"Bitwa pod Wiedniem" ze słabym wynikiem, ale i tak na szczycie [BOX OFFICE]

Polska superprodukcja mimo licznych krytycznych recenzji była w ubiegły weekend najchętniej oglądaną produkcją wyświetlaną w kinach. Niespełna 100 tysięcy widzów nie oznacza jednak, że film odniósł oszałamiający sukces.
Producent zapowiadał film o "polskim zwycięstwie, które zmieniło losy świata". Jak podaje dystrybutor, od piątku do niedzieli zdecydowało się zobaczyć go w polskich kinach prawie 100 tysięcy osób. "Bitwa pod Wiedniem" była więc najchętniej oglądaną produkcją weekendu. Jeśli przyjrzymy się jednak wynikom innych polskich chętnie oglądanych propozycji czy wysokobudżetowych produkcji ostatnich lat okaże się, że to wcale nie jest taki dobry wynik.

Recenzje niektórym niestraszne

"Wpadki historyczne i efekty jak sprzed 10 lat to nie wszystko", pisaliśmy po pokazie prasowym w Gazeta.pl, zwracając uwagę na miażdżące stereotypy w "Bitwie pod Wiedniem". Większość recenzentów była bezlitosna i bardzo źle oceniła tę produkcję.



"Włoskiemu reżyserowi o nazwisku Martinelli i umiejętnościach średnio zdolnego amatora głuchego na wszystko, co w kinie nazywane bywa "filmowością", Polska Historia - gdyby tylko dała radę ożyć, upersonifikować się i oburzyć - powinna wytoczyć proces" - pisał po obejrzeniu "Bitwy pod Wiedniem" Paweł T. Felis z "Gazety Wyborczej". "Żebyśmy mieli jasność - na tym filmie można się świetnie bawić. Tylko trzeba iść do kina z założeniem, że przed nami obraz parodiujący gatunek kina historycznego" - oceniał Kamil Śmiałkowski ze Stopklatki, nadając swojej recenzji znaczący tytuł "Kac Vienna".

Mimo tego (a może właśnie z powodu takich opinii?) prawie 100 tysięcy osób zdecydowało się w ciągu pierwszych kilku dni przekonać się na własne oczy, jak w "Bitwie pod Wiedniem" wypadli F. Murray Abraham, Jerzy Skolimowski, Alicja Bachleda-Curuś czy Piotr Adamczyk.



W ten weekend konkurencja nie była silna. Jednocześnie z "Bitwą pod Wiedniem" do kin wchodziły m.in. ambitny niszowy film "Bestie z południowych krain", chwalony przez krytyków, ale trudny. "Niewierni" - francuska komedia z tegorocznym laureatem Oscara Jeanem Dujardinem w roli głównej, która nie zbiera najlepszych recenzji.

Do najlepszych daleko

"SMUTNA WIADOMOŚĆ NA TEMAT POLSKICH WIDZÓW: W ostatni weekend najwięcej widzów obejrzało BITWĘ POD WIEDNIEM. Filmowa opowieść o polskim zwycięstwie, które zmieniło losy świata znalazła się na 1 miejscu polskiego Box Office!" - tak informację o frekwencji na pokazach "Bitwy pod Wiedniem" podsumował Tomasz Raczek na swoim profilu na Facebooku. Taki wynik wcale nie oznacza jednak, że dystrybutor ma wielkie powody do dumy.

Dlaczego prawie 100 tysięcy widzów, choć wydaje się dobrym wynikiem, to nie jest powód do wielkiej radości? Wystarczy porównać wynik frekwencyjny filmu Renzo Martinelliego z kilkoma innymi tytułami, które trafiły do naszych kin w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

"Bitwa pod Wiedniem" jest dystrybuowana na 271 kopiach, tymczasem wyświetlany w 202 kopiach "Jesteś Bogiem" Leszka Dawida w trakcie pierwszych trzech dni przyciągnął do kin ponad 370 tysięcy widzów (to trzeci wynik w ciągu ostatnich 20 lat).



Zaledwie po trzech tygodniach produkcji udało się pokonać pod względem frekwencji tegorocznego polskiego kandydata do Oscara i zastąpić "W ciemności" na pierwszym miejscu najchętniej oglądanych polskich produkcji 2012 roku (który zresztą w pierwszy weekend też nie radził sobie najgorzej, gromadząc prawie 150 tys. widzów). Można więc w przypadku "Jesteś Bogiem" mówić o naprawdę dobrym wyniku.

Ta gorsza bitwa

Włosko-polska koprodukcja to jednak zupełnie inny gatunek niż opowieść o Magiku i hiphopowym zespole Paktofonika. Być może powinniśmy porównać film Renzo Martinelliego z inną "bitwą"?

"1920. Bitwa Warszawska" Jerzego Hoffmana, która wchodziła na ekrany dokładnie rok temu, podobnie jak historia zwycięstwa Jana III Sobieskiego pod Wiedniem nie była chwalona przez recenzentów. Pokazywana w 300 kopiach zgromadziła jednak w weekend otwarcia ponad dwa razy więcej widzów niż "Bitwa pod Wiedniem".



Wojenno-miłosna historię z Borysem Szycem i Nataszą Urbańską w rolach głównych obejrzało w ciągu pierwszych kilku dni ponad 214 tysięcy osób - co i tak nie zostało jeszcze uznane za powód do świętowania, bo kosztująca 27 mln produkcja osiągnęła gorszy wynik od debiutującej w tym samym czasie na dużym ekranie nowej komedii Marka Koterskiego "Baby są jakieś inne".

Tym mniejsze wrażenie robi wtedy wynik "Bitwy pod Wiedniem", choć oczywiście to dopiero początek walki filmu o dużą frekwencję. Może pomogą szkolne wycieczki?