"Romeo i Julia" na szrocie, a Zenek Martyniuk pod palmami. Tak kręcili klipy disco polo w latach 90. Fragment "Polskiego bajeru" [KSIĄŻKA TYGODNIA]

Kiedy elity z sentymentem wspominały Jarocin i filmy Kieślowskiego, kraj zaczęła oplatać sieć - często nielegalnych - dyskotek, a kasety Shazzy rozchodzić się w dziesiątkach tysięcy pirackich kopii. Przedpremierowo publikujemy fragment książki Moniki Borys "Polski bajer. Disco polo i lata 90.".

Jak doszło do tego, że disco polo pojawiło się na scenie Sali Kongresowej w PKiN w Warszawie i co wspólnego miał z tym Jarosław Kukulski? Co sprawiło, że powstała wydająca miliony kaset wytwórnia Blue Star i jej "córka" Green Star i jak "Disco relax" trafił na antenę Polsatu, by przyciągać przed telewizory Polaków w niedzielne przedpołudnia? Kulturoznawczyni i dziennikarka Monika Borys pisze o tym w swojej książce i, co podkreśla wydawca, podchodzi do disco polo bez uprzedzeń, jako pierwsza pokazując, że romantyczne piosenki mogą stać się kluczem do zrozumienia przemiany, którą jako społeczeństwo przeszliśmy w latach 90.

Premiera "Polskiego bajeru. Disco polo i lata 90." 4 września. My już dzisiaj publikujemy fragment dotyczący początków programu "Disco relax" i powstawania teledysków do utworów zespołów takich jak Akcent czy Bayer Full.

Fragment książki "Polski bajer. Disco Polo i lata 90" Moniki Borys

Disco relax

Włączyłem kasetę i nagle, jak grom z jasnego nieba z ekranu telewizora wysypał się jakiś koszmarny kalejdoskop dźwięków i obrazów. Najpierw jakieś wirujące w rytm prostego bitu grafiki, potem przed kamerę wyskoczył ten sam koleś, który przyniósł mi kasetę, tyle że w stroju scenicznym, a potem jak z pokutnego wora wysypała się garść prostych i dość prymitywnych teledysków nakręconych do znanych z placów targowych przebojów disco polo. Dojmujący chłód zniknął jak kamfora, za to dostałem dreszczy i wypieków na wymęczonej twarzy

– wspomina Bogusław Chrabota, dziś redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", a na początku lat dziewięćdziesiątych dyrektor programowy Polsatu. Z VHS-em wpada do niego muzyk disco polo Tomasz Samborski. Od tej kasety zaczyna się historia "Disco relax", który Samborski poprowadzi wraz z Małgorzatą Werner. Począwszy od 1994 roku, każda niedziela będzie już dla Polaków inna. O godzinie dziesiątej w Polsacie można obejrzeć teledyski ulubionych gwiazd, śledzić cotygodniową listę przebojów, zobaczyć wywiady z wykonawcami, posłuchać plotek na ich temat i zapoznać się z muzycznymi nowościami. W "Disco relax" można zobaczyć przede wszystkim wykonawców z Blue Star, dlatego dwa lata później, również na antenie Polsatu, rozpoczyna się emisja współprodukowanego przez firmę Jerzego Suszyckiego "Disco polo live", w którym prezentowano zespoły z Białostocczyzny.

"Disco relax" napędzał popyt na discopolowe obrazy. Żeby zaistnieć na rynku, szczególnie po wprowadzeniu antypirackich regulacji, nie wystarczały już tylko kasety. Popularność zdobywano w programach Polsatu, dlatego firmy fonograficzne musiały zapewnić zespołom możliwość nagrywania klipów. Wysyłały je na wspólne zagraniczne eskapady i tam kręciły taśmowo kilka teledysków naraz. Zdarzały się również kooperacje z profesjonalnymi producentami telewizyjnymi, którzy traktowali współpracę z discopolowcami jak chałtury.

Teledyski

Obejrzenie nawet jednego odcinka programu "Disco relax" obezwładnia różnorodnością obrazów i bogactwem kontekstów. Znajdziemy tu zarówno materiał zupełnie amatorski, kręcony kamerami Betacam, których używano między innymi do nagrywania wesel, jak i produkcje profesjonalistów działających w branży filmowej i telewizyjnej, którzy wchodzili w alians z gwiazdami disco polo.

Są takie, które onieśmielają wyborem scenografii i przestrzeni. Wydawałoby się, że tłem dla miłosnych wyznań mogą być tylko sentymentalne łąki albo rozgrzane plaże. Niekoniecznie. Nemesis nagrał swoją wersję "Romea i Julii" na szrocie. Pogoda nie jest szczególnie romantyczna, sypie śnieg. Rozmarzony wokalista z policzkami czerwonymi od zimna spaceruje po złomowisku. Jego rzewne wyznania przeplatają się ze zdjęciami tańczących na śniegu dziewczyn, ubranych tak, jakby był co najmniej środek upalnego lipca. Szybkie zbliżenia i oddalenia przypominają amatorską technikę filmowania zabaw weselnych. To zapewne jeden z najtaniej wyprodukowanych "relaxowych" klipów. Biedapejzaż i biedaprodukcja nie pozwalają uwierzyć w romantyczną miłość. A jednak Romeo przekonuje w piosence, że miłosne uczucie "przetrwa cały wiek".

Łatwiej dać się uwieść sentymentalnej wizji świata, patrząc na widoczki z zagranicznego, nadmorskiego kurortu – jak w "Psotnym wietrze" Akcentu, w którym Zenon Martyniuk przeczesuje palcami swoją fryzurę "na Limahla". W wielkim świecie wydaje się trochę zagubiony, onieśmielony jego innością i bogactwem. Wszystko jest tu gorące, dorodne i piękne w najprostszy sposób, a jednak podszyte smutkiem: wiatr to przecież samotnik, a "dziewczyna w polu roni łzy". Poczuci samotności łagodzą niesubtelne znaki prosperity: bujne palmy, słońce odbijające się w ciemnych okularach i modna kurtka z wielkim napisem "USA" na ramieniu.

 

Ciepłe kraje to niemal wzorcowy obraz z "Disco relax". Nie ma wydania listy przebojów, w której nie znalazłby się klip przypominający program podróżniczy kręcony w Egipcie czy Grecji. Innym takim emblematycznym miejscem jest bazar – tu disco polo się urodziło, dlatego też najlepiej oddaje ono charakter targowych obyczajów i panujących tu zasad. Jak w piosence Antraxu "Polskie bazary", zaśpiewanej w dwóch językach: po polsku i rosyjsku. "Tandety, bzdety, polskie bazary. Pamieniam, stary, złote na dolary" – wylicza w refrenie Antrax, a w teledysku pokazuje codzienny urok polskiego targowiska. Zapchane kraciastymi torbami z "towarem" autobusy, które przyjechały z Białorusi, stragany z najnowszą konfekcją, bazarowe stoły zastawione nieprzydatnymi bibelotami w rodzaju plastikowych kwiatków zalanych wodą i zamkniętych pod szkłem. Dyskretnie uwodzą swoją bezużytecznością.

 

Sztuczne raje można wykreować, bawiąc się w teatr. Jak Bayer Full i Amadeo w teledysku do piosenki "Świat ci podaruję". Miłość ma tu właściwości terapeutyczne i kojące, jest lekiem na niedostatki: "pod niebem bez gwiazd żyliśmy bez szans, a nam ze sobą dobrze, nam dobrze tak" – śpiewają Aldona Dąbrowska i Sławomir Świerzyński ucharakteryzowani na dworską parę. Życie wiodą nie byle jakie. Noszą strojne peruki i drogie kreacje, wachlują się pawimi piórami, oglądają pokazy baletnic i połykaczy ognia.

 

Bogactwo można również wyrazić subtelniej, szczególnie kiedy możliwości produkcyjne nie pozwalają na zagraniczne wyjazdy ani zamkowe scenografie. Tak zrobiło na przykład trio Gratis w teledysku do smętnej ballady "Karawana". W tekście zespół dał upust orientalnemu bzikowi ("w karawanie ty tam byłaś, byłaś jak ze snu"), w teledysku zaś tańczy na tle animowanego raju. Grafik zaprojektował niebieską krowę i tęczę, dzięki czemu kolorowo jest jak w bajce. W połączeniu z wyeksponowanymi nowoczesnymi instrumentami (elektroniczny zestaw perkusyjny!) wszystko wydaje się jednocześnie fikuśne i swojskie przez swoją infantylność.

Trudno dziś traktować niektóre z tych obrazów poważnie. Oglądane w zbitce tworzą niemal kabaretowy zlepek przypadkowych widoczków, tanich produkcji, kolorowych chałturek, zabawnych teatrzyków. Inne mogą uwodzić swoją "słabością". Ich materialność – niska rozdzielczość, amatorskie, hałaśliwe grafiki, widoczna ziarnistość obrazu – skłania do potraktowania ich nieco bardziej pobłażliwie albo chociaż nostalgicznie. Można przecież tę "porażkę" i komunikacyjny szum celebrować, wspominać: "tacy byliśmy". Ważne jednak, że to, co dzisiaj może się wydawać wizualnym błędem, pomyłką czy kiczem, wtedy było dumną ekspresją perfekcji, demonstracją dopiero co zdobytych umiejętności, euforią amatorskiej twórczości, czasem nieśmiałym, a czasem komicznym eksperymentem.

Polski bajer. Disco polo i lata 90. - okładkaPolski bajer. Disco polo i lata 90. - okładka mat. prasowe

W cyklu "Książka tygodnia" prezentujemy fragmenty nowości na rynku wydawniczym. Kolejne odcinki można znaleźć w soboty na kultura.gazeta.pl. Tutaj znajdziesz pozycje polecane w poprzednich tygodniach.

Więcej o:
Komentarze (5)
"Romeo i Julia" na szrocie, a Zenek Martyniuk pod palmami. Tak kręcili klipy disco polo w latach 90. Fragment "Polskiego bajeru"
Zaloguj się
  • wiejski.empedokles

    Oceniono 12 razy 8

    To jest kultura prostaków. Nie nazywajmy szamba perfumerią. To nie jest "puszczanie oczka" czy "muzyczka pod nóżkę". Włączcie na chwilę polo.tv, żeby zobaczyć o czym ci ludzie wyją- cztery 18 to przy tym szczyt pruderii. Teksty o seksie oralnym, orgiach czy upijaniu się na umór są normą. Warstwa muzyczna to w najlepszym wypadku obrzydlistwo, które dwadzieścia lat temu dzieciaki robiły na keybordach, tylko w nowszych aranżach ;) Panowie wyglądają tam jak najgorszy typ ciula z daszkiem czapeczki na 45 stopni w białym bmw, panie zwyczajnie- jak prostytutki. Jak długo media uważały Sławomira za właśnie "puszczenie oczka"? Za taki żart z tej "intelektualnej subkultury"? Zrobiło się be, jak wziął go Kurski. A najgorsze jest to, że słuchający kretyni, uczą tego szajsu swoich dzieci, bo to "prawdziwe", "życiowe", "no co chcesz- przecież dobrze gada", "najlepsze do tańczenia", ewentualnie "he,he- jak będziesz starszy to skumasz". Od rana do wieczora. Od Kłodzka po Suwałki, od Rzeszowa po Szczecin.

  • wujekdolf

    Oceniono 4 razy 4

    a teraz będzie powrót tych wsioków do siebie do remiz :) po wyborach już nie będzie miłości w Zakopanym i polewania się szampanem :)

  • surferkaj

    Oceniono 2 razy 2

    masakra, która nie ma nawet nic wspólnego ani z kulturą szeroko pojętą, ani nawet kulturą ludową, bo prawdziwa muzyka ludowa to sztuka improwizacji i o zdobnictwa, to sztuka wydobywania zapomnianego głosu przy pracy, czy na otwartych przestrzeniach, jednym słowem, syf kolorowy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX