Nie żyje Robert Frank. Fotograf, który "zburzył amerykański sen"

W wieku 94 lat zmarł Robert Frank, przedstawiciel fotograficznego nurtu antymomentu. Za sprawą albumu "The Americans" wpłynął on na zmianę podejścia do zdjęć dokumentalnych, wykonywanych w konwencji surowego realizmu oraz przyczynił się do zburzenia wizerunku tzw. american dream.

Jak podaje "The Guardian" Robert Frank zmarł 9 września w wieku 94 lat. Urodził się w 1924 roku w zamożnej rodzinie szwajcarskich Żydów. W wieku 20 lat wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpoczął swoją karierę fotograficzną.

Nie żyje Robert Frank - fotograf antymometyzmu, który zburzył mit amerykańskiego snu

Na początku współpracował z domami i magazynami mody takimi jak "Vogue" czy "Harpers Bazaar". Przełomowe dla jego kariery było uzyskanie stypendium Guggenheima, dzięki któremu wyruszył w podróż po USA. Jego celem było sportretowanie wszystkich warstw amerykańskiego społeczeństwa. Zdjęcia wykonane podczas tego wyjazdu zebrane zostały w albumie "The Americans", uznawanego za jeden z przełomowych w jego karierze oraz w historii fotografii.

Po publikacji tych zdjęć w mediach pisano, że "fotografia po nim nie jest już taka sama jak wcześniej". Ma to związek z jego stylem przedstawiania rzeczywistości - w surowych, relistycznych zdjęciach czuje się krytykę mitu "amerykańskiego snu". Jego podróż trwała dziewięć miesięcy, a na 767 rolkach utrwalił aż 27 tysięcy zdjęć. Zdjęcia pokazały szokującą prawdę o Stanach Zjednoczonych, która zmagała się w tym czasie z rasizmem i licznymi konfliktami społecznymi. Jego wpływ na fotografię dokumentalną był tak duży, że został uznany za prekursora nowego ruchu fotograficznego zwanego antymomentyzmem, w którym emocje i charakter bohatera przekłada się nad kompozycję, harmonię czy ostrość zdjęcia.

"The Americans" docenione zostało jednak dopiero kilka lat później. Wcześniej zarzucano fotografowi niedopracowaną kompozycję, krzywe kadry, brak harmonii czy nieostrość. Krytykom nie podobała się także ich tematyka, skupiona wokół zwykłych ludzi i ich otoczenia: knajp, stacji benzynowych, przydrożnych restauracji. Robert Frank później bronił się tym, że dla niego zawsze najważniejszy był człowiek i jego historia, a nie sama estetyka zdjęcia - Byłem zmęczony romantyzmem. Chciałem przedstawić to, co widziałem, czysto i prosto, nawet jeśli nie było to coś, co ludzie chcieli oglądać - mówił parę lat później w wywiadzie dla amerykańskiej prasy.

Po publikacji albumu Frank postanowił skierować się w stronę filmu, realizując wiele projektów skupionych wokół problemów amerykańskiego społeczeństwa. Robert Frank zawsze powtarzał, że bardziej lubi portretować ludzi, którzy walczą - z biedą, rasizmem, wykluczeniem społecznym. Zresztą traumatyczne zdarzenia nie ominęły także jego rodziny: w wieku 20 lat w katastrofie lotniczej zginęła jego córka Andrea, a 20 lat później jego syn Pablo odebrał sobie życie po nieudanych leczeniach schizofrenii.

Więcej o: