Ocalony ***

USA 2013 (Lone Survivor). Reż. Peter Berg, Aktorzy: Mark Wahlberg, Taylor Kitsch, Emile Hirsch, Eric Bana
Patetyczno-sentymentalna, wojenna, krwawa jatka. Tyle że wszystko na faktach.

"Tutaj wygrywa się siłą woli" - słyszymy na początku, gdy widzimy autentyczne materiały ze szkoleń Navy Seals. Mordercze treningi, wrzucanie do basenu ze związanymi rękami i nogami, śpiewanie "Cichej nocy" w lodowatej wodzie. I przyjaźń: "Dobrze mieć kumpli, na których mogę polegać i którzy mogą polegać na mnie". W "Ocalonym" sprawdzić ma się ona podczas operacji Red Wings, której celem jest jeden z najgroźniejszych przywódców talibów w Afganistanie Ahmad Shah. Ale operacja okaże się fiaskiem.

Peter Berg - ten sam, który zrobił "Królestwo", ale też nieszczęsny "Battleship" - sięgnął po wspomnieniową książkę Marcusa Luttrella (gra go Mark Wahlberg, również producent filmu). Czyli jednego z czterech członków elitarnych Seals, którzy mieli w górach Hindukusz Shaha pojmać lub zabić. Operację popsuła jednak nieoczekiwana grupa prowadzących pasterzy: Amerykanie najpierw ich obezwładniają, a potem puszczają wolno. Co kończy się zmasowanym atakiem talibów, którzy będą w stanie jeszcze zestrzelić skierowany na pomoc śmigłowiec. Tytuł nie pozostawia złudzeń: tylko jeden z komandosów przeżył.

)

Berg sprawia wrażenie, że jest w swoim żywiole: "Ocalony" to z pietyzmem zrealizowane kino wojenne. Amerykanie rozmawiają oczywiście, kiedy tylko można, o dziewczynach, obecnych i przyszłych żonach, kultywują żołnierski mit (wciąż słyszymy o "walce ze złem" i nieodpartym pragnieniu, żeby sprawdzić się w nieludzkich warunkach), ale w Afganistanie stają się po prostu zwierzyną do upolowania. Świst lecących kul, odgłos rozszarpywanego ciała, krew ("jaka czerwień!" - krzyczy zdumiony komandos) i efektowna śmierć - to właśnie reżyser lubi najbardziej. Dzięki współpracy z Luttrellem wiernie trzyma się faktów, dba o detale. Ale zawodzi jako filmowiec.

"Ocalony" to bowiem brawurowo zrealizowana jatka przeplatana to nieznośnym patosem, to znów sentymentalnymi obrazkami kiepskiej próby. Bohaterów w pewnym sensie brak: wszystkie postaci równie powierzchowne, przypominające grupę nieodróżniających się, żołnierskich samców wychowanych w kulcie siły. Owszem, Berg zabiera do piekła, ale o tym piekle niczego nowego nie mówi. Wyjątkowo zgadzam się z amerykańską Akademią Filmową, która wyróżniła obraz dwiema nominacjami do Oscara za najlepszy dźwięk i montaż dźwięku. Bo w tym właśnie "Ocalony" jest najlepszy.