Nie czas na emeryturę? Robert De Niro i Sylvester Stallone zmierzą się w ringu

Jeden ma 66 lat, drugi w przyszłym roku będzie świętował 70. urodziny, ale jeszcze nie wybierają się na aktorską emeryturę. Co więcej, to już pewne, Sylvester Stallone i Robert De Niro zagrają bokserów w "Grudge Match". Będzie hit czy kompromitacja starszych panów?
"Rocky" i "Wściekły byk" to dwa kultowe filmy, których bohaterami byli bokserzy. Teraz ich odtwórcy głównych ról w znowu staną na ringu, w... komedii "Grudge Match". Szefowie studia Warner Bros dali "zielone światło" realizacji projektu, o którym mówi się już od dawna. Będzie to też kolejna produkcja, w której dawni "twardziele" kina po latach znów będą walczyć na dużym ekranie.

Jak bicepsy De Niro?

Aktorzy nie będą co prawda udawać herosów kina, ale obaj będą emerytowanymi bokserami, których promotor (w tej roli Kevin Hart) namówi, by jeszcze raz zdecydowali się stanąć w ringu i sprawdzić, który z nich jest w lepszej formie. Wszystko oczywiście z humorem i przymrużeniem oka.

Na razie amerykańskich dziennikarzy bardziej niż wynik tego filmowego pojedynku zdaje się jednak interesować to, czy prawie 70-letni De Niro będzie w stanie wyćwiczyć swoje ciało w takim stopniu, by wyglądać na (choćby będącego już na emeryturze) boksera. Czy będzie mógł pochwalić się na ekranie "sześciopakiem"? Mike Fleming z Deadline.com, który jako pierwszy podał informację o realizacji "Grudge Match", wierzy w możliwości aktora.

O Stallone'a nikt się aż tak nie martwi - w końcu jeszcze sześć lat temu znów zagrał Rocky'ego, a ostatnio biegał z karabinem w kolejnej części "Niezniszczalnych" - filmu, na planie którego udało się zgromadzić takie gwiazdy kina akcji sprzed lat, jak Chuck Norris, Jean-Claude Van Damme czy Arnold Schwarzenegger.



Dystans kluczem do sukcesu?

"Niezniszczalni" i sequel filmu cieszyły się sporą popularnością, producenci byli na tyle zadowoleni z wyników finansowych, że już myślą o trzeciej części. Wiele osób, mówiąc o przyczynach sukcesu cyklu, wskazuje na sentyment, jakim widzowie darzą kino akcji lat 90. ubiegłego wieku, ale także sposób, w jaki aktorzy i twórcy podeszli do tematu: z dystansem. Wydaje się, że podobny patent mają również zamiar wykorzystać ludzie odpowiedzialni za "Grudge Match".

Stallone i De Niro wydają się być idealnymi kandydatami do zagrania w tej komedii i to nie tylko ze względu na ich poprzednie "bokserskie" dokonania filmowe. Obaj już nie raz udowodnili, że potrafią żartować z siebie i swojego wizerunku.

De Niro - bardzo różnorodny aktor, laureat dwóch Oscarów - choćby występem w komediowym cyklu, który zapoczątkował w 2000 roku film "Poznaj mojego tatę". Wcielił się tam w zaborczego ojca, który jako były pracownik CIA wykorzystuje swoje umiejętności, by prześwietlić kandydata na zięcia.



Stallone - kojarzony przede wszystkim dzięki postaciom Rocky'ego czy Rambo - właśnie angażem w "Niezniszczalnych". I choć dziś może wzbudzać już raczej uśmiech niż zachwyt widzów, warto pamiętać, że i on był kiedyś nominowany do Oscara...

Może współpraca z De Niro obudzi w nim aktorskie i komediowe talenty? Nie będzie to zresztą ich pierwsze zawodowe spotkanie. W 1997 roku panowie nakręcili wspólnie "Copland". Wtedy Stallone bardzo przytył, by wcielić się w podstarzałego policjanta, co docenili... recenzenci. Szansa na kolejny udany projekt nie jest więc wcale przekreślona.