Agnieszka Holland: Praca przy serialu to już nie chałtura

Myślę, że niedługo najbardziej rewolucyjne będzie pokazanie sympatycznego, pozytywnego bohatera. Nie wiem, jak daleko można jeszcze zajść, jeśli już dziś głównymi bohaterami są seryjni mordercy, obrzydliwi dilerzy narkotyków i mafiosi - opowiada Agnieszka Holland w rozmowie z ?Gazetą Wyborczą?.
Za dwa dni - 7 września - kanał FoxLife rozpocznie emisję amerykańskiego serialu "The Killing" (polski tytuł "Dochodzenie"), nowej produkcji twórczyni "Dowodów zbrodni" Veeny Sud. Opowiada historię zabójstwa młodej dziewczyny w Seattle - Rosie Larsen. Oparty na popularnym duńskim pierwowzorze "Forbrydelsen", dwa odcinki pierwszego sezonu wyreżyserowała Agnieszka Holland.

Serial zasłynął swoim klimatem. Nie szukajcie tutaj pięknych aktorek rodem z "Seksu w wielkim mieście". Miasto w "The Killing" jest deszczowe, nastrój ponury, twarze zmęczone. - Ambitne amerykańskie seriale już od dawna nie przypominają klasycznego hollywoodzkiego kina z happy endem i aktorkami o urodzie modelek - mówi Holland.

- Dziś w kablowych stacjach trudno jest sprzedać serial z sympatycznym bohaterem. Właściwie wszyscy są antybohaterami - Tony Soprano, Dexter, większość postaci z "Sześć stóp pod ziemią". Oni przecież robią bardzo brzydkie rzeczy. Przemoc, seks, narkotyki, wulgarny język - dodaje.

"Seriale nie potrzebują gwiazd klasy A"

Reżyserka wielokrotnie podkreślała, że o sukcesie telewizyjnych produkcji decyduje wielowymiarowa forma narracyjna, porównywalna z XIX-wiecznymi powieściami. Brała udział m.in. przy produkcji "Prawa ulicy" ("The Wire" dla HBO), "Treme" (HBO), "Dowodów zbrodni" ("Cold Case", CBS), "The Killing" (AMC), w Polsce reżyserowała "Ekipę" dla Polsatu.

Czy seriale wywierają piętno na hollywoodzkich produkcja? - Tak, ale Hollywood nie nadąża - twierdzi reżyserska. - Widać tam ociężałość. Seriale są tańsze - "The Killing" kosztowało około 2,5 mln dol., podczas gdy przeciętny budżet hollywoodzkiej produkcji to 60 mln. Seriale są lżejsze, bardziej dynamiczne, nie potrzebują gwiazd klasy A, więc mają świetnych świeżych aktorów - przekonuje.

Opinie krytyków i wyniki oglądalności wskazują, że seriale to już w Stanach pełnoprawna dziedzina sztuki. Na udział w nich decydują się najwięksi. Martin Scorsese wyreżyserował pilotowy odcinek "Zakazanego imperium", flirt z telewizją zaliczyli m.in. David Lynch ("Miasteczko Twin Peaks"), James Gandolfini ("Rodzina Soprano"), Alan Ball ("Sześć stóp pod ziemią"), Al Pacino czy Meryl Streep ("Anioły w Ameryce").

- To zaczął Quentin Tarantino, który powiedział kiedyś w wywiadzie, że marzy o tym, aby zrobić jeden odcinek "Ostrego dyżuru". I zrobił. Dziś to już nie jest degradacja czy chałtura. Świat filmowy i telewizyjny się przenika. Więcej - praca przy dobrym serialu stała się ekskluzywnym zajęciem - twierdzi Holland.

Czy są jeszcze jakieś tabu, których w amerykańskich serialach nie pokazano? - pyta Magdalena Żakowska w "Gazecie Wyborczej".

- Myślę, że niedługo najbardziej rewolucyjne będzie pokazanie sympatycznego, pozytywnego bohatera. Nie wiem, jak daleko można jeszcze zajść, jeśli już dziś głównymi bohaterami są seryjni mordercy, obrzydliwi dilerzy narkotyków i mafiosi. Pewnie są jeszcze jakieś tabu politycznej poprawności, ale te przełamują z kolei seriale animowane typu "South Park". Tam znaleźć można nawet odcinki według normalnych standardów rasistowskie. Z wszystkiego robią sobie jaja, z religią włącznie - odpowiada.

Cały wywiad z Agnieszką Holland na stronie "Gazety Wyborczej" >>