Batman to pozytywny psychopata

- Zawsze dyskutowano tym, w jakim stopniu komiksy wpływają na ludzi. W 1954 r. wprowadzono Kodeks Komiksowy, który zakazywał pokazywania przemocy, obrażania uczuć religijnych itd., wychodząc z założenia, że mają one negatywny wpływ na młode umysły - mówi dr hab. Jerzy Szyłak, filmoznawca i teoretyk literatury, scenarzysta komiksowy, autor publikacji o historii i teorii komiksu.
Postać Batmana była przenoszona na ekran osiem razy. Pierwszy film "Batman zbawia świat" z 1966 roku (reż. Leslie H. Martison) był kontynuacją serialu"Batman i Robin", których przygody można najłatwiej określić jako humorystyczne. Główną rolę grał Adam West. Na kolejną ekranizację zamaskowany bohater musiał czekać 23 lata, gdy powstał "Batman" Tima Burtona, który dał mu twarz Micheala Keatona. "Powrót Batmana" zrealizowany przez tych samych twórców nastąpił trzy lata później, w 1992 roku. Ocierająca się o groteskę i odwołująca się do klimatu filmów noir wizja Burtona została zastąpiona przez bardziej stonowane wydanie Joela Schumachera, który zekranizował przygody Batmana dwukrotnie w 1995 ("Batman Forever") i 1997 roku ("Batman i Robin"). Batman powrócił do kin w 2005 roku za sprawą Christophera Nolana w filmie "Batman: Początek", w którym w tytułową rolę wcielił się Christian Bale. Trzy lata później można była oglądać kolejną część trylogii - "Mroczny Rycerz". Od piątku w kinach można oglądać ostatni film zamykający trylogię "Mroczny Rycerz Powstaje".

POLECAMY - Pięć twarzy Batmana. Nie tylko Bale i Clooney



Agnieszka Wilke: To miała być rozmowa o Batmanie, ale po wydarzeniach poprzedniego tygodnia trudno nie porozmawiać o tym, co się stało w Denver. Uzbrojony mężczyzna wszedł na premierę filmu i zastrzelił dwanaście osób.

Jerzy Szyłak: Nie wiązałbym tego z Batmanem. To kwestia wyboru miejsca. Gdzie będzie ich tak dużo, jak nie na premierze filmu, na który wszyscy czekają? Stany Zjednoczone to ogromny kraj z wielką liczbą problemów, zróżnicowany społecznie, gdzie łatwy jest dostęp do broni. A idea, która przyświeca Batmanowi - wzięcia sprawy w swoje ręce - może w jakiś sposób prowokować.

Sprawca powiedział, że jest Jokerem.

- Zawsze dyskutowano tym, w jakim stopniu komiksy wpływają na ludzi. W 1954 r. wprowadzono nawet Kodeks Komiksowy, który zakazywał pokazywania przemocy, obrażania uczuć religijnych itd. Zakazano całej masy rzeczy wychodząc z założenia, że mają one negatywny wpływ na młode umysły. Ale jesteśmy wiele lat po tym. I po słynnej dyskusji na temat pornografii. Gdy komisja badająca szkodliwość pornografii orzekła, że pornografia nie jest szkodliwa, prezydent Nixon powiedział, że chwila zastanowienia i zdrowy rozsądek pozwalają uznać, że to nieprawda. W podtekście jest tak: jeżeli pornografia nie szkodzi, to wielka sztuka nie pomaga. Chyba uświadomiliśmy już sobie, iż te wielkie dzieła, które mają nas uszlachetniać, nie uszlachetniają, a małe dzieła nie psują. Że relacja między utworem, a nami jest trochę inna. I na tej zasadzie można było wylansować bohaterów, którzy nigdy indziej nie byliby bohaterami, jak np. Punisher, który biega z karabinem i strzela do wszystkich, których uznaje za złych.

Pierwsi superbohaterowie byli zupełnie inni. Pojawili się w czasie wojny.

- W zasadzie pojawili się przed: Superman w 1938 roku, Batman w 1939. A pamiętajmy, że dla Amerykanów wojna zaczęła się dwa lata później. Od początku służyli budowaniu patriotycznych nastrojów, dumy z własnej siły, możliwości i samostanowienia. W tym kontekście trzeba powiedzieć, że Batman jest innym bohaterem, bo nie jest "super", nie ma żadnych mocy.

Oprócz pieniędzy...

- Oprócz pieniędzy i woli by robić pewne rzeczy. Batman od początku był traktowany bardziej jako opowieść kryminalna, rozwiązywał zagadki i walczył z przestępcami, którzy mieli cechy psychopatyczne. Autorzy Batmana bawili się wyciągając bohaterów z gier i zabaw dziecięcych - Strach na wróble, Pingwin, Joker z talii kart. Przez cały czas żonglowano postaciami, które niby pochodzą z dziecięcej wyobraźni, ale są jednocześnie ponure, okrutne i psychopatyczne.

Batman jest też mścicielem, jak np. hrabia Monte Christo.

- Niewątpliwie tak. W Ameryce mściciel jest niemal bohaterem ludowym, przykładem może być postać samotnego kowboja. I to się ciągnie dalej pod różnymi formami, wystarczy przypomnieć lata 70 i cykl filmów "Życzenie śmierci", gdzie człowiek z pistoletem mścił się za najrozmaitsze rzeczy. Nawet z postaciami policjantów jest tak, że przekraczają literę prawa, bo muszą się zemścić. Chociażby Brudny Harry, który odrzuca odznakę i strzela do przestępcy, bo wie, że lepiej go zabić. Jeśli go zamknie, znowu go wypuszczą. Ta idea bycia poza prawem i robienia czegoś na swój własny sposób jest w Ameryce wiecznie żywa i Batman dobrze się w nią wpisuje. Jest jednak postacią szlachetną, łapie przestępców, wiąże ich w pęczki i dostarcza na policję. Chociaż, nie wiem czy można mówić "jest", bo na przestrzeni lat wielokrotnie się zmieniał

Jak?

- Każda dekada miała trochę innego Batmana, czasem był bardziej bohaterem science fiction, czasem bardziej zabawowy, a współczesny Batman bierze się z dwóch komiksów, które się pojawiły w latach 80. Jeden to "Zabójczy żart" zrobiony przez Alana Moore'a i Briana Bollanda, a drugi - ważniejszy - to "Powrót Mrocznego Rycerza" Franka Millera. Pokazał on Batmana, który ma 60 lat i po dziesięciu latach przerwy decyduje się założyć z powrotem kostium i zacząć działać. Oczywiście po pierwszej nocy na ulicy wszystko go boli, a Alfred musi go masować. Ale mówi "warto było, fantastyczna sprawa". Batman, który wraca nie pasuje do współczesnych czasów, policja na niego poluje, uważa go za przestępcę. Nagle definiowanie Batmana jako współpracownika policji, z bat-sygnałem wysyłanym w niebo właśnie przez policję, przestało działać. To, co zrobił Miller, to zdecydowanie mroczniejsza wersja Batmana, który w końcu zabija Jokera. To się nigdy nie zdarzało, Joker zawsze trafiał do szpitala dla psychicznie chorych. Chodziło o to, by pokazać mu, że prawo jest prawem i tak jest właśnie w "Zabójczym żarcie" Moore'a. Z kolei film musi się zamknąć w określonym czasie, dlatego na ogól nie daje czarnym charakterom szansy na powrót. Właściwie u Nolana Joker nie zginął, zabrakło tej sceny, ale już wiemy, że nie wróci, bo zmarł aktor, który go grał.

Jaki jest Batman z filmu Burtona z roku 1989 a jaki Nolana, który właśnie wchodzi do kin?

- Burton się odwołuje do kina grozy, nastrojów z horrorów, kina niesamowitego. U Burtona jest mnóstwo odwołań do kina noir, kapelusze, długie płaszcze i cienie, oni wszyscy są nie z tej epoki. A Nolan zrobił Batmana technologicznego. Wystarczy spojrzeć na jego pojazd - zawsze były on gładki, smukły, opływowy, a tutaj jest to czołg, straszliwa maszyna. Nolan postawił na Batmana nowoczesnego, wspartego techniką. Do tej pory wydawało się, że on dłubie gdzieś w jaskini i buduje dziwne zabawki. Zresztą Joker u Burtona mówi "skąd on bierze te wspaniałe zabawki".



