie bardzo da się wpłynąć, powinno się zamiast tego ograniczyć literaturę (…). Jokum dopuszczał więc osiem tytułów na autora, bez względu na gatunek literacki, tyle wystarczy, jeśli zaś pisarzowi nie udało się przekazać tego, co miał do powiedzenia w ośmiu tytułach, oznaczało to, że nie miał do powiedzenia nic, a w takich sytuacjach rzadko powstaje dobra literatura”.

Życie, które staje się sztuką

Chciał być pisarzem, został fotografem. Szukał wzniosłości, a osiągnął sukces dzięki przedmiotom codziennego użytku. Jokum Jokumsen to kolejny ze stworzonych przez Christensena bohaterów, którego nie sposób nie polubić, mimo jego – a może właśnie dzięki niej – niedoskonałości. Jokum jest bowiem nieprzeciętnie wysoki i nieporadny, jak połączenie Goofy’ego, Don Kichota, Flipa i „Idącego człowieka” Giacomettiego. Jednocześnie rozczula i irytuje, niczym znany z „Półbrata” Barnum (uważni czytelnicy znajdą go i na stronach „Magnesu”). Jest również geniuszem niepewności; strach przed podejmowaniem decyzji jest w nim jeszcze silniejszy niż pragnienie zmiany, wybory i swój los najczęściej pozostawia więc w rękach innych. Do tego słabo zna się na żartach i wszystko traktuje śmiertelnie poważnie. Jednak to właśnie jemu udaje się zostać światowej sławy „fotografem rzeczy pospolitych”, „portrecistą przedmiotów”. Dzięki przypadkowi i Synne Sager, jego żonie i kuratorce albo raczej kuratorce i żonie. Kobiecie silnej i tajemniczej. To ona robi z niego artystę, kształtuje go – czasem wbrew niemu. Sama zaś staje się jego muzą, a z czasem częścią jego artystycznego projektu.

Ich niejednoznaczna, naznaczona tragedią historia miłosna rozgrywa się na tle licznie przywoływanych: obrazów Edwarda Hoppera i Edvarda Muncha, zdjęć znanych fotografików, muzyki legend jazzu i rocka, rzeźb czy rysunków satyrycznych Storma P.

Po co nam sztuka?

„Wszystko cały czas staje się nowe. Dlatego trzeba cały czas pisać, komponować, malować, grać i fotografować”. Odwzorowywać świat na tyle, na ile pozwalają nam nasze ograniczone w gruncie rzeczy możliwości. Uchwycić przemijający czas w niepowtarzalnym momencie. Czy to jednak w ogóle możliwe? Miejsce sztuki w życiu bohaterów „Magnesu” jest niebagatelne, a refleksje na jej temat są ważną częścią powieści.

W którym momencie coś staje się sztuką? Kiedy ktoś jest tylko rzemieślnikiem, a kiedy już artystą? Jak daleko można się posunąć w kreacji rzeczywistości? Czy przekształcanie życia lub śmierci w sztukę jest dopuszczalne? Gdzie leży granica nietykalności, granica między artystyczną wizją a komercjalizacją? Jak pisze Christensen, „to, co jest podobne, nie jest prawdziwe”. Czy więc sztuka kłamie? Jaki – i czy w ogóle – jest sens komunikacji między artystą i odbiorcą? Na stronach „Magnesu” znajdziemy wiele podobnych pytań.

Wszystko idzie w złym kierunku

Inny, wciąż powracający w „Magnesie” temat to ogromne przemiany obyczajowe i skok technologiczny, jakie dokonały się od połowy lat 70. (kiedy zaczyna się akcja powieści) do początku XXI wieku. I idąca za nimi utrata prywatności, która dzisiaj „jest uznawana za najgorszy rodzaj samotności, za największy wstyd”. Jak ją postrzegamy obecnie?

„Nie są prywatne również twoje ręce ani twoja twarz, nie mówiąc już o oczach. Prywatna jest sytuacja. Tęsknimy za sytuacjami, w których możemy mieć spokój, w których nie pozostawiamy śladów, w których możemy iść za własną logiką i poczuć to, co nazywam małą wolnością”.

W powieści Christensena wyraźnie widoczna jest nostalgia za latami, kiedy wszystko miało „swój czas” i nie trzeba było robić kilku rzeczy równocześnie, będąc i tak zawsze krok z tyłu. Czasem, kiedy zdjęcia budziły wspomnienia; nie były tylko pochwałą udanego życia. Jokum i Synne należą do pokolenia urodzonego w latach 50., tak jak sam Lars Saabye Christensen. Pamiętającego zarówno robotnicze Oslo, jak i pochody islamskich fundamentalistów przechodzące jego ulicami. Być może „Magnes” jest więc również wyrazem pokoleniowego lęku przed tymi wszystkimi zmianami?

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

Lars Saabye Christensen, Magnes, przeł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Literackie 2018.

Więcej o:
Skomentuj:
Zagubieni we współczesnym świecie - recenzja powieści Larsa Saabye Christensena
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX