"Zwrotnice dziejów" - poznaj alternatywną historię Polski. Tę książkę powinien przeczytać Jarosław Kaczyński [FRAGMENT]

"Zwrotnice dziejów" prof. Andrzeja Chwalby i Wojciecha Harpuli to bestsellerowa rozmowa świetnego dziennikarza i wybitnego historyka o tym, czego uczy nas historia, która się nie wydarzyła. Tę książkę powinien przeczytać Jarosław Kaczyński.

- Szczere, krytyczne i rzeczowe spojrzenie na siebie samych z przeszłości może nas ustrzec przed popełnianiem błędów i wpadaniem w koleiny zgubnych zachowań w przyszłości. Refleksji nad tym, co już było, nie potrzebują tylko ci nieliczni szczęśliwcy, których życie jest pasmem nieustannych sukcesów w każdej dziedzinie życia – napisał we wstępie do książki Zwrotnice dziejów jej pomysłodawca i współautor, dziennikarz Wojciech Harpula. To fascynująca opowieść o tym, jak potoczyłyby się dzieje Polski, gdyby w przeszłości jej władcy podjęli inne polityczne i osobiste decyzje.

Zwrotnice dziejów. Alternatywne historie Polski to przełom w opowiadaniu o dziejach naszego kraju. Połączenie niekonwencjonalnej metody historii alternatywnej z rozległą wiedzą umożliwia odczytanie na nowo naszych narodowych losów. Przede wszystkim zaś zapewnia czytelnikowi wspaniałą przygodę z rzeczywistymi oraz niezrealizowanymi, choć prawdopodobnymi scenariuszami wydarzeń.

Ebook 'Zwrotnice dziejów'Ebook 'Zwrotnice dziejów' Wydawnictwo Literackie

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Przeczytaj fragment książki:

Czy w naszej historii był moment, który mógł zadecydować, że dzieje religijne Polski potoczyłyby się zupełnie inaczej? Który spowodowałby, że dziś bylibyśmy protestantami?

Odpowiedź musi być twierdząca. Był taki moment. Reformacja w XVI wieku płynęła przez Polskę szeroką falą, wyznanie zmieniali przedstawiciele wielu możnych rodów, protestanci byli licznie reprezentowani w sejmie i stanowili większość wśród świeckich senatorów. Szczyt zapału reformacyjnego to sejm w Piotrkowie w 1555 roku. Uchwalonowtedy, że król ma zwołać sobór narodowy, który przeprowadzi reformę Kościoła w Polsce. To otwierało drogę do powstania w naszym kraju niezależnego od Rzymu Kościoła narodowego, opartego na ideach reformacyjnych. Podobną drogą poszedł w Anglii król Henryk VIII, stworzył Kościół anglikański i stał się jego zwierzchnikiem.

Od czego zależało, czy ta uchwała sejmu zostanie wykonana?

W największej mierze od króla Zygmunta Augusta. Gdyby posłuchał sejmu, sobór zostałby zwołany i powstałby Kościół narodowy.

Dlaczego tego nie zrobił?

Odpowiedź na to pytanie wymaga wyjaśnienia, jaka była sytuacja polityczna i religijna w Polsce w połowie XVI wieku. Nie unikniemy tego.

Zamieniam się w słuch.

Idee odnowy Kościoła rzymskiego głoszone przez Marcina Lutra i jego współpracowników zaczęły docierać na ziemie polskie już w latach dwudziestych XVI wieku. Jak wiemy, w 1525 roku Albrecht Hohenzollern został pierwszym w Europie władcą luterańskim i lennikiem Polski. Później będzie wspierał polski ruch reformacyjny. W sposób naturalny luteranizm zyskał popularność wśród osób znających biegle język niemiecki, czyli głównie mieszczan z Prus Królewskich i Wielkopolski. W Małopolsce pisma reformacyjne też były znane, ale w Krakowie gmina luterańska wtedy jeszcze nie powstała.

Na polskiej szlachcie idee Lutra nie zrobiły większego wrażenia?

Na pewno nie na tyle, by zmieniała wyznanie. Wsparły go tylko niektóre rody z Pomorza Gdańskiego i Wielkopolski. Luteranizm dla „panów braci” był wyznaniem mieszczan, w dodatku była to „wiara niemiecka”. Drogę do umysłów szlachty znalazł natomiast kalwinizm, doktryna religijnastworzona w latach trzydziestych XVI wieku przez drugiegoz wielkich reformatorów religijnych, Jana Kalwina,Francuza, który żył i tworzył w Genewie, we francuskojęzycznej części Szwajcarii. W ciągu kilkunastu lat idea kalwińska, czyli idea Kościoła ewangelicko-reformowanego, rozpowszechniła się wśród polskiej szlachty, zdobyła także mocnych protektorów na Litwie.

Dlaczego popularność zdobył akurat kalwinizm?

Bo szlachcie odpowiadały jego demokratyzm i możliwość uczynienia z niego narzędzia władzy politycznej. Duchownych kalwińskich, czyli ministrów, powoływał szlachcic, w którego majątku znajdował się zbór ewangelicki. Co prawda szlachcice byli też kolatorami w parafiach katolickich i mieli prawo przedstawiania biskupom swoich kandydatów na proboszczów, ale w Kościele kalwińskim biskupów w ogóle nie było. Jego struktura organizacyjna była płaska. Sam szlachcic stawał się zwierzchnikiem duchownego, który był od niego zależny. Dzięki temu dziedzic zyskiwał jeszcze jeden czynnik umożliwiający mu kontrolowanie tego, co dzieje się w jego majątku. Motywacja szlachty do przechodzenia na kalwinizm miała zatem głównie charakter polityczny, a nie teologiczny. Szesnastowieczna polskaszlachta w zdecydowanej większości na teologii się nie znała, to byli praktyczni ludzie. Dyskusje na temat tego, czy człowiek jest z góry przeznaczony przez Boga do zbawienia albo czy w czasie konsekracji kapłan przemienia hostię i wino w rzeczywiste ciało i krew Chrystusa, niewiele ich obchodziły. Szlachcie odpowiadała też idea tak zwanego taniego Kościoła, stroniącego od bogactw i przepychu, na którego potrzeby nie trzeba płacić dziesięciny.

Gdzie kalwinizm zapuścił najgłębsze korzenie?

Zdecydowanie w zachodniej Małopolsce, ale mocno rozwijał się także na ziemiach sandomierskiej i lubelskiej. Najbardziej znane rodziny kalwińskie z Małopolski to: Szafrańcowie, Firlejowie, Zborowscy, Myszkowscy. Z kolei z ziemi chełmskiej pochodził Mikołaj Sienicki — czołowy polityk ruchu egzekucyjnego, wielokrotny marszałek sejmu, zdecydowany zwolennik Kościoła narodowego.

Mocne postępy kalwinizm poczynił także na Litwie. Tam protestantyzm przyjęły potężne rody magnackie: Radziwiłłowie, Pacowie, Chodkiewiczowie, Chlebowiczowie, Kiszkowie. Dla nich kalwinizm był przede wszystkim instrumentem wzmacniającym odrębność Litwy od Korony.Przechodzenie na protestantyzm stanowiło dla magnatów litewskich manifestację odrębności, ale nie splotło się z dążeniami reformatorskimi w dziedzinie politycznej. Inaczej było w Koronie, gdzie protestanci tworzyli główne zaplecze ruchu egzekucyjnego, domagającego się reformy i wzmocnienia państwa. Ruch egzekucyjny czerpał dynamikę z reformacji, a reformacja z ruchu egzekucyjnego. Te procesy społeczno-polityczne stanowiły nierozłączną parę.

O rodzącym się ruchu egzekucyjnym wspominaliśmy już w poprzednim rozdziale. Przy czym w pełni okrzepł on i rozwinął się dopiero za czasów Zygmunta Augusta.

To był prawdziwy „złoty wiek” polskiej szlachty. Dziękidostępowi do Morza Bałtyckiego zwiększał się eksport zboża i innych towarów, rozwijały się szlacheckie folwarki. Posiadacze ziemscy bogacili się i zdobywali wykształcenie. Synowie szlacheccy kończyli Akademię Krakowską, często studiowali za granicą. Dzięki temu poziom wykształcenia szlachty polskiej w XVI wieku należał do najwyższych w Europie. Te zjawiska nie dotyczyły oczywiście całego stanu rycerskiego w Koronie, ale przede wszystkim przedstawicieli warstwy średniej szlachty. Wraz ze wzrostem zamożności rosły także ich aspiracje polityczne. Chcieli zwiększyć swoją rolę w państwie, stać się czynnikiem współrządzącym, decydującym o jego losach na równi z królem i senatem.

Konstytucję sejmową Nihil novi z 1505 roku, zakazującą królowi wydawania nowych praw bez zgody szlachty, rozumieli tak, że musi się na nie zgodzić nie tylko senat skupiający najważniejszych dostojników świeckich i duchownych, ale także izba poselska reprezentująca stan rycerski.

Zygmunt Stary rządził, opierając się na magnackim senacie. Wobec tego dla średniej szlachty drogą do zwiększenia roli izby poselskiej i swojej pozycji politycznej stała się rywalizacja z magnatami. Ale zniwelowanie znaczenia ekonomicznego i politycznego magnatów nie było jednak celem samym w sobie. Posłowie chcieli też głębokiej reformy państwa. Uważali, że realizacja ich postulatów w istotny sposób wzmocni Polskę.

Mieli rację. Egzekucjoniści domagali się rzeczy zbawiennych dla kraju.

Podstawową sprawą, o której już wspominaliśmy, była egzekucja dóbr. Królowie polscy pozyskiwali pieniądze i budowali wspierające ich stronnictwa polityczne, rozdając łatwą ręką królewszczyzny, czyli majątek swój, a w istocie państwa. W wiekach XV i XVI w Koronie oddali w prywatne ręce pięćdziesiąt osiem miast i sześćset sześćdziesiąt jeden wsi. Posłowie uważali, że to duży problem, ponieważ praktyka ta pozbawiała skarb sporej części dochodów. Domagali się, by wszystkie ziemie darowane lub wydzierżawione bez zgody sejmu wróciły do skarbu państwa. Jednocześnie żądali podziału dochodów płynących z królewszczyzn na dwie części — państwową, służącą zaspokajaniu potrzeb Korony, i prywatną, przeznaczoną na utrzymanie dworu królewskiego.

Wysuwali też postulat powołania stałej armii, finansowanej ze skarbu państwa. Zdawali sobie bowiem sprawę, że pospolite ruszenie ziemiaństwa nie ma większej wartości militarnej, bo szlachta zajmuje się rolnictwem, a nie służbą rycerską. Mocne były też głosy domagające się unifikacji państwa, czyli zniesienia prawnych form odrębności Prus Królewskich, Mazowsza oraz księstw śląskich — zatorskiego i oświęcimskiego — ale przede wszystkim zmiany unii personalnej Polski z Litwą w unię realną. Posłowie chcieli w ten sposób zabezpieczyć prawnie dziedzictwo rządów Jagiellonów w Koronie i na Litwie. Obawiali się, że po wygaśnięciu dynastii Litwa może pójść swoją drogą.

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Okładka książki 'Zwrotnice dziejów',  Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula Okładka książki 'Zwrotnice dziejów', Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula  Wydawnictwo Literackie

Fragment książki „Zwrotnice dziejów. Alternatywne historie Polski” Andrzeja Chwalby i Wojciecha Harpuli. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Więcej o:
Komentarze (5)
"Zwrotnice dziejów" - taką alternatywną historię Polski powinien przeczytać Jarosław Kaczyński
Zaloguj się
  • az555

    0

    jakby nie było kleru katolickiego, kto zajmowałby się ministrantami :/

  • bogpan

    Oceniono 6 razy -6

    A napisali co by było, gdyby zdrajcy typu Szechter nie dogadali się z komunistami?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX