Koszałka o swoim filmie na Euro: Za tą drużyną kryją się ludzkie dramaty [WYWIAD]

Kultura i Euro? Możliwe. - Ale pod warunkiem, że nie będziemy się obrażać na piłkę, tylko spróbujemy ją wykorzystać do promocji sztuki, a nie tylko hot doga czy zapiekanki na stacji benzynowej - opowiada Marcin Koszałka, reżyser i operator, który właśnie przygotowuje dokument o polskim Euro 2012.
Mariusz Wiatrak: Kina odwołują premiery, kluby przesuwają koncerty, artyści idą na urlopy, a pan w tym czasie jak gdyby nigdy nic kręci kolejny film dokumentalny.

Marcin Koszałka*: Nie oszukujmy się, Euro przeszkadza osobom, którzy w tym czasie organizują inne imprezy. Piłka nożna to wszystko przykryje, bo w czerwcu religia będzie tylko jedna, a prawdziwym teatrem będą stadiony piłkarskie.

I nie da się jej jakoś pożenić ze sztuką?

- Da się, ale pod warunkiem, że nie będziemy się na nią obrażać, tylko spróbujemy wykorzystać do promocji sztuki, a nie tylko hot doga czy zapiekanki na stacji benzynowej. W końcu Andy Warhol zrobił butelkę Absoluta, Franck Gerry projektował dla Wyborowej, więc dlaczego rzeczy komercyjne, a zwłaszcza piłka nożna, która jest widowiskiem na miarę igrzysk, nie miałaby być świetnym tematem do uprawiania sztuki?

Przeciwnicy Euro zaraz spytają: co jest ciekawego w zbiorowym zdzieraniu gardeł i wlewaniu w siebie hektolitrów piwa?

- Ja nie robię filmu o Euro, tylko o człowieku, który znajduje się w pewnej specyficznej sytuacji, często pod dużą presją albo w ogniu krytyki. Jak Fabiański, fenomenalny i inteligentny człowiek, który kiedyś był na szczycie, a teraz przez kontuzje zmaga się z rolą wiecznego rezerwowego. Albo jak Perquis, który dopiero odnajduje się w Polsce i szuka tu swoich korzeni - my nie rozumiemy jego, on nie rozumie nas, a to jest przecież też paradoks współczesnej Polski. Jesteśmy zakompleksieni przeszłością i w głowie nam się nie mieści, że ktoś z bogatego kraju Europy Zachodniej może stać się Polakiem. Odbieramy Perquisa czy Obraniaka jako cynicznych sukinsynów, którzy zrobili to tylko dla kariery, a okazuje się, że oni mają do opowiedzenia niezwykłe historie.

Czyli jedna drużyna, ale sporo niekoniecznie czarno-białych, a często wręcz bardzo skomplikowanych opowieści?

- Albo jeszcze inaczej: nie historia gwiazd piłki nożnej, ale normalnych ludzi, w której Euro jest tylko pewnego rodzaju teatrem czy scenografią. Do tego oczywiście jeszcze dochodzi fajny kontekst walki o życie czy narodowego zrywu pomieszanego z lękiem przed globalną kompromitacją. Wiadomo, że nie mamy najlepszej drużyny w Europie, ale z drugiej strony ta drużyna jest nieobliczalna i jeszcze wszystko może się zdarzyć, łącznie z tym, że nasi chłopcy zajdą daleko.

A co, jeśli Polska nie wyjdzie z grupy? To dopiero byłby scenariusz!

- Nie do końca, bo kręcąc film jednocześnie poznajesz jego bohaterów. Ja już ich poznałem, polubiłem, łącznie z trenerem Franciszkiem Smudą, więc jednak wolałbym, żeby Polacy wyszli z tej grupy. Mówię to jako kibic i jako filmowiec: nie chcę, żeby doznali dotkliwej porażki. Wolałbym, żeby te nadzieje, które są w nich pokładane, jednak w jakimś stopniu zostały spełnione.



* Marcin Koszałka - autor zdjęć do filmów "Pręgi", "Senność" czy "Rewers" i twórca głośnych dokumentów: m.in. "Takiego pięknego syna urodziłam", "Śmierć z ludzką twarzą" oraz "Istnienie". Premiera "Będziesz legendą, człowieku" (przepowiedział to Wojciechowi Szczęsnego jeden z fanów Arsenalu) wstępnie zapowiedziana została na zimę.