Ten, w którym znaleźliśmy przyjaciół w "Przyjaciołach". Za co serial pokochali milenialsi?

W jednej z pierwszych recenzji "Przyjaciół" "New York Times" pisał o bohaterach: "Mają po dwadzieścia parę lat, trzymają się razem, są szaleni i nieokrzesani, a przy tym momentami zabawni. Czy jednak mamy ochotę spędzać z nimi czas?". Teraz, ćwierć wieku od powstania tego tekstu, po dwadzieścia parę lat ma pokolenie milenialsów, którym ochoty do spędzania czasu z "Przyjaciółmi" bynajmniej nie brakuje. Zawdzięczają swoim serialowym koleżankom i kolegom bardzo wiele.

Kiedy wchodzę na Facebooka albo Instagrama i przeglądam swoje tablice, nie ma dnia bez wpisu w stylu: "Mija kolejny dzień, gdy próbuję oglądać na Netfliksie cokolwiek innego niż 'Przyjaciół'. Coś mi nie idzie". Pokolenie, które nie pamięta czasów bez internetu, oszalało na punkcie serialu, którego bohaterowie wyprzedzili powstanie Netfliksa o trzy lata, a później mogli jedynie zamawiać z niego kasety.

Co w "Przyjaciołach" na tyle urzekło urodzonych po premierze, że gdy dziś na naszych imprezach jest grana piosenka z czołówki serialu, prawie wszyscy obecni śpiewają? Przed wami list miłosny od milenialsów do ich "Przyjaciół".

1995. "Moje życie podzieliło się na dwa okresy - życie przed 'Przyjaciółmi' i życie po nich"

Serial "Przyjaciele" raczkuje na kanale NBC. W maju kończy się pierwszy sezon, który zebrał mieszane recenzje i nie obiecywał po sobie cudów - zapowiadał się po prostu kolejny sitcom próbujący dogonić "Seinfelda". We wrześniu ukazuje się zdecydowanie lepiej przyjęty sezon drugi, gdzie Ross i Rachel coraz bardziej mają się ku sobie. W tym samym czasie po różnych stronach Polski niedługo zaczną raczkować urodzeni w 1995 roku Ala, Adrian i Karolina. Zapytani 24 lata później o to, za co kochają "Przyjaciół", nie szczędzą pozytywnych słów. 

- Dla mnie fenomen "Przyjaciół" to oczywiście ponadczasowość, uniwersalność, świetny humor... Ale kocham ich dlatego, że mam z tymi bohaterami prawdziwe relacje. Dla mnie istnieją zupełnie jak prawdziwi ludzie. Tego nie da się zastąpić ani powtórzyć w żaden sposób - i to jest właśnie magia tego serialu - mówi Adrian. Z kolei Karolina oprócz "setek wzruszeń i cudownego humoru" docenia "Przyjaciół" m.in. za walory wizualne ("Niesamowite stylizacje Rachel i Moniki!"), ale i edukacyjne: - Piosenkę Phoebe: "Sometimes men love women and sometimes men love men" ("Czasem faceci kochają kobiety, a czasem faceci kochają facetów") powinno się śpiewać w polskich przedszkolach... I wszystkim dorosłym Polakom też niestety…

 

Alicja wtóruje Adrianowi i jest pewna, że jej życie w pewnym momencie podzieliło się na dwie części - "życie przed 'Przyjaciółmi' i życie po nich":

W najcięższych chwilach mojego życia jedynym ukojeniem było leżenie z przyjaciółmi i oglądanie zamiennie "Przyjaciół" i "The Office (wersję amerykańską)". To Monica robiąca dżem podniosła mnie na nogi po łamiącym serce rozstaniu z chłopakiem. To Rachel pomogła mi odkryć na nowo moją kobiecość. To Phoebe pokazała, że warto realizować marzenia nawet dla samej siebie. To Chandler uświadomił mi, że kiedy trzymam papierosa, to czuję się dobrze, czuję się kompletna. To Joey nauczył mnie zamawiać ulubioną pizzę (czyli dwie pizze). To Ross przypomniał mi, o co tak naprawdę chodzi w miłości. Ten serial to otarcie łez, to promyk słońca w najpochmurniejszy dzień życia, to lekcje, z których człowiek wiele wynosi

1996. "Wolę żyć ich problemami, zamiast skupiać się na swoich"

Wiosna 1996 roku przynosi koniec drugiego sezonu "Przyjaciół". Jesienią na ekrany wkracza sezon trzeci, a wraz z nim mnóstwo zawirowań, które na dobre porywają widzów. Rachel i Ross robią sobie słynną "przerwę", Joey kupuje sobie parę ptasich pupili, a Phoebe buduje nowe więzi ze swoją biologiczną rodziną. Również w 1996 roku na świat przychodzą przyszłe fanki "Przyjaciół" - Anka, Maja i Ola.

23-letnia Anka mówi dziś o serialu: - Za kultowością "Przyjaciół" opowiada się według mnie ich niesamowita aktualność pomimo sporej różnicy czasu. Ich świat różni się od naszej rzeczywistości, głównie poprzez różnice w rozwoju technologicznym, ale to wszystko się zaciera.

Ich problemy i sytuacje życiowe odzwierciedlają to, z czym sami borykamy się w drugiej dekadzie naszego życia. Usamodzielnienie się, zawody w materii miłosnej, płytkie relacje, szukanie sensu życia. Może nie jest to wybitnie górnolotny serial, ale nie ujmuje mu to w mojej opinii wartościowości

Maja dopowiada, że oprócz możliwości zidentyfikowania się z każdą z postaci i jej problemami, bardzo sympatyczna dla oka jest estetyka całego planu zdjęciowego. Ola dorzuca, że wraca do serialu, kiedy potrzebuje chwili odpoczynku i odcięcia się od własnych problemów:

Wolę współczuć Rachel i Rossowi ich wzajemnego uganiania się za sobą przez dziesięć lat. Wolę cieszyć się, że Phoebe znalazła idealnego męża pomimo tego, że wszyscy parowali ją z Joey'em. Kiedy sprzątam, myślę, że Monica byłaby ze mnie zadowolona. Podczas stresujących egzaminów na studiach odtwarzam w głowie żarty Chandlera. Kocham ten serial całym sercem za dotrzymywanie mi towarzystwa przez ostatnie pięć lat. No i za to, że to wspaniały temat do rozmów z nowo poznanymi osobami - w końcu każdy w jakimś stopniu zna "Przyjaciół"
 

1997. "Gdyby powstał dziś, pewnie bym go nie zniosła, ale zawsze do niego wracam"

Urodzona w 1997 roku, na przełomie sezonów trzeciego i czwartego Ala przyznaje, że nie pokochała “Przyjaciół” od pierwszego wejrzenia:

Po czwartym odcinku stwierdziłam, że ludzie, którym to się podoba, są jacyś dziwni. Kolejna próba skończyła się około początku… drugiego sezonu. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że jest mi wstyd za siebie sprzed paru lat

Ala, jak zdecydowana większość moich rozmówców, stawia na pierwszym miejscu serialowy humor, ale i ona wspomina o uniwersalności bohaterów: - Żarciki sytuacyjne szóstki naszych przyjaciół to czyste złoto! Czyste jak mieszkanie Moniki. No i każdy z naszych bohaterów jest inny, ale właśnie dlatego odnajdziemy w nich kawałek siebie oraz swoich przyjaciół. Wszyscy mamy wokół siebie czyścioszka jak Monica, śmieszka jak Chandler czy podrywacza jak Joey. Było tak dawniej, jest teraz i będzie za dziesiątki lat. 

 

Wiktoria, rówieśniczka Ali, także miała (i ma nadal) z "Przyjaciółmi" pewne problemy, ale sentyment pozostał:

Gdyby serial powstał dziś, pewnie nie zniosłabym nawet jednego krótkiego odcinka tych homofobicznych, fatfobicznych bzdur o ludziach, którzy przecież tylko piją kawę i wyśmiewają to, jak księżyc odbija się na łysej głowie dziewczyny Rossa. Jest jednak w "Przyjaciołach" coś, co sprawia, że wszyscy wracamy – czasem wkurzą nas homofobiczne podteksty w co drugiej scenie, ale za chwilę Ross krzyknie: - WE WERE ON A BREAK!, ktoś zacznie się zastanawiać, na czym tak naprawdę polega praca Chandlera, znikąd pojawi się Janice… To właśnie te momenty kocham w tym serialu. Nie te w rankingach "najśmieszniejszych", ale te, kiedy Monica znajdzie gdzieś kolejną plamę na kanapie. Lubię, kiedy "Przyjaciele" są tacy… swojscy

I Ala, i Wiktoria obejrzały "Przyjaciół" wielokrotnie. Zapytana, w jakich momentach sięga po serial, Ala odpowiada: - Kiedy jestem smutna i mam życiową depresję. Kiedy nie mamy co robić z przyjaciółką, a piwo jeszcze się nie skończyło. Kiedy usłyszę z kuchni, że któryś z moich współlokatorów właśnie zabiera się za oglądanie. Kiedy zmagam się z problemami.

Ten serial daje mi takiego wielkiego, ciepłego i mocnego przytulasa w serducho

Wiktoria dodaje: - "Przyjaciele" (...) to wielki kawał historii, który jednocześnie łączy i dzieli pokolenia. To fala Zachodu, która przyszła do nas niespodziewanie i spodziewanie; to coś, co zmieniło zbyt dużo, żeby to zignorować. "Przyjaciele" pokazali nam (i naszemu starszemu rodzeństwu) wielki świat - Amerykę, która nie była już tylko wujkiem z Chicago, a Rachel i Moniką, prawie że naszymi koleżankami.

"Przyjaciele" są jak plasterek, jak ładny świat, w którym chcielibyśmy żyć, a w którym tym bardziej chcieliśmy żyć, kiedy dopiero do nas docierał

1998. "Dzięki nim nie musimy być pokoleniem żyjącym w braku poczucia własnej wartości"

W 1998 roku w "Przyjaciołach", między czwartym a piątym sezonem, dzieje się prawie wszystko i jeszcze więcej. Monica i Rachel zamieniają się mieszkaniami z Joey’em i Chandlerem, Ross podczas ślubu z Emily wypowiada przy ołtarzu imię Rachel, która niedługo potem dostaje pracę u Ralpha Laurena, a Phoebe zostaje surogatką dla swojego brata i rodzi mu trojaczki. Oprócz trojaczków rodzą się też, już w prawdziwym życiu, Justyna i Alicja.

Pierwsza z nich jednym tchem wylicza powody, dla których szaleje za "Przyjaciółmi": - Idealnie dobrana obsada, dopasowana też do charakterów postaci. Moda tamtych czasów, którą ubóstwiam i cieszę się, że powraca, mimo iż nie było mnie wtedy jeszcze na świecie. Oryginalne osobowości bohaterów, na których można zrobić dobre analizy studium osobowości. Długo myślałam, z kim z nich najbardziej się utożsamiam, lecz doszłam do wniosku, że... z każdym po części! No i przeprowadzenie przez metamorfozy bohaterów.

Przykładowo: Rachel zaczynała jako rozpieszczona, zagubiona dziewczyna, a stała się odważna i pracowita; Chandler zaczynał jako miłosny nieudacznik, a ostatecznie widzimy go zakładającego rodzinę i radzącego sobie w dojrzałym w związku. Ich przemiany mnie urzekają i mam przez to poczucie, że mogłam być obserwatorem kawałka czyjegoś życia

Alicja także podchodzi do “Przyjaciół” entuzjastycznie, acz z nutką dystansu: - Fascynacja serialem zaczęła się we mnie rodzić kilka lat temu, w okresie gimnazjum. Wzięła się z pewnego rodzaju dysonansu między światem przedstawionym, kolorowym Nowym Jorkiem, a rzeczywistością Polski lat dziewięćdziesiątych, o której tyle słyszałam od rodziny, i która wcale nie była zachęcająca. Łatwiej przecież było mi projektować własną wersję historii, chyba łatwiejszą, a na pewno przyjemniejszą, bo mniej depresyjną. Fabuła, w której młodym, pięknym bohaterom, w większości bez wyższego wykształcenia, udaje się osiągnąć spełnienie w życiu zawodowym, zachęca do podejmowania własnych wyzwań.

Oczywiście realia w serialu są przeterminowane i nikt nie powinien brać na serio historii o blondynce, która po liceum zostaje szefową działu marketingu w firmie Ralpha Laurena, niemniej jednak da się wyciągnąć z tego przydatne w życiu wnioski, które sprawiają, że nie musimy być pokoleniem żyjącym w braku poczucia własnej wartości
 

1999. "Nasza mała tradycja"

Na przełomie tysiącleci Ross i Rachel biorą rozwód po spontanicznym ślubie w Las Vegas pod koniec piątego sezonu, kwitnie miłość Moniki i Chandlera, którzy zamieszkują razem. Joey nadal próbuje wszelkich sił w aktorstwie, Ross umawia się z różnymi kobietami, a szósty sezon kończy oświadczynowy galimatias. Krótko mówiąc, momentami naprawdę trudno się połapać. Tym bardziej jeżeli, tak jak w przypadku Ali (rocznik '99), zaczyna się oglądać "Przyjaciół" jako dziecko. 

- "Friendsów" zaczynałam oglądać z mamą. Ona ich na początku oglądała, jak wychodzili na bieżąco, jeszcze za czasów studiów, więc potem, kiedy ich puszczali w telewizji, przysiadałam się i też oglądałam. Mimo że jako dzieciak nie wszystko jeszcze rozumiałam, to wszelkie sytuacje i te niesamowicie wykreowane postacie mnie bardzo bawiły. Potem wciągnęłam się bardziej i obejrzałyśmy całą serię, od początku do końca raz, drugi, a nawet szósty - mówi Ala i dodaje:

Nadal, po wyprowadzeniu się od rodziców, zawsze jak do nich przyjeżdżam, oglądamy kilka odcinków razem. Taka nasza mała tradycja

Podobnie jak jej cytowana wcześniej imienniczka, Ala ma wrażenie, że "Przyjaciele" "przytulają jej serce i duszę". Jej ulubionym wątkiem jest przyjaźń Joey’ea i Phoebe: - Oboje są tak cudownie zakręceni i zawsze stawiają przyjaciół na pierwszym miejscu. Joey oświadczający się Phoebe, gdy myśli, że jest ona w ciąży; ich pocałunek, żeby Phoebe mogła zaliczyć "pocałunek idealny"; to, kiedy Phoebe przedstawia mu plan, żeby mieć pieniądze Chandlera i dzieci Rachel i dopiero wtedy się pobrać, albo jak towarzyszy mu w podróży z Las Vegas.

Ich relacja zawsze była dla mnie taką idealną przyjaźnią, która, ogólnie patrząc na serial, była mocno pomijana i schowana za Rossem i Rachel, i później Moniką i Chandlerem. Nigdy nie było momentów, że to właśnie Phoebe i Joey byli głównym wątkiem. A szkoda
 

Karolina, rówieśniczka Ali, dodaje, że w "Przyjaciołach" wspaniałe jest to, że można włączyć zupełnie dowolny odcinek, a i tak będzie się go oglądało tak samo, jakby się było "na bieżąco". - Długość odcinków jest idealna do tego, żeby obejrzeć coś, jedząc śniadanie przed wyjściem na uczelnię albo gdy chce się zrobić przerwę w trakcie kilkugodzinnej nauki. Ten serial szczególnie przydaje mi się w okolicach sesji, bo jest idealną wymówką przed samym sobą, żeby się nie uczyć.

Mimo tego, że oglądam naprawdę wiele seriali, bo ich liczba sporo przekracza już setkę, to i tak "Friends" jest jedynym, do którego wracam tak często

Karolina nadmienia, że spoiwem "Przyjaciół" jest dla niej, nomen omen, przyjaźń.

Wzajemne relacje bohaterów są tak dobrze przedstawione, że stają się jednym z głównych powodów, by oglądać ten serial. Mimo kłótni i różnych problemów, zawsze się wspierają i pomagają sobie nawzajem, co aż miło się ogląda

"We'll get by with a little help from our F.R.I.E.N.D.S..."

Pierwsze wersy wspomnianej na początku czołówki "Przyjaciół" w wolnym tłumaczeniu lecą:

Pewnie nikt ci nie powiedział, że życie takie właśnie będzie: twoja praca to jakiś żart, nie masz kasy, a twoje życie miłosne obumarło. Jest trochę tak, jakbyś ciągnął zawsze na drugim biegu, i to nie jest twój dzień, twój tydzień, twój miesiąc, ani nawet twój rok, ale... ja zawsze będę przy tobie

Rachel, Rossowi, Monice, Chandlerowi, Joey'owi i Phoebe z 1994 roku, czyli opisywanym wtedy przez "NYT" nieokrzesanym dwudziestoparolatkom, być może faktycznie nikt tych wszystkich rzeczy nie powiedział. Jeśli chodzi o nas, równie nieokrzesanych dwudziestoparolatków, uniknęliśmy tej niewiedzy przynajmniej w pewnym stopniu. W końcu, jak dość wyraźnie widać powyżej, zawsze ktoś (w liczbie: sześciu) przy nas był. I bez wątpienia będzie jeszcze przez długie lata. "Nawet kiedy lunie deszcz...".

 

Książka o serialu "Przyjaciele" dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

"Przyjaciele" zadebiutowali na antenie amerykańskiej stacji NBC 25 lat temu, 22 września 1994 roku. W ciągu 10 lat zdobył sześć nagród Emmy, w tym dla najlepszego serialu komediowego, a także Złoty Glob, a występujący w nim aktorzy stali się gwiazdami. Z okazji urodzin produkcji przez cały weekend publikujemy teksty na temat "Przyjaciół" na kultura.gazeta.pl.

Więcej o:
Komentarze (13)
Ten, w którym znaleźliśmy przyjaciół w "Przyjaciołach". Za co serial pokochali milenialsi?
Zaloguj się
  • cool_matt

    Oceniono 9 razy 9

    pokolenie smartfonow mysli ze fajnie by bylo miec bezposrednie relacje miedzyludzkie

  • e50504

    Oceniono 14 razy 4

    Idiokracja w pełnej krasie. "Na wspólnej" z drugiego końca świata przedstawiane jest jako "dzieło" które zmieniło cokolwiek, mimo że to produkt jak proszek do prania jest.

    Słuchajcie, ja muszę to wiedzieć. Do kogo kierowany jest ten przekaz? Czy wy macie czytelników za kompletnych idiotów czy płacą wam za pchanie określonej narracji tak jak marksizm pchany był przez kulturę radziecką? O co tutaj chodzi?

  • krytycznavvagina

    Oceniono 5 razy 3

    Wniosek jest jeden. Osoby, które się wypowiadają, notabene nie mają przyjaciół i mają problemy w budowaniu relacji.
    To jest ich taka ucieczka od rzeczywistości.
    Smutne podsumowanie tego pokolenia.

  • qlll

    Oceniono 2 razy 2

    Milenialsi chcieli by tak jak w serialu siedzieć beztrosko przed 30stka ze znajomymi i popychać pierdoły

  • antykonformista

    Oceniono 2 razy 2

    Millenialsi to oglądali ten serial, gdy był nowy i modny, jako dzieciaki.
    chyba macie na myśli GenZ, zwanych czasami Zoomersami.

  • howlin_wolf

    Oceniono 6 razy 2

    Cytując mistrza Gombrowicza:
    "Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? (...) Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był"!

    "Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca".

  • 3x666

    Oceniono 2 razy 0

    Serial był nudny, nie było w nim nic śmiesznego. To już Seinfeld był śmieszniejszy bo jego koszerność nie była ukrywana , a i gra aktorska o niebo lepsza. Chociaż tak po prawdzie to nie lubię ani jednego ani drugiego.
    Z lat 90-tych to wolę Absolutely Fabulous albo ewentualnie od biedy Bajera z Bell-Air bo The Fast Show (które uwielbiam) to kompletnie inna liga.

  • dukeofmar

    Oceniono 2 razy 0

    Ross, Chandler i Rachel na pewno skończyli college, Monika chyba też, tak więc Rachel nie jest szefową marketingu "po liceum".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX