"Rodzina Addamsów" w Teatrze Syrena. W tej patologii jest spora przyjemność [RECENZJA]

Jakub Panek
"Rodzina Addamsów" w Syrenie to potwornie dobre przedstawienie. Jacek Mikołajczyk postawił na sprawdzonych współpracowników i poczucie humoru. W efekcie mamy niezły musical nie tylko dla dorosłych.

Jacek Mikołajczyk - nowy dyrektor Syreny konsekwentnie realizuje plan odmiany oblicza teatru przy Litewskiej 3. A może nie tyle odmiany, co przywrócenia mu świetności. Bo siedziba zacna, a historia sceny zobowiązuje.

Po udanym marcowym wejściu z "Czarownicami z Eastwick", przyszedł czas na powrót do spektaklu, nad którym Mikołajczyk pracował już w 2015 roku w ówczesnym Gliwickim Teatrze Muzycznym (w październiku 2016 r. zastąpił go Teatr Miejski w Gliwicach). "Rodzina Addamsów" nie miała tam wielkich szans na ogólnopolski sukces, choć sam musical jest naprawdę dobrym materiałem na scenę muzyczną.

Tym bardziej cieszy, że Mikołajczyk swój udany przekład sztuki autorstwa Marshalla Brickmana i Ricka Elice'a postanowił pokazać w Warszawie. Ale nie tylko. "Rodzina Addamsów" to koprodukcja z Teatrem Muzycznym w Poznaniu, gdzie to samo, ale nie takie samo przedstawienie również będzie pokazywane. W stolicy Wielkopolski Mikołajczyk przygotował już bardzo dobrze przyjęte musicale "Zakonnica w przebraniu" i "Nine".

"Rodzina Addamsów" to materiał dość młody, premiera miała miejsce na Broadwayu w 2010 roku. Sama historia - jak to w wielu musicalach bywa - jest bardzo prosta. Córka Addamsów - mroczna i zbuntowana nastolatka Wednesday zakochuje się w Lucasu - chłopaku ze zwykłej amerykańskiej rodziny. O planach zamążpójścia informuje tylko ojca Gomeza. Prosi go, by zachował to w tajemnicy przed Morticią - żeńską głową rodziny. Oczywiście jak łatwo się domyślić właśnie ów tajemnica stanie się zaczynem całej akcji. Punktem kulminacyjnym będzie kolacja, którą Addamsowie - rodzina mocno patologiczna (czarny kolor, tortury i rośliny doniczkowe zjadające żywe myszy to u nich normalność) podejmą rodziców wybranka Wednesday.

Dołącz do Addamsów

Siłą przedstawienia w Syrenie - oprócz dobrej reżyserii - są aktorzy. Podczas castingów Jacek Mikołajczyk wybrał naprawdę utalentowanych ludzi i z nich stworzył dwie obsady. Po obejrzeniu "prawie" obu (bo w drugiej premierze, mimo zapowiedzi - Gomeza nie zagrał Przemysław Glapiński, tylko ponownie Tomasz Steciuk) mogę śmiało rekomendować widzom obie. Spośród wszystkich zdecydowanie błyszczy Tomasz Steciuk (Gomez). To aktor doskonale znany widzom teatrów muzycznych, wielki talent aktorski i wokalny. W roli Addamsa odnalazł się wyśmienicie. Potrafi wykrzesać z siebie hiszpański temperament, a także odegrać rolę potulnego tatuśka i męża-pantoflarza. Wielkim szczęściem dla "Rodziny Addamsów" jest też dobór aktorek do roli Wednesday. Zarówno Anastazja Simińska, jak i Weronika Bochat-Piotrowska potrafią bezbłędnie stworzyć role trudnej nastolatki, która przeżywa młodzieńczą miłość. Ich wokale są zachwycające, obie znalazłyby angaż w londyńskich produkcjach. Mimo, że prawie cała (beznadziejna gra Michała Konarskiego i Alberta Osika w roli Mala) obsada jest naprawdę dobra - wyróżnić chcę jeszcze Katarzynę Walczak (Alice). Z pozornie nudnej roli matki Lucasa tworzy na scenie popis. Szkoda, że Mikołajczyk nie zdecydował się umieścić jej w pierwszej premierze. Porwała publiczność swoim śpiewem i dostała największy aplauz.

Bardzo się cieszę, że do "Rodziny Addamsów" po trzech latach powrócili też (oprócz Tomasza Steciuka) Marta Wiejak (Morticia) i Damian Aleksander (Fester). Aktorzy znani z wielkich produkcji Teatru Muzycznego Roma z powierzonych postaci tworzą sceniczne perełki. 

Całe trzygodzinne przedstawienie trzyma wysoki poziom, ale zdecydowanie wyróżnia się umieszczona w II akcie scena tanga. To efekt mrówczej pracy choreografki Eweliny Adamskiej-Porczyk z zespołem muzycznym pod kierownictwem Tomasza Filipczaka. Mamy wszystko, co w tangu mieć powinniśmy. Jest pasja, jest namiętność, jest rytm. Widzom na pewno spodobają się też kostiumy i charakteryzacja (Ilona Binarsch) oraz scenografia (Grzegorz Policiński). 

Jacek Mikołajczyk wystawiając w Warszawie (i za chwilę w Poznaniu) "Rodzinę Addamsów" daje widzom potwornie dobre przedstawienie. Perypetie patologicznej rodziny Addamsów, dzięki doskonałemu przekładowi pełnemu smacznego poczucia humoru, dają sporą przyjemność. Po przedstawieniu - mimo zapowiedzi wejścia w stan głębokiej depresji - ma się satysfakcję, że musical w Polsce jest naprawdę solidnie robiony. Niektórzy widzowie na pewno zechcę dołączyć do rodziny Addamsów i zaśpiewać dobrze przetłumaczone i wpadające w ucho piosenki Andrew Lippy.

Wiedzieliście, że te światowe gwiazdy też wystąpiły w konkursie Eurowizji?

Więcej o:
Komentarze (2)
"Rodzina Addamsów" w Teatrze Syrena. W tej patologii jest spora przyjemność [RECENZJA]
Zaloguj się
  • Jacek Zakrzewski

    Oceniono 10 razy -2

    Trochę bez sensu charakteryzować normalnego faceta na Lurcha (tego quasi- Frankensteina) -i tak po tych zabiegach wygląda mało strasznie- skoro pod ręką jest urodzony do tej roli koń Gertych. Oczywiście zostaje jeszcze 'drobny' aspekt w postaci samej gry aktorskiej ale koń Gertych przecież całe lata świetnie odgrywał rolę radio-maryjnego narodowca- więc i tu by sobie świetnie poradził.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX