"Bez reszty oddany, potencjał niewyczerpany". Dlaczego warto iść na "Jesteś Bogiem"? [RECENZJA]

To nie jest zwykła premiera, szczególnie dla tych, którzy polskiego hip-hopu słuchali i wtedy, gdy zgrywało się kasety Kalibra 44 od znajomych, i grubo ponad dekadę później. Ale tragiczna, wzruszająca, ale i dająca nadzieję historia legendarnego dla polskiej sceny składu Paktofonika to nostalgiczna lekcja również dla tych, którzy z rapem nie mieli, albo nawet nie chcieli mieć nic wspólnego.
"Pomyślałem, może nie chodzi tylko o rozdrapywanie ran"

"Jesteś Bogiem" powstawał ponad dekadę i w tym przypadku być może dobrze się stało. Z jednej strony ewoluował z pierwotnej koncepcji Macieja Pisuka, który zainspirowany słynnym reportażem Lidii Ostałowskiej z Gazety Wyborczej - "Teraz go zarymuję", postanowił opowiedzieć historię świata, który był mu całkiem obcy.

Z drugiej, do decyzji o włączeniu się w opowiedzenie historii Magika i Paktofoniki dojrzewali pozostali jej członkowie - Fokus (Wojciech Alszer) i Rahim (Sebastian Salbert). Pierwsi chętni do nakręcenia filmu o Magiku zjawili się krótko po jego śmierci, ale jego koledzy konsekwentnie odmawiali. Dlaczego "ulegli" Pisukowi? - Przyznaję, że z Maćkiem też nie chciałem się spotkać - przyznał po pokazie prasowym Rahim. - Ale być może przez to, że on nie słuchał hip-hopu, nie znał do końca tego środowiska, stwierdziłem, że może warto z nim porozmawiać. Może nie chodzi mu tylko o sensację i rozdrapywanie ran.

Złośliwi stwierdzą, że nie chodziło mu też o przedstawienie rzetelnej prawdy o powstaniu Paktofoniki. Bo jej członkowie znali się dużo wcześniej niż sugeruje film, bo nie wszystko przedstawiono w porządku chronologicznym, bo "oparty na faktach" "Jesteś Bogiem" jest po prostu mocno fabularyzowany. - To nie kronika, ale film fabularny - podkreślają członkowie PFK.

Wajda, Fokus, Kazik... Tak było na premierze "Jesteś Bogiem" [ZDJĘCIA] >>

"Chciałem go obronić"

Jeśli ktoś chciałby robić z "Jesteś Bogiem" sensacyjną "polską Ósmą Milę", jak o filmie mówią niektórzy, to oczywistych faktów w historii Paktofoniki miałby aż nadto (choć krytycy filmu twierdzą, że przed tą "sensacją", czy przekoloryzowaniem nie do końca udało się uchronić, np. w scenie pierwszego koncertu Paktofoniki).

Nieprzystosowanie i dramat Magika, a potem jego samobójcza śmierć, choć jest osią fabularną filmu i przemówi do widzów, którzy z hip-hopem nie mieli nigdy nic wspólnego, rozgrywa się jednak w świetnie uwypuklonych realiach "Polski przełomu". Tej zamkniętej w ciasnym pokoju w bloku, za drzwiami z dykty, w Polonezie, tej w której z internetem łączysz się przez telefon, a złamane plastikowe słuchawki to niemalże koniec świata. O tych realiach opowiada "liryka Magika" i one właśnie - pokazane z nostalgią, ale i dbałością o szczegół (od odrapanych blokowisk w Bogucicach po koc i skarpetki Magika) - staja się cichym bohaterem tego filmu.

Z podobnym wyczuciem pokazany został wątek konfliktu Fokusa, Rahima i Magika z wydawcą Gustawem Zarzyckim. Wiele już napisano o nieuczciwym kontrakcie, który pozbawił członków zespołu zysków z "Kinematografii", podstępie, triku itp. Ale jak mówi Arkadiusz Jakubik, odtwórca roli Gustawa, umówił się z reżyserem Leszkiem Dawidem, że postarają się Gustawa obronić, "bo przecież bez niego ta płyta w ogóle mogła nie powstać". Dzięki temu relacja Magik-Gustaw jest jedną z najciekawszych w filmie, a kreację Jakubika wielu krytyków określa najlepszą w "Jesteś Bogiem".

"Pamiętajmy, że to film fabularny" - mówią Fokus i Rahim. A jak było naprawdę? Opowiada AbradAb z Kalibra 44 >>



"Wydaje ci się, że już umiesz. Dopóki rapujesz w łazience"

Jakubik ma świetną konkurencję. Sporo pisano przed premierą i narzekano podczas festiwalu w Gdyni, na fizyczne różnice między Fokusem a Tomaszem Schuchardtem, Rahimem a Dawidem Ogrodnikiem, a przede wszystkim Magikiem a Marcinem Kowalczykiem.

Wydaje mi się jednak, że dla przeciętnego widza małe znaczenie będzie mieć to, że "Fokus był wyższy", czy "Rahim drobniejszy". Bo Fokus Schuchardta jest tu jednak nabuzowanym Fokusem, Rahim Ogrodnika nieśmiałym Rahimem, a Magik Kowalczyka... o Magiku za chwilę.

Cała trójka tworzy naturalnie zgrany zespół i pomimo nielicznych słabszych momentów, przez przeważającą część pokazu widownia śmieje się z ich perypetii i przeżywa ich codzienne dramaty.

A co najważniejsze wiarygodnie wypadają sekwencje, w których Tomek, Dawid i Marcin rapują. Scena, w której Kowalczyk popisuje się własną wersją "Plus i minus" łapie za gardło. Zyskała zresztą aprobatę samego AbradAba, współtwórcy Kalibra 44: - Jak Marcin Kowalczyk zaciskał szczękę i ruszały mu się kości policzkowe albo jak mówił: "Kurwa, ja pierdolę!" - to było żywcem wzięte od Magika. No i koleś nauczył się fajnie rapować, naprawdę, to jak wykonał "Plus i minus", szacunek.

Sam Kowalczyk podchodzi do swojej umiejętności skromnie. - Wydaje ci się, że już to złapałeś, ale tylko dopóki rapujesz przed lustrem w łazience - mówił na konferencji prasowej. - Gorzej to odtworzyć przed kolegami...



"Powiedział: Idziemy w to razem"

Co jest najmocniejszą stroną tego filmu? Właśnie ten "naturalnie zgrany zespół". Być może wynika to z dość prozaicznej kwestii - Schuchardt, Kowalczyk i Ogrodnik znają się od lat. Razem studiowali w krakowskiej szkole teatralnej.

Być może to zasługa podejścia reżysera Leszka Dawida. Zapytany o to, jak definiuje przyszły sukces filmu, Marcin Kowalczyk odpowiada: - Dla mnie ten sukces już nastąpił. W momencie, w którym zdałem sobie sprawę, że będę częścią tego filmu i gdy Leszek powiedział: Idziemy w to razem.

Razem z ekipą filmową, ale i Fokusem i Rahimem, którzy na to samo pytanie odpowiedzieli: - Sukcesem jest dla nas po pierwsze upamiętnienie Magika, który nie zdążył cieszyć się wszystkim, co zdarzyło się nam później. Ale i to, że choć to film miejscami gorzki, w dużej części smutny i przygnębiający, to niesie przesłanie, że zawsze warto walczyć o swoją pasję.

I choćby dlatego warto zobaczyć ten film.