Jest ksiądz, jest trup, jest coś, co wygląda na porwanie. Kryminał, który czyta się jak wspomnienie lat 90.

Przemysław Semczuk napisał niedawno "To nie przypadek". Świeżutki kryminał autora, który przyzwyczaił, że ma wiedzę o czasach PRL, lecz teraz znów osadza akcję w latach 90. w Zgorzelcu. I jest to akcja bardzo fajna.

W Karkonoszach ginie chłopak. Zamarza. Gdy zwłoki zostają odkryte po kilku tygodniach, trwa już inne śledztwo. Znika nastolatka, a w mieście dochodzi do strzelaniny. Mafiozo w białych rękawiczkach ucieka poszatkowanym kulami terenowym mercedesem, jedynym takim w okolicy, a może i Polsce. Gdy policja wpada do niego z wizytą, auto jest całe. Nówka. Nawet ryski na czarnym lakierze. Śledztwo utknęłoby jak "mrówki" na przejściu granicznym w Zgorzelcu, gdyby nie dziwne wpadki na oczach celników i tropy, które każą wątpić, by trup, dziewczyna, mercedesy dla Rosjan i przemyt to były niezwiązane ze sobą przypadki.

>>>Krzysztof Domaradzki - "Trans". Zdegenerowany policjant snuje się tropem naprawdę wyjątkowego zwyrodnialca<<<

Przemysław Semczuk - "To nie przypadek"

Bardzo zgrabnie napisany kryminał. Autor zachwyca opisami rzeczywistości lat już przez wielu zapomnianych. Pisze o biznesie, handlu, usługach, które kwitną w bardzo specyficznym miejscu - przygranicznym Zgorzelcu. Zauważa, jak zmieniała się wtedy Polska i ludzie kilka raptem lat po wywaleniu dawnego ustroju.

Te opisy są prawdziwe, nie ma tutaj wrażenia, jakby autor na chwilę przerywał akcję, sięgał po wikipedię i wklejał obowiązkowy obrazek pt. "Zgorzelec, restauracje 1990-1999". Szczegółowo wymalowane są wnętrza knajp, w których siedzą dresiarze na usługach mafii przemytniczej. Pokoje w komisariatach, gdzie wciąż czuć smród tanich papierosów wyciskających się ze szpar w boazerii. Ciasne budki celników na granicy i sposoby przemytników na ich oszukanie. To wszystko sprawia, że książkę czyta się niemal jak dokument z tamtych czasów. Wszystko opisane prawdziwym, potocznym, czerpiącym z epoki językiem, ale bez śladu sztuczności.

Jedno "ale"

Jeśli musiałbym się przyczepić, to brakuje trochę ludzkiej strony w tym wszystkim. Są fajne postacie, ale chciałbym wiedzieć o nich coś więcej, skąd się wzięły, dlaczego tak się zachowują, dlaczego ten jest zgorzkniały, tamten cwany, a ta będzie kiedyś wybitną policjantką. Udaje się w kilku przypadkach (Albin Plesiński - prześmieszny przypadek gliniarza, któremu wszystko zawsze do wszystkiego pasuje i rozwiązania znajduje w godzinę, ale jest chyba zwykłą mendą, kablującą na kumpli), w wielu jednak nie - choćby w aspirującym do bycia głównym bohaterem Pawła Ciszewskiego, "Cichego".

Może ten brak wynika z tego, że nie czytałem książki, w której obaj panowie pojawiają się po raz pierwszy - "Tak będzie prościej". Brakuje też mi trochę takich mankellowskich opisów "niczego" - skąd zawiał wtedy wiatr, czy się ociepliło, czy nalał sobie kawę i usiadł w cieniu tego akurat drzewa. Ale to już bardzo indywidualne zboczenie, które nie powinno zniechęcać Was do tej lektury.

Przemysław Semczuk, "To nie przypadek", Rebis, 2019

Książki autora dostępne są w formie e-booków w Publio.pl >>

Więcej o:
Skomentuj:
Jest ksiądz, jest trup, jest coś, co wygląda na porwanie. Kryminał, który czyta się jak wspomnienie lat 90.
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX