Ten, w którym dwie kobiety biorą ze sobą ślub... "Przyjaciele" od początku mierzyli się z zarzutami o homofobię

"Przyjaciele" to jeden z najpopularniejszych seriali komediowych w historii. Przez wielu jest kochany, ale nie uniknął oskarżeń choćby o zbyt małą reprezentację bohaterów o innym kolorze skóry niż biały czy o homofobię. Publikujemy fragment książki "Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie", poświęcony odcinkowi "Ten z lesbijskim ślubem".

Pannami młodymi były Carol - była żona Rossa - i jej partnerka Susan. Ross miał problem z pogodzeniem się z sytuacją, ale ostatecznie to właśnie on poprowadził Carol do ołtarza, gdy jej rodzice oświadczyli, że nie pojawią się na ślubie.

Przeczytaj fragment książki Kelsey Miller "Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie"

Nie da się ukryć, że w pierwszym sezonie motyw małżeństwa Rossa potraktowany został jako jeden długi dowcip lesbijski. Niekiedy nawet na ekranie nie pada żaden żart, a publiczność wybucha śmiechem, bo ktoś powiedział "miłość lesbijska". W późniejszych sezonach obie bohaterki nie są już tak wyeksponowane, aż w końcu znikają. Zostają zapomniane jak stary kawał, który przestał śmieszyć.

Wielu widzów interpretuje jednak wątek Carol (Jane Sibbett) i Susan (Jessica Hecht) zupełnie inaczej. To one ten serial ratują, bez nich zupełnie zabrakłoby w nim elementu różnorodności kulturowej. "Uwielbiałam Carol i Susan – powiedziała mi [dziennikarka - red.] Sarah Beauchamp. – Tak naprawdę to mało który z bohaterów serialu miał wszystko tak poukładane jak one".

Przede wszystkim należy docenić, że one faktycznie się pojawiły. Oto telewizja w najlepszym czasie antenowym pokazała światu prawdziwe lesbijki. Beauchamp dorastała w rodzinie homoseksualnej, ale przytyki dotyczące seksualności bohaterek nie robiły na niej wrażenia. W sumie nic w tym dziwnego. W tamtym czasie wyglądało to tak, że jeśli na ekranie pojawiali się gej lub lesbijka, to seksualność stanowiła ich główną – jeśli w ogóle nie jedyną – cechę osobowości. Beauchamp z wielką radością przyjęła więc te dwie postaci, które miały własne życie i razem wychowywały dziecko. Cieszyła się, że dziesiątki milionów
innych ludzi też będą miały okazję je oglądać. 18 stycznia 1996 roku widzowie zostali nawet świadkami ich ślubu. "Ale ślub na zasadzie: 'Ogłaszam was żoną i żoną'?", dociekał Ross. Na co publiczność wybuchnęła histerycznym śmiechem (...).

Po drugim sezonie nikt już chyba nie zaprzeczy, że homofobiczne żarty odgrywały w "Przyjaciołach" istotną rolę. Odcinek "Ten z lesbijskim weselem" można uznać za koronny dowód na to, że ów motyw został celowo uwypuklony.

W sferze koncepcyjnej pierwowzorami dla Carol i Susan były Deb i Rona, z którymi Kauffman i Crane [twórcy serialu - red.] przyjaźnili się w Nowym Jorku. Kauffman była matką chrzestną ich córki, i vice versa. Sama mówiła, że postanowiła wprowadzić je do serialu, ponieważ wydawały się w sposób naturalny do niego pasować. "Zdecydowaliśmy się na to, żeby coś zademonstrować. One należały do ludzi, którzy byli obecni w naszym życiu. Uznaliśmy, że można się nimi zainspirować". Pomysł rzeczywiście okazał się trafiony. Historia o tym, jak dwie kobiety i Ross próbują jakoś poukładać różne skomplikowane sprawy w ramach swojej nowej rodziny, ma w sobie coś niestandardowego, a jednocześnie utożsami się z nią każdy, kto miał do czynienia z dziećmi i rozwodem. Rozwój wypadków zostaje przedstawiony w taki sposób, aby można się było z tego śmiać, ale trzeba dodać, że z samych bohaterek nikt się nigdy nie śmieje.

Zdecydowanie częściej to Ross zmaga się z przytykami Susan, która mu wypomina brak przenikliwości i przeczulenie w kwestiach związanych z jej orientacją seksualną. Przez cały serial zachowuje kamienną twarz i stanowi w pewnym sensie niezbędną przeciwwagę dla Rossa, ale nigdy nie dochodzi między nimi do żadnych poważniejszych zgrzytów – bo to przecież "Przyjaciele". Jak by nie patrzeć, Ross i Susan są rodziną. Deb opowiadała kiedyś Kauffman, że oglądała jeden z odcinków ze swoją najstarszą córką. Ta, widząc na ekranie Carol i Susan z małym Benem, zwróciła się do swojej matki słowami: "Rodzina taka jak
nasza". Nigdy wcześniej takiej rodziny w telewizji nie widziała.

