7 najlepszych pierwszych scen agenta 007. Na 50-lecie Jamesa Bonda [WIDEO]

Dokładnie 50 lat temu, 5 października 1962 roku, w kinach pojawił się ?Doktor No?, pierwszy z filmów, w których głównym bohaterem był James Bond. Z tej okazji przypominamy najlepsze pierwsze minuty agenta 007.
Od pół wieku Bond bije, goni, strzela do złoczyńców. W obronie Wielkiej Brytanii podróżuje po całym świecie, używając samochodów, samolotów, poduszkowców, rikszy i wszystkiego, co tylko jeszcze przyjdzie do głowy scenarzystom.



Często dzieje się to już w pierwszych, ekscytujących minutach filmu, które, podobnie jak dziewczyny Bonda czy charakterystyczne piosenki tworzą legendę. Oto najlepsze otwarcia filmów o agencie 007 - ranking subiektywny.

7. Śmierć nadejdzie jutro (2002)

Niektórzy pewnie zdziwią się, dlaczego w rankingu najlepszych bondowskich otwarć znalazł się początek jednego z najgorszych - jeśli nie najgorszego - filmu o agencie 007. Z kilku powodów.

Po pierwsze, to chyba najbardziej wybuchowe pierwsze minuty w historii serii, po drugie to dowód, że po "pięknisiu" i "elegancie" Jamesie Bondzie o twarzy Pierce'a Brosnana jednak - wbrew powszechnemu przekonaniu - czasem widać było trudy walki, a po trzecie to wyróżnienie dla ciekawego sposobu połączenia akcji z animacją towarzyszącą piosence Madonny. Niezbyt udanej moim zdaniem, ale w kolejnych minutach i tak było już tylko gorzej...



6. Licencja na zabijanie (1989)

James Bond (Timothy Dalton) udowadnia, że jest w stanie upuścić się na linie z jednego samolotu na drugi, oczywiście w czasie lotu obydwu. Niby nic niezwykłego jak na agenta 007, ale miejsce w rankingu należy mu się za pomysłowość - tego co zrobił z tym samolotem, by zatrzymać złoczyńcę, chyba niewielu widzów się spodziewało.



5. Pozdrowienia z Rosji (1963)

Niby nic się nie dzieje, a twórcy i tak zaskakują! Najpierw mamy podchody i wszyscy spodziewają się spektakularnej bójki zakończonej zwycięstwem 007. Potem James Bond zostaje uduszony (?!), a po chwili okazuje się, że to tylko maska - na miarę charakteryzacji z lat 60. Ogląda się świetnie.



4. GoldenEye (1995)

Najpierw cisza i spektakularna scena skoku na linie, a później coś, co mogło się udać tylko Bondowi.

Pierce Brosnan, debiutujący w roli agenta Jej Królewskiej Mości na motorze goni startujący samolot, skacze za nim w przepaść, dogania go (tak, jest ciąg dalszy), wskakuje do środka przez otwarte drzwi (to jeszcze nie koniec) i wyprowadza maszynę, którą nikt nie sterował, na odpowiedni kurs, ratując się przed katastrofą.



3. Szpieg, który mnie kochał (1977)

Zamysł w pewnym stopniu podobny do "GoldenEye". Tu też mamy spektakularny lot zmierzający - po wielu emocjach - do szczęśliwego lądowania, a także moment, w którym twórcy rezygnują na chwilę z muzyki w tle.

Dlaczego więc pierwsze sceny z filmu "Szpieg, który mnie kochał" oceniam wyżej? Bo jest tu więcej luzu i humoru (patrz: James odpowiadający kobiecie, która go potrzebuje: "Anglia też", a potem spadochron z flagą Union Jack), a także fantastyczne dwa elementy: bandzior, który fantastycznie radzi sobie na stoku bez pomocy kijków narciarskich, strzelając do Bonda, a także sposób, w jaki w pewnym momencie wykorzystuje przeciw niemu 007.



2. Casino Royale (2006)

Czy to na pewno najnowszy film o Bondzie? Takie pytanie zadawał sobie pewnie niejeden widz, który trafił do sali kinowej, w której była wyświetlana pierwsza produkcja z serii z Danielem Craigiem w roli głównej. Nie ma tu elegancji, gadżetów, przymrużenia oka. Jest twarda, brutalna walka w czerni i bieli. To zaskakująca zapowiedź zupełnie nowego agenta 007.



1. Goldfinger (1964)

Pierwsze miejsce za kaczkę i umiejętność nie pogniecenia smokingu pod obcisłym kombinezonem. I oczywiście za dbałość o szczegóły - w końcu bez czerwonego goździka gentleman to nie gentleman... A dostrzeżenie przeciwnika w oczach pięknej kobiety - to już po prostu mistrzostwo w wykonaniu agenta 007.



A które otwarcie jest Waszym ulubionym?