A sama postać Batmana?

- Istotną kwestią jest, jaki aktor go gra. Wybór Michaela Keatona był dla wszystkich zaskoczeniem. Potem pojawił się George Clooney i wydawało się, że będzie fajnym Batmanem, niestety reżyser Joel Schumacher zepsuł tę zabawę. Wcześniej był Val Kilmer, który też był takim sympatycznym Batmanem. Natomiast wybór Christiana Bale'a to wybranie człowieka, któremu źle z oczu patrzy. Ewidentnie widać, że to osoba dwuznaczna, zresztą to aktor, który starannie wybiera takie nieoczywiste role. Widać, że jest trochę szalony. Pamiętam jego pierwszą rolę w "Imperium słońca". Był jeszcze chłopcem i zagrał dziecko w japońskim obozie jenieckim, które było opanowane obsesją samolotów. I już wtedy było widać, że to aktor, w którym coś buzuje. Zagrał w "American Psycho", "Mechaniku" i nie jest kojarzony jednoznacznie z pozytywnymi bohaterami. I to dobry wybór, bo tu już sama fizjonomia działa - jego Batman jest o wiele bardziej dwuznaczny od Batmana Micheala Keatona, czy George'a Clooneya.

Którzy są bardziej laleczkami.

- Trochę tak. Keaton jeszcze wygrywał niepewnością, on jakby przepraszał za to, że jest Batmanem. Jest taka ładna kwestia w Batmanie "Jak wypiję, to latam". To aluzja do Supermana, który mówił "Kiedy latam, nie piję". Odwrócenie dialogu to sugestia - jak coś we mnie wstąpi, zaczynam być kimś innym. On zdaje sobie sprawę, że to co robi nie do końca jest normalne. To był grzeczny chłopiec, który się trochę martwił, że ma takie dziwne hobby. Z kolei Bale ma dziwne hobby, bo to w nim tkwi. To, że decyduje się postępować niezgodnie z litera prawa by czynić dobro, sugeruje, że musi być kimś w rodzaj pozytywnego psychopaty. To jak harcerze, którzy przeprowadzają staruszki przez ulicę - dlaczego oni to robią? Przecież to męczące.

Czyli w poświęcaniu się dla innych jest coś z szaleństwa.

- Normalne to nie jest. Samo dobro nie jest normalne. Hannah Arendt napisała w książce "O myśleniu", że bycie dobrym jest z reguły czymś innym niż bycie praworządnym, że to kwestia indywidualnego wyboru, a czasami trzeba być dobrym wbrew temu co chcą wszyscy, czego najlepszym dowodem był los Żydów w czasie II wojny światowej. Trzeba było się zdecydować na bycie dobrym wbrew prawu i otoczeniu. I tak doszliśmy od superbohaterów do poważnych tematów.

Zawsze się tak kończy. Dziwne, że nie skończyliśmy rozmowy na Bogu.

- Myślę, że superbohaterowie są produktem czasów, w których Boga usunęliśmy jako kwestię nieważną. Jeżeli jest Bóg na niebie i pilnuje to nie są potrzebni superbohaterowie. Science-fiction, racjonalizm, wiara w naukę - człowiek sobie ze wszystkim poradzi, a jeżeli nie poradzi sobie zwykły, to może powinien być jakiś niezwykły. To bardzo ładnie wyszło w filmie "Watchman", gdzie pojawia się bohater, który jest obdarzony niemal taką boską mocą i wtedy wychodzi na to, że go ludzie nie obchodzą. Kończy się to tym, że on traci zainteresowanie człowiekiem, myśli w zupełnie innych kategoriach. Więc założenie, że ktoś ma supermoc to będzie superobrońcą ludzkości jest błędnym założeniem - bo jeżeli ma supermoc, to w ogóle go ludzie nie interesują.