Pozycja dziecka *****

Rumunia 2013 (Pozitia copilului) Reż. Calin Peter Netzer. Aktorzy: Luminita Gheorghiu, Bogdan Dumitrache, Ilinca Goia
Rumuński dramat rodzinny.

Jeśli chodzi o styl, "Pozycja dziecka" stanowi typowy przykład obecnego kina rumuńskiego, od ładnych kilku lat triumfującego na międzynarodowych festiwalach (filmu Netzera zaszczyty też nie ominęły: dostał główną nagrodę w Berlinie w 2013 r.). A więc kamera z ręki, wiele zbliżeń na twarze wykonawców, mnóstwo dialogu (u nas lekceważonego, bo przecież "kino to sztuka obrazu"). A jeśli idzie o zawartość, to - mimo że film jest głęboko zanurzony w realiach współczesnej Rumunii - jest ona całkowicie uniwersalna. Netzer przygląda się tu bowiem, ostro i przenikliwie, relacji matka-syn, a więc jednej z najpowszechniejszych relacji międzyludzkich. I niekiedy jednej z najtrudniejszych.

)

A zaczyna się to wszystko w konwencji niemal thrillera. Trzydziestokilkuletni Barbu (Dumitrache) powoduje na autostradzie wypadek drogowy, w którym ginie kilkunastoletni chłopak. Wina Barbu jest oczywista: jechał zdecydowanie za szybko. Ale jego matka, Cornelia (fantastycznie zagrana przez Luminitę Gheorghiu), z zawodu architekt wnętrz, pani z towarzystwa, zamożna i ustosunkowana, natychmiast przystępuje do energicznej akcji, która ma go wybawić z opresji. Usiłuje zmienić treść jego zeznań, straszy policjantów wysokimi znajomościami, proponuje łapówkę świadkowi. Jednak sam Barbu, przybity i gnębiony poczuciem winy, wcale jej działań nie popiera i wolałby raczej, aby trzymała się od sprawy z daleka...

"Czy operatywnej mamusi uda się uratować syna przed karną odpowiedzialnością?" - jest tu pytaniem drugorzędnym, właściwie nieistotnym, pojawiającym się tylko na początku opowieści. Trudno zresztą byłoby zbudować na nim całość filmu: nie lubimy wszak piratów drogowych, uważamy, że winni powinien ponieść karę, więc z gorączkowymi zabiegami Cornelii trudno byłoby się solidaryzować, nawet uwzględniając tzw. serce matki. Daleko ciekawsze i ważniejsze jest to, co dzieje się między nią - władczą i dominującą - a jej synem, niegdyś (najprawdopodobniej) rozpieszczanym jedynakiem, dziś płacącym za to życiowym tchórzostwem i niezdolnością do brania na siebie odpowiedzialności. I próbującym się uwolnić od jej nachalnej miłości (scena masażu wprowadza tu niepokojąco edypalne tony) poprzez zerwanie z nią kontaktu albo ciągłe jej obrażanie. Obie te postacie są zresztą niejednoznaczne. Czy w działaniach Cornelii jest tylko bezinteresowne uczucie matki chcącej uchronić syna przed życiową katastrofą i ocalić jego przyszłość? Czy nie próbuje ona w ten sposób wrócić do jego życia, z którego została wyrugowana, i zaskarbić sobie synowską wdzięczność?

Przy okazji Netzer ukazuje też, dyskretnie i jakby na marginesie, atmosferę życia w postkomunistycznej, bardzo skądinąd "klasowej", Rumunii, w której liczą się głównie znajomości, korupcja jest powszechna, a prawda i sprawiedliwość mają swoją - negocjowalną - cenę. Film można by również traktować jako metaforę kraju próbującego uwolnić się od komunistycznego, zalecającego się swoją "opiekuńczością", dziedzictwa, ale taka głębinowa interpretacja nie wydaje mi się konieczna. Najistotniejszy jest w nim wymiar psychologiczny, analiza toksycznego i destrukcyjnego międzypokoleniowego związku.

Zetknąłem się z opinią, że nie do końca i nie całkiem satysfakcjonująco zostaje on tutaj rozwiązany, ale ja sam nie odniosłem takiego wrażenia. Dla mnie scena (znakomita w swojej metaforycznej skrótowości), w której Barbu domaga się od matki otwarcia zablokowanych przez nią drzwi samochodu - przypomnę, że robi się to wioząc małe, pięcioletnie dziecko - jest wystarczająco wymowna. Mocny, intensywny i świetnie zagrany film - jeden z tych, których możemy Rumunom tylko pozazdrościć.