Kauffman i Crane zawsze chcieli zorganizować Carol i Susan ślub. W 1995 roku nie było to już niedorzeczne. Pierwszy ślub jednopłciowy został zaprezentowany na ekranie w 1991 roku w serialu telewizji Fox zatytułowanym "Roc" (...) Ten konkretny odcinek wzbudził kontrowersje już na wiele miesięcy przed tym, jak powstał, między innymi dlatego, że miała w nim wystąpić Candace Gingrich, której brat Newt Gingrich – wówczas spiker Izby Reprezentantów – aktywnie zabiegał o uchwalenie przepisów wymierzonych przeciwko małżeństwom jednopłciowym (w tym ustawy znanej jako DOMA) i niejednokrotnie nazywał homoseksualizm chorobą lub uzależnieniem, "czymś jak alkoholizm". Candace tymczasem coraz częściej występowała jako rzecznik praw osób homoseksualnych i w serialu miała odprawić ceremonię zaślubin Carol i Susan.

Kauffman i Crane poznali ją podczas imprezy organizowanej na rzecz GLAAD (Gay and Lesbian Alliance Against Defamation). Na tym jednak kontekst polityczny całej sprawy się kończył. Crane podkreślał, że nie polityka jest w tym wszystkim najważniejsza. Chodziło o to, że "osoby homoseksualne też mają swoje życie, dokładnie tak samo jak wszyscy inni. Że ślub stanowi część tego życia. Że to nie jest żadne supernadzwyczajne wydarzenie. Powiedziałbym wręcz, że nie jest to najważniejsze wydarzenie tego odcinka".

Rzeczywiście pod względem czasu antenowego wątek ślubu ustępuje dwóm innym. Pierwszy z nich dotyczy Phoebe, którą opętał duch zmarłej kobiety imieniem Rose. Duch zapowiada, że opuści ją dopiero wtedy, gdy "zobaczy wszystko". Oprócz tego w tym samym odcinku pojawia się matka Rachel (tu niespodzianka – to Marlo Thomas!), żeby poinformować córkę o rozwodzie. Sandra Green nagle sobie uświadamia, że popełniła błąd, którego jej córka uniknęła w ostatniej chwili – to znaczy wyszła za mąż za człowieka, którego nie kochała. "Ty nie wyszłaś za swojego Barry’ego, kochanie – mówi do Rachel. – A ja za mojego wyszłam". To właśnie ten wątek staje się główną osią odcinka, co z jednej strony jest smutne, ale z drugiej wypada po prostu idealnie, pozwala sobie bowiem uświadomić, że małżeństwo jest zupełnie czymś innym dla kobiet takich jak Rachel czy Sandra, a zupełnie co innego znaczy dla Carol i Susan. Dla
tych pierwszych wydaje się czymś oczywistym, niemal nieuniknionym. ("Z domu ojca przeprowadziłam się do akademika, a stamtąd prosto do domu męża", mówi Sandra). Można w tym dostrzec pewną dziejową niesprawiedliwość i źródło nieszczęścia, ale przecież w pierwszym sezonie cały wątek Rachel skupiony był właśnie na wyrywaniu się z tego zaklętego kręgu.

Osadzenie tej kwestii w konkretnym odcinku pozwala jednak zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz – że w przypadku heteroseksualnych kobiet małżeństwo jest wyborem łatwiejszym niż rezygnacja z niego, nawet gdyby w związku miało nie być miłości, nawet gdy się je zawiera z zupełnie niewłaściwych powodów. Carol i Susan autentycznie się kochają, są rodziną i decydują się na małżeństwo z ważnych powodów – a tymczasem muszą o ten związek walczyć i godzić się na liczne kompromisy, żeby ostatecznie móc stanąć razem przed ołtarzem.

 

"Przyjaciele" byli pierwszym serialem, w którym pokazano ślub lesbijek – i to w najlepszym czasie antenowym. Nawet jeśli ceremonii nie wieńczył pocałunek, i tak było to coś. Dwie sieci partnerskie NBC (WLIO w Limie w stanie Ohio oraz KJAC w Port Arthur w Teksasie) odmówiły emisji tego odcinka, ale ich sprzeciw ostatecznie przyniósł skutek odwrotny do zamierzonego, ponieważ lokalni widzowie mieli pretensje, a GLAAD uznała tę decyzję za próbę cenzury, przez co cała sprawa nabrała jeszcze większego rozgłosu.

Spodziewając się gwałtownej reakcji tysięcy widzów, NBC specjalnie zatrudniła dodatkowych pracowników tymczasowych do odbierania telefonów. Ostatecznie jednak odebrano w tej sprawie tylko dwa telefony, a odcinek "Ten z lesbijskim weselem" obejrzały blisko 32 miliony widzów. W tamtym tygodniu żaden inny program telewizyjny nie zgromadził takiej widowni.

"Przyjaciele" po raz pierwszy znaleźli się wówczas na pierwszym miejscu rankingów oglądalności. I to też było coś. Skoro najpopularniejsza komedia telewizyjna decyduje się zaryzykować i nie tylko wychodzi z tego bez szwanku, ale jeszcze odnosi wielki sukces, to znaczy, że coś się faktycznie zmienia. Nagle stało się jasne, że Amerykanie godzą się oglądać w telewizji pary jednopłciowe, mało tego – wręcz chętnie włączają programy z ich udziałem i życzą im jak najlepiej. "Przyjaciele" przetarli więc szlaki i odtąd inne programy mogły podążać tą drogą ze zdecydowanie mniejszymi obawami.

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świeciePrzyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie SQN

"Przyjaciele" zadebiutowali na antenie amerykańskiej stacji NBC 25 lat temu, 22 września 1994 roku. W ciągu 10 lat zdobył sześć nagród Emmy, w tym dla najlepszego serialu komediowego, a także Złoty Glob, a występujący w nim aktorzy stali się gwiazdami. Z okazji urodzin produkcji przez cały weekend publikujemy teksty na temat "Przyjaciół" na kultura.gazeta.pl.

Więcej o:
Komentarze (70)
Ten, w którym dwie kobiety biorą ze sobą ślub... "Przyjaciele" od początku mierzyli się z zarzutami o homofobię
Zaloguj się
  • ste100

    Oceniono 19 razy 17

    Świetny artykuł.
    Prawda jest taka że w dzisiejszych czasach ten serial zostałby skasowany w trakcie emisji 1-ego sezonu (o ile by w ogóle wyemitowali powstałe odcinki), bo poprawność polityczna zabiłaby ten projekt już na samym starcie. Kiedyś można było pośmiać się z wszystkiego, dziś można jeszcze tylko nadal z chudych, grubych i nerdów.
    Szkoda że dziś wielu ludzi nie rozumie tego co ludzie rozumieli 25 lat temu - że to tylko serial.

  • scierplaminoga

    Oceniono 20 razy 12

    i właśnie dlatego komedie przestały być śmieszne. Napisanie scenariusza poprawnego politycznie i jednocześnie śmiesznego, jest niemożliwe

  • stahoo1976

    Oceniono 18 razy 12

    Różnorodność kulturowa... tiaa....
    Nie było jej z pewnością także w Bill Cosbie Show ani w Bajer w Bel Aier.
    A mimo tego oglądało się to dobrze.
    Tak samo jak Przyjaciół.

  • disneyland_after_dark

    Oceniono 14 razy 10

    czekam z utęsknieniem na momement kiedy Samuel L. Jackson zagra Hitlera... polipoprawność rulez!

  • wlodzimierz.il

    Oceniono 18 razy 10

    "nie uniknął oskarżeń choćby o zbyt małą reprezentację bohaterów o innym kolorze skóry niż biały czy o homofobię."

    To straszne.
    No i ten brak Eskimosów.

  • bergstein

    Oceniono 6 razy 4

    Wątek Phoebe w tym odcinku był przezabawny. Zresztą co tu dużo gadać, porównajcie „Przyjaciół” z jakimkolwiek tego typu polskim serialem - dialogi leżą, pisane jak dla debili, gra aktorska na porażająco niskim poziomie, intrygi jakby wymyślone przez przedszkolaków. Dlatego nie wieszajcie psów na „Przyjaciołach” - tam każdy z bohaterów czymś się bronił. Warto obejrzeć dla zwykłego relaksu. Ja najbardziej lubię odcinek kiedy wyjaśnia się jak Rachel zaszła w ciążę :D

  • xynat

    Oceniono 11 razy 3

    Ten serial bije rekordy oglądalności a mimo to grupka, mała grupeczka frustratów wiesza na nim psy bo ... za mało w nim różnorodności kulturowej i za mało homoseksualistów. Koorwa!! Gdzie ten świat zmierza? Homoseksualiści to ledwie mały procent społeczeństwa a mimo to chcą być wszędzie. Czekam tylko aż w jakimś poprawnie politycznie państwie zmieniona zostanie konstytucja na taką, która zagwarantuje połowę miejsc w parlamencie homo. Nie ważnie ilu homo życje w Nowym Jorku. Nieważne preferencje wyborców. Liczy się tylko aby homo byli w każdym filmie i serialu i aby mieli zagwarantowaną ilość miejsc w parlamencie.

  • strange_email

    Oceniono 17 razy 3

    Mysle, że to jest dużo lepsza droga normalizowania małżeństw homoseksualnych niż cokolwiek innego. Taki popularny serial pokazuje, że to zwykli ludzie borykający się ze zwykłymi problemami jak wszyscy, "tylko" mający jeszcze opor państwa zabraniały im żyć jak innym.
    Naprawdę nie rozumiem jak państwo może zarabiać dorosłym ludziom żyć jak chcą. Na cale szczęście takich państw jest coraz mniej.

  • lolitkawtrabancie

    Oceniono 2 razy 2

    Ten serial zabił fatalny i irytujący dubbing w pierwszej polskiej wersji emitowanej w Canal+. Do dziś nie jestem w stanie tego oglądać. Mimo lektora.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX