Wyścig ****

USA 2013 (The Rush). Reż. Ron Howard. Aktorzy: Chris Hemsworth, Daniel Brühl, Alexandra Maria Lara, Olivia Wilde
Adrenalina tłumu, jazgot silników i zawrotne tempo bolidów: dwóch mistrzów Formuły 1, którzy na sport, tak jak na życie, patrzyli zupełnie inaczej.

Zaiskrzyło między nimi, gdy stawiali pierwsze kroki w Formule 3: niefortunny manewr wyprzedzania na torze, parę zgryźliwych słów za dużo i... piekielna rywalizacja podszyta niechęcią na lata. Paradoksalnie w "Wyścigu" Rona Howarda niesforny James Hunt (Hemsworth) i po austriacku ułożony Niki Lauda (Brühl) są nie tyle śmiertelnymi wrogami, ile raczej nietuzinkowymi kumplami wyrażającymi wzajemny szacunek przez milczenie albo złośliwe docinki, a zwłaszcza sportową walkę na - dosłownie - śmierć i życie.



Gdy Laudzie, którego atutem staje się talent do tuningowania samochodu, udaje się przejść do Formuły 1 i wkupić do ekipy Ferrari, Hunt nie może być gorszy - przyłącza się do McLarena. Kiedy Austriak zdobywa mistrzostwo świata, Hunt w następnym roku próbuje wyrwać mu kolejny tytuł prosto z gardła. Widownia szaleje, bo obaj kierowcy są jak ogień i woda. Lauda traktuje zawody jak matematyczne zadanie, oblicza procent ryzyka, kolekcjonuje profity, karci zespół i kolegów na torze niczym pan profesor. Przystojniejszy Hunt to z kolei król życia, miłośnik kobiet, hucznych imprez i nonszalanckich wypowiedzi dla prasy: co prawda ożeni się pierwszy, z modelką Suzy (Olivia Wilde w blond włosach), ale charakteru nie zmieni.

Chociaż za scenariusz odpowiadał sam Peter Morgan ("Królowa", "Nixon/Frost"), owe kontrasty podkreślane bywają zbyt jaskrawo, w pewnym sensie mechanicznie, w dodatku niemal w każdej scenie. Scenariuszowa linijka przestaje mieć jednak znaczenie, gdy bohaterowie wchodzą na tor - nie trzeba być fanem wyścigów, żeby adrenalina tłumu, jazgot silników i zawrotne tempo bolidów, z perspektywy których patrzymy na trasę, wbiły w fotel. Kto jak kto, ale Ron Howard potrafi takie widowiska reżyserować tak, żeby nie wpaść w efekciarstwo (choćby montażowe), a jednak znakomicie złapać na ekranie energię brawurowych jazd.

Największym osiągnięciem reżysera jest jednak powściągliwość: peany na cześć sportowej rywalizacji i parcia na zwycięstwo rozbraja humor - jak w scenie, w której Lauda najpierw celnie zapowiada przyszłej żonie (przed "Wyścigiem" Alexandra Maria Lara zagrała u Jakimowskiego w "Imagine"), że jej samochód za chwilę się rozkraczy, a potem sprawi jej - i dwóm Włochom - frajdę, gdy na zwykłej drodze solidnie depnie na gaz.

Im bliżej finału, tym bardziej staje się jednak jasne, że widowiskowe wyścigi i starcie dwóch mistrzów to tylko pretekst, żeby postawić parę całkiem trafnych pytań. Choćby o sport, ale też podejście do życia. Grający Laudę Daniel Brühl świetnie pokazuje metodyczne parcie na sukces - skuteczne (tytuł mistrza świata zdobył trzykrotnie), ale chłodne. Nonszalancki, paradujący w rozpiętej koszuli Chris Hemsworth traktuje wyścigi jak piekielnie ryzykowną zabawę dużego dziecka, który tak samo jak na torze zachowuje się w życiu.

Jak mówi w ostatniej, nazbyt sentymentalnej zresztą rozmowie z Laudą, zdobył sukces i pieniądze po to przecież, żeby z tego korzystać. Czy więc nad losem Hunta, jak twierdzi Lauda, warto się smucić? Nie widzę powodu.