"Wielkie kłamstewka". Drugiego sezonu nie powinno być, ale jak to dobrze, że powstał. Chwała Meryl Streep

W założeniu drugi sezon nagrodzonego czterema Złotymi Globami i ośmioma nagrodami Emmy serialu o pozornie idealnym życiu na amerykańskich przedmieściach, nie miał prawa powstać. "Wielkie kłamstewka" były ekranizacją książki, serial stanowił zamkniętą opowieść. Mimo to już po pierwszym odcinku drugiego sezonu widać, że po zamknięciu tamtego rozdziału, twórcom udało się stworzyć niemniej wciągającą i mroczną, a jednocześnie osobną opowieść. Duża w tym zasługa Meryl Streep, która przepysznie portretuje toksyczną teściową.

10 czerwca o 3.00 nad ranem polscy widzowie mogli się przekonać, jak zaczyna się nowy rozdział "Wielkich kłamstewek". Wtedy odbyła się premiera pierwszego odcinka drugiej serii głośnego serialu na platformie HBO Go. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że warto. Po obejrzeniu tego epizodu jestem wręcz przekonana, że jeśli ktoś nie widział pierwszego sezonu, a zacznie od drugiego, to a) i tak będzie zachwycony, tym co zobaczył, b) bezwzględnie zapragnie nadrobić zaległości. Uwaga, poniższy tekst zdradza przebieg wydarzeń.

>>>Seriale w czerwcu. George, mamy nadzieję, że tego nie spaprałeś [REDAKCJA POLECA]<<

Miało nie być drugiego sezonu, ale jak to dobrze, że powstał

"Wielkie kłamstewka" to miniserial oparty na bestsellerowej powieści Liane Moriarty. Rzecz się dzieje w urokliwym nadmorskim miasteczku Monterey w stanie Kalifornia. Na pierwszy rzut wszystko wygląda tam doskonale - piękne domy, piękni ludzie i ich piękne życie. Oczywiście szybko okazuje się, że nic nie jest tym, na co wygląda. A zwłaszcza w życiu pięciu bohaterek: Madeline (Reese Witherspoon), Celeste (Nicole Kidman), Jane (Shailene Woodley), Bonnie (Zoe Kravitz) i Renaty (Laura Dern), których dzieci chodzą razem do szkoły.

I właśnie od pierwszego dnia szkoły drugi sezon się zaczyna. Rodzice zawożą pociechy na zajęcia, a Madeline jeszcze w aucie na parkingu mówi, że nie znosi tej corocznej szopki, bo każda matka jest oceniana i musi się dobrze pokazać. Spotkania rodziców na dziedzińcu i ich rozmowy szybko pokazują, że chociaż pozornie wszystko wygląda ładnie, gdzieś pod skórą można wyczuć napięcie. Zresztą nie tylko na ekranie, atmosfera udzielała się także i mi. 

 

Półgębkiem, słowo po słowie, ludzie wracają do ubiegłorocznych napięć i dramatycznego wieczoru, kiedy zginął Perry, mąż Celeste. Oficjalnie - doszło do wypadku, mężczyzna miał stracić równowagę i spaść ze schodów. Śledztwo w sprawie nie wykazało, że było inaczej. Gwoli przypomnienia, Perry (którego grał Aleksander Skarsgard) nie należał do przyjemniaczków.

Nad swoją żoną znęcał się zarówno psychicznie i fizycznie, co skrzętnie ukrywano przed resztą świata. Kiedy w miasteczku zjawiła się Jane ze swoim synkiem, ku szczeremu zdziwieniu wszystkich okazało się, że przed laty ją zgwałcił, a Ziggy jest jego synem. Już wiemy, że feralnej nocy wcale nie spadł ze schodów, a został zepchnięty przez Bonnie.

Nasze bohaterki po tych wydarzeniach starają się żyć normalnie i nie dopuścić do tego, żeby prawda wyszła na jaw. To oczywiście nie jest możliwe - tak jak w pierwszym sezonie, okazuje się, za ładną fasadą rozciąga się sieć kłamstw. Tym razem dotyczą tylko trochę innych wydarzeń.

>>>Premiery HBO na czerwiec 2019: "Venom", "Wielkie kłamstewka", "Jak pies z kotem", "Paragraf 22" [LISTA]<<<

Na każdą z pięciu kobiet ta noc wpłynęła trochę inaczej - Bonnie np. unika ludzi i rozmów, nie może się pogodzić ze świadomością, że zabiła człowieka. Celeste z kolei cierpi na syndrom sztokholmski i walczy sama ze sobą - z jedne strony pamięta, że mąż ją krzywdził, z drugiej - tęskni za nim, wypiera traumę i stara się, żeby jej dzieci zapamiętały tatę dobrze. Jest cierpiącą mimozą, a oszczędna mimika Nicole Kidman doskonale to oddaje. Także Jane musi się uporać z dramatem ze swojej przeszłości, a Maddie dla odmiany stara się być ich powiernikiem, trzymać rękę na pulsie i nie dopuścić, żeby ktoś zrobił coś głupiego. Reese Whiterspoon po raz kolejny pokazuje, że jest kłębkiem energii - swoją obecnością potrafi przysłonić wszystko i wszystkich, ale tym razem jest wyjątek. 

Co najważniejsze, w miasteczku zjawia się matka Perry'ego - Mary Louise Wright, którą tak doskonale gra Meryl Streep. Śmiało można rzec, że to właśnie ona spina nową opowieść w całość i nadaje jej odpowiednio groźnego tonu. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny z taką niewymuszoną łatwością i gracją tak łatwo mógł zdominować na ekranie pozostałych, całkiem sprawnych aktorów - nawet Whiterspoon.  

Mary Louise pomaga synowej zająć się dziećmi, jest dobrą babcią, ale wyczuwa też, że prawda o śmierci jej syna jest inna, niż mówi wersja oficjalna. Jest też przekonana, że Perry był wspaniałym człowiekiem i na pewno nie zasłużył na śmierć. Zaczyna węszyć, a przy okazji zarzuca wszystkich powalającą dawką komunikatów z gatunku pasywno-agresywnych.

Pozornie wydaje się miłą panią, która spokojnie mówi miłe rzeczy, ale kiedy je mówi, robi to tak, że trudno się potem pozbierać. I w tym Meryl Streep jest doskonała - wystarczy krótki dialog, żeby zmieść ekranowego przeciwnika z powierzchni ziemi. 

Doskonałym przykładem jest tutaj stosunek Mary Louise do Maddie, która spędza z Celeste dużo czasu. Już przy pierwszym spotkaniu ze starszej pani wylewa się niechęć - "Jesteś taka niska" mówi, a potem wbija spokojnym tonem szpilę za szpilą. Kiedy później teoretycznie przeprasza za swoją obcesowość, robi to tak, że Madeline, która praktycznie każdemu jest w stanie powiedzieć, żeby się gonił, ucieka z podkulonym ogonem. Choćby dla tych scen warto nowe "Wielkie kłamstewka" włączyć. A ciągle mówimy tu tylko o pierwszym z odcinków - cała seria liczy ich sobie siedem, takich momentów będzie dużo więcej.  

Bo choć pierwszy sezon wyczerpał materiał z powieści, to pisarka Liane Moriarty pomogła stworzyć jej ciąg dalszy i pracowała nad nową historią razem ze scenarzystą "Wielkich kłamstewek" Davidem E. Kelley'em. Wyszło im całkiem zacnie i niewątpliwie dzięki tej współpracy udało się uniknąć pułapki, w którą wpadli twórcy "Gry o tron", kiedy zabrakło im literackiego pierwowzoru.

Tym razem za reżyserię odpowiada Andrea Arnold, a Jean-Marc Vallée, który wcześniej pełnił tę rolę, zajął się wyłącznie montażem.W nowym sezonie udało im się wszystkim zgrabnie pokazać najważniejsze wątki z pierwszej serii, przez co łatwo też pojąć, co motywuje poszczególnych bohaterów do takich, a nie innych zachowań. Teraz buduje się nowa dramaturgia i powstaje świeża dynamika, choć napędzana oczywiście wcześniejszymi wydarzeniami. Dlatego też nawet osoby, które wcześniej "Wielkich kłamstewek" nie oglądały, śmiało mogą zacząć od drugiego sezonu, bo to jednak opowieść w jakimś sensie osobna i wciągająca na nowo. Serdecznie polecam.   

Premiery kolejnych odcinków będą odbywały się co poniedziałek w HBO i HBO GO o godz. 3.00, z powtórką o 20.10 na antenie HBO.

Książka "Wielkie kłamstewka" dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl

Więcej o:
Komentarze (2)
"Wielkie kłamstewka". Drugiego sezonu nie powinno być, ale jak to dobrze, że powstał. Chwała Meryl Streep
Zaloguj się
  • z.kukula602

    Oceniono 1 raz 1

    polecam final 1=sezonu,jasna strona mocy wygrywa

  • zwyx08

    Oceniono 1 raz 1

    Jak to mówią, "Nie oceniaj książki po okładce ani serialu po pierwszym odcinku". Niemniej obejrzę na pewno.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX