Wielki Liberace ***

Władzio Valentino Liberace karierę robił w USA, ale korzenie miał włosko-polskie. Artysta-showman kochał przepych, był królem kiczu, ale talentu mu nie brakowało. Na fortepianie zawsze stawiał świecznik (stąd tytuł oryginalny: "Behind The Candelabra" - "Za świecznikiem"). Film "Wielki Liberace" to jego nietypowa biografia, widziana oczami jednej z największych miłości jego życia, młodego chłopaka Scotta Thorsona.

Zarówno wcielający się w tytułowego bohatera Michael Douglas, jak i odgrywający postać Thorsona Matt Damon, wywiązali się ze swojego zadania bardzo dobrze. Solidne wsparcie dostali od osób odpowiedzialnych za scenografie i kostiumy - w tych wnętrzach rzeczywiście mógł żyć Liberace (albo Midas).

Problem z biograficznym melodramatem Stevena Soderbegha jest taki, że jest to film telewizyjny. I dosłownie - "Wielki Liberace" zrobiony został dla stacji HBO i w USA nie był pokazywany w kinach - i w przenośni. Mimo całego włożonego w film profesjonalizmu, czuje się, że nie jest to produkcja kinowa. I na tym "Liberace" trochę traci w odbiorze. Ponadto, im dalej w film, tym bardziej robi się nużący.

Przy okazji wyśmienitego "Panaceum" (premiera miała miejsce pół roku temu) grożono nam, że to pożegnalny film Soderbergha. Przy okazji (telewizyjnego) "Wielkiego Liberacego" ten schemat się powtarza. A Soderbergh powoli zaczyna się łamać i przebąkuje, że kiedyś do reżyserowania pewnie wróci. Bez wątpienia szybciej, niż wszyscy myślimy. Zwłaszcza, że byłby w stanie pożegnać się lepiej.

Ocena film.gazeta.pl: 3/6
Wielki Liberace (Behind the Candelabra); Biograficzny, Dramat, USA 2013, 118 minut
Reżyser: Steven Soderbergh; Występują: Michael Douglas, Matt Damon, Dan Aykroyd, Debbie Reynolds; Dystrybutor: Gutek Film




Ocena Gazety Co Jest Grane: 5/6 - Film graniczy z "kampem", ale nigdy granicy tej nie przekracza (a i tak zapewne będzie oskarżany o powielanie gejowskich stereotypów). Jak dla mnie - pierwszorzędna robota - ocenia Paweł Mossakowski