"Najzabawniejszy miś od czasów Barei"? "Ted" jednak nie dla każdego [RECENZJE]

Wielu z Was z pewnością miało w dzieciństwie ulubionego misia. Na pewno jednak nie był podobny do Teda! Ten pije, pali, przeklina... i bawi widzów w kinie, mówiąc głosem Setha MacFarlane'a, twórcy tak niepoprawnych seriali animowanych jak "Family Guy" czy "American Dad". Dlatego uwaga, tu nie ma miejsca na poprawność polityczną!
Ted to nie jest słodki pluszowy miś. Dawno, dawno temu John (Mark Wahlberg) ożywił go dzięki wypowiedzeniu życzenia w Wigilię Bożego Narodzenia. Obaj dorośli, ale nie do końca. Dla nich sensem życia są używki, imprezy i dobra zabawa, a John od czterech lat nie może zdobyć się na deklaracje w stosunku do swojej dziewczyny. "Panowie" mają swoje lata, ale nie, "dorośli" jeszcze na pewno nie są. Od dziś możemy ich oglądać w polskich kinach w filmie "Ted".

Dostaje się wszystkim

"Ted" to nie jest film dla tych, których oburzają mocne dowcipy. Tutaj dostaje się wszystkim: Żydom, gejom, niepełnosprawnym, otyłym... kto ogląda "Family Guy" ("Głowa rodziny") lub "American Dad" ("Amerykański tata") ten wie, że Seth MacFarlane, który stworzył Teda, nie ma oporów przed naśmiewaniem się z kogokolwiek.

To pierwszy film MacFarlane'a, w którym scenarzysta, reżyser i producent w jednej osobie spotkał się na planie z prawdziwymi, a nie tylko animowanymi postaciami. Potrafił jednak i tak połączyć te dwa światy - choćby dzięki zaangażowaniu do jednej z głównych ról Mili Kunis, która od lat użycza głosu jednej z bohaterek "Głowy rodziny".



Czego można spodziewać się po tej produkcji? "Dowiemy się co nieco o praktykach seksualnych pluszowych misiów, twardych regułach toczonych przy piwie werbalnych gierek oraz skutkach oglądania klasyki science-fiction po kokainie. Przez cały arsenał popkulturowych cytatów, autocytatów i trawestacji przeprowadzi nas zaś narrator, przemawiający głosem Jean-Luca Picarda (Patrick Stewart)" - obrazowo opisuje to Stanisław Liguziński ze Stopklatka.pl. Dlatego nie każdy będzie dobrze bawił się na "Tedzie", trzeba być naprawdę nieźle zorientowanym w popkulturze.

Humor jak... piwo?

"Ted" został bardzo dobrze przyjęty przez widzów w Stanach Zjednoczonych. W pierwszym tygodniu wyświetlania w amerykańskich kinach udało mu się pobić rekord zysków, jakie osiągnęła w takim czasie jakakolwiek komedia przeznaczona dla dorosłych widzów.

W Polsce trudno przewidywać aż tak duży sukces, ponieważ animowane produkcje MacFarlane'a nie są w naszym kraju aż tak popularne jak za oceanem. Mają jednak swoich wiernych fanów, którzy powinni wyjść z kin zadowoleni.

"Publiczność powinna bawić się równie dobrze co John i Ted. Za każdym razem, gdy w kadrze pojawia się pluszowy libertyn, ekranowy humor pieni się jak przelane do kufla piwo" - ocenia Łukasz Muszyński z Filmwebu. "Zaprawdę powiadam Wam, od czasów Barei nie było w kinach zabawniejszego misia" - dodaje. Powinni skusić się ci, którzy lubią niepoprawne żarty. Inni mogą spróbować, choć nie gwarantujemy, że wytrzymają do końca.

Więcej o: