Fenomenalna Juliette Binoche w "Camille Claudel, 1915"

W 1988 r. powstał nominowany do Oscara film "Camille Claudel" z Isabelle Adjani (nominacja dla najlepszej aktorki) i Gerardem Depardieu, opowiadający o związku bardzo znanego rzeźbiarza Auguste'a Rodina i, nieco mniej znanej, tytułowej rzeźbiarki. Urodziwa Claudel była od swojego mistrza o 24 lata młodsza, ale - o czym nie rozprawiano wówczas zbyt głośno - niekoniecznie mniej utalentowana. Rