SXSW 2018: Bernie Sanders - trochę Lech Wałęsa, trochę Woody Allen

Główny polityczny gość festiwalu w Teksasie nie złożył co prawda bardzo oczekiwanej deklaracji o starcie w następnych wyborach prezydenckich. Ale i tak porwał publiczność swoją energią, żarliwością i charyzmą.

To już tradycja konferencji South By South West, że organizatorzy zapraszają polityka z pierwszej ligi. W tym roku był to Bernie Sanders, senator z Vermont, jeden z ważnych uczestników walki o prezydenturę de strony partii Demokratycznej, który w ostatniej chwili ustąpił Hillary Clinton. 

Już sam wybór tego polityka na najważniejszą postać politycznej części festiwalu był znaczący. Dwa lata temu gościem specjalnym imprezy był Barack Obama. Trudno było się spodziewać, że organizatorzy festiwalu, silnie akcentujący liberalne i postępowe poglądy, zaproszą obecnie urzędującego prezydenta, Donalda Trumpa.
- Chcę tu dziś porozmawiać o sprawach, o których na co dzień nie rozmawia się w telewizji, zdominowanej przez sztuczne, wymyślone tematy - zaczął swoje festiwalowe wystąpienie Sanders, przywitany przez publiczność owacją na stojąco.

Przypominamy: Bernie Sanders to czarny koń kampanii prezydenckiej w USA. Socjalista, którego wiece gromadzą tysiące osób >>

SXSW 2018 - Czas skończyć z nietolerancją

- Nie mam wątpliwości i będę to głośno powtarzał: broń, narzędzie zabijające ludzi, powinno być czym prędzej zakazane. Nie powinno być sprzedawane w sklepach, na pokazach, nie mówiąc już o supermarketach - mówił polityk, a jego słowa zabrzmiały wyjątkowo mocno w Teksasie, jednym z amerykańskich stanów, gdzie broń jest niemal wszechobecna.

Sanders wypowiedział się też jednoznacznie w sprawie programu DACA, który dotyczy urodzonych w Stanach dzieci imigrantów. Administracja Trumpa próbuje pozbawić tych ludzi prawa do legalnego pobytu w kraju.
- To dziś bardzo ważne, żeby zapewnić im bezpieczeństwo i możliwość spokojnego rozwoju - deklarował Sanders.

Polityk mówił też o tym, że większość Amerykanów jest obecnie bardzo zniechęcona do polityki, zmęczona kłótniami między przedstawicielami walczących o władzę partii.

- To wszystko jest absolutnie oburzające i powinno się natychmiast skończyć - powiedział Sanders. Co ciekawe - jego słowa o zniechęceniu wyborców wobec tradycyjnych instytucji władzy rezonowały bardzo mocno z tym co kilkanaście minut wcześniej, w sali obok, mówiła Carla Buzasi, specjalistka od przewidywania trendów.

- Homofobia, nietolerancja religijna i każda inna - to wszystko jest niedopuszczalne. Mamy jako naród długą historię nienawiści wobec innych. Trzeba natychmiast z tym skończyć - apelował Sanders.

Charyzma wbrew stereotypom

Sanders wypadł na panelu festiwalowym, znacznie mniej formalnym niż większość politycznych spotkań, na których występuje, bardzo korzystnie. Mimo swojego wieku imponował energią, mimo bolesnej przegranej w wyborach prezydenckich, wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie zamierza się poddawać i wycofywać z polityki.
Mówił wprost o tym, że w amerykańskiej polityce jest mnóstwo spraw, które wymagają załatwienia, a mało działaczy partyjnych, chodzących na pasku wielkiego biznesu, zamierza się nimi zajmować.

Patrząc na niego z bliska, było widać, że idealnie połączyły się w jego osobie dwie postawy: zaangażowanego niemal do granic fanatyzmu radykalnego działacza politycznego i zdystansowanego liberalnego intelektualisty ze znakomitym, ciętym poczuciem humoru. Słuchając go można było czasem odnieść wrażenie, że jest się w 1980 roku na wiecu Solidarności, któremu przewodzi Lech Wałęsa, ale te momenty, w których Sanders zaczynał żartować, kojarzyć się mogły raczej z którymś z zabawnych filmowych monologów Woody’ego Allena.

Ta kombinacja sprawia, że Sanders jest politykiem, który potrafi porwać tłumy, znajdując poparcie po rożnych stronach tradycyjnych podziałów politycznych. Ta charyzma powoduje, że jest dziś jednym z najbardziej popularnych polityków opozycyjnych, naturalnym liderem szerokiej frakcji anty-trumpowskiej w obecnej amerykańskiej polityce. Jego występ na festiwalu SXSW bardzo wyraźnie pokazywał, jak ważne miejsce zajmuje na scenie politycznej w USA i dlaczego tak jest.

- Mówiłem o tym już tysiące razy - powiedział na koniec Sanders - ale powtórzę jeszcze raz: nie będę deklarował, czy wystartuję w następnych wyborach prezydenckich. Na razie całkowicie koncentruję się na podróżowaniu po kraju i gromadzeniu ludzi wokół postępowych poglądów. Niech w 2020 zwyciężą te poglądy, o nazwiskach jest jeszcze za wcześnie rozmawiać.

Brak jasnej deklaracji o walce o fotel prezydencki był jedynym rozczarowaniem, które publiczność wyniosła z festiwalowego spotkania z Sandersem.

Więcej o: