Maciej Pieprzyca nie tylko zrobił film, napisał też książkę o jazzmanie. Przeczytaj fragment biografii "Ikar. Legenda Mietka Kosza"

Książka "Ikar. Legenda Mietka Kosza" to fabularyzowana biografia Mieczysława Kosza i zaproszenie do jego świata z niezwykłej, bardzo osobistej perspektywy. Jej autorem jest reżyser Maciej Pieprzyca, nagrodzony za film o Koszu Srebrnymi Lwami na FPFF w Gdyni. Publikujemy fragment pierwszego rozdziału.

Maciej Pieprzyca to reżyser, scenarzysta, dziennikarzy dokumentalny i pisarz, który w 2013 roku dostał swoje pierwsze (z dotychczasowych trzech) Srebrnych Lwów. Wtedy na ekrany trafił jego głośny film "Chce się żyć" z Dawidem Ogrodnikiem, a do księgarń powieść pod tym samym tytułem.

Teraz Ogrodnik i Pieprzyca znów spotkali się na planie filmowym, by - zainspirowani przez Piotra Adamczyka opowiedzieć historię niewidomego polskiego jazzmana, który zginął tragicznie w wieku zaledwie 29 lat. "Ikar. Legenda Mietka Kosza" to tytuł filmu, ale także książki napisanej przez Pieprzycę.

Maciej Pieprzyca - "Ikar. Legenda Mietka Kosza". Przeczytaj fragment

Nie mogę się doczekać, by jej powiedzieć. Po drugim sygnale wreszcie głos. Zupełnie inny niż ten, który znają bywalcy jej koncertów. Na scenie wielka wokalistka jazzowa, na co dzień – po prostu głośna blondyna. "Hallo?".

– Zuza, Zuza, przyjedź do mnie. Skomponowałem coś. Muszę ci to zagrać. Przyjedź jak najszybciej.

– Miecio, kochanie! – entuzjazm. Udawany. Może kto inny by się nabrał, ale ja usłyszę każdy fałsz. – Dzisiaj nie mogę, umówiłam się, jadę na imieniny. Taksówka już czeka. Może w przyszłym tygodniu, w poniedziałek? Wtorek raczej...

– Nie mogłabyś wpaść dzisiaj, na chwilę. Zagram ci tylko...

– Oj, Mieciu – przerywa moje błagania. – Przecież ci mówiłam. Jadę na urodziny.

Na imieniny, mówiła.

– Zadzwonię, to się umówimy. Muszę lecieć. Pa!

– Leć, Zuza – mówię już po tym, jak się rozłączyła. Poleciała. Pewnie do kogoś, kto czeka na nią w sypialni. Jestem zazdrosny? Pytanie. Bardziej bym był, gdyby ktoś inny czekał na nią przy fortepianie.

Nie tylko jej numer znam na pamięć. Wybieram cyfry i słucham, jak po każdej z nich tarcza wolno wraca na miejsce.

– Halo?

Nie marnuję czasu na wyjaśnienia.

– Marian, dobrze, że cię zastałem, musisz koniecznie do mnie przyjechać.

– Mietek? Coś się stało? – W głosie Mariana słychać obawę. Ma prawo myśleć, że jego kurze znoszącej złote jajka zdarzył się wypadek. Ile to razy ratował mnie z opresji. Marian potrafi być troskliwy. Wie, że mimo wszystko dobrze ze mną trafił.

– Nie, nic się nie stało. Skomponowałem coś nowego, na płytę.

– No to wspaniale, Miecio... Muszę tego posłuchać!

A ja słyszę, jak łamie mu się głos, nie za bardzo – nieco. Ma problem, musi powiedzieć mi coś nieprzyjemnego:

– Nie dam rady teraz przyjechać, Miecio. Na gości czekamy, rodzinna impreza, szwagier będzie, z rodziną. Wiesz, jak jest.

Niby skąd, Marian? Nie mam szwagra. Nie mam rodziny. Chociaż. Czy to nie ty, Marian, i Zuza, może jeszcze Włodek, nasz basista – czy to nie wy jesteście moją rodziną? Pytanie. Nie pytam.

– ...przyjadę jutro. Mogę być o dwunastej. Cieszę się, Miecio. Ja się nie cieszę. Teraz powie: trzym się, chłopie, i się rozłączy.

– Trzym się, chłopie. – I się rozłącza.

Wykręcam kolejny numer, który znam na pamięć.

– Słucham?

– Cześć, Włodek. Stary, pakuj się. Musisz do mnie przyjechać. Skomponowałem coś na płytę.

Włodek zaczyna od śmiechu. Swojski śmiech kogoś niezbyt skomplikowanego. Zaraźliwy, nie mogę się powstrzymać.

– Co to jest?

– Musisz tego posłuchać – mówię przez śmiech. – Wino mam – kłamię w dobrej sprawie. Dziś do komponowania poszło ostatnie pół butelki.

– Miecio, chętnie, znasz mnie, ale dzisiaj ni ch*jaszka. Ustawiłem się z taką jedną, za pół godziny. Znasz mnie, nie ściemniam.

Znam go – nie ściemnia. Fałszu nie słyszę. Może powinienem wziąć go na litość? Wspomnieć nasze spotkanie z Billem Evansem w Montreux i poprosić. Trudno odmówić ślepemu przyjacielowi, jeśli bardzo prosi. Tylko że ja nie lubię ciągle prosić. Moja muzyka nie potrzebuje takich forteli.

– Rozumiesz mnie?

Nie wiem, czy go rozumiem. Wiem, że kończą mi się numery, które znam na pamięć.

– Rozumiem – powtarzam po nim. – Baw się dobrze, stary.

Włodek się śmieje, a ja się rozłączam, zanim jego śmiech znowu mnie zarazi.

Robię krok dalej, trochę na skos. Kolano dotyka fotela. Siadam. Obok nieduży stolik, na nim plik gazet, Marian je przyniósł. W każdej napisali coś o mnie – po co te gazety niewidomemu? Pytanie. Nie wiem. Dopiero teraz czuję, że zmarzły mi stopy. Zawsze gram w domu boso. Tak wolę. Przedwiośnie ciągnie przez nieszczelne balkonowe okno. To taki nie do końca balkon – „francuski”, powiedziała o nim właścicielka, od której wynajmuję kawalerkę. Po otwarciu poręcz mam na wysokości brzucha, ale nie jestem wielkoludem, mam 160 centymetrów wzrostu. Kiedy gram przy otwartym balkonie, ludzie zatrzymują się pod trzecim piętrem i słuchają. Wiem, bo kiedy kończę utwór, odzywają się brawa. Liczę pod nosem: 1967, 1971... Czwarty rok mieszkam w Warszawie i wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tego miasta. W kamienicy zimno, w mieście tłok i obco. Ulice są szerokie, trudno się w nich połapać, gdzie skręcić. Trzy kroki – tyle kiedyś udało mi się zrobić samemu, zanim mnie ktoś potrącił.

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Ikar. Legenda Mietka KoszaIkar. Legenda Mietka Kosza Wydawnictwo AGORA

Więcej o:
Komentarze (6)
Maciej Pieprzyca nie tylko zrobił film, napisał też książkę o jazzmanie. Przeczytaj fragment biografii "Ikar. Legenda Mietka Kosza"
Zaloguj się
  • voyteko

    Oceniono 1 raz 1

    ciezko szlo pisanie...co napisal to do kosza...

  • voyteko

    Oceniono 1 raz 1

    Napisal ksiazke o koszu? A co na to PZKosz? Czy dostal na to pozwolenie? NBA czy polska liga?

  • voyteko

    Oceniono 1 raz 1

    czy ten Ikar to jakis namalowany ptak?...

  • groupen

    0

    pewnie nie Zuza, tylko Marianna... :)

  • 123_moda

    0

    Właśnie wróciłam z kina. Świetny film. Smutny i gorzki. Doskonale zagrany. I pierwszy od niepamiętnych czasów, w którym słychać każde słowo, szelest, szum - dźwięk jest dokonały i rewelacyjnie pokazane wyczulenie Kosza na dźwięki otoczenia. Teraz wiem już, z wywiadu z reżyserem, że wszystkie utwory zagrał Ogrodnik - rewelacja, zwłaszcza etiuda Chopina i fortepianowy pojedynek w tv.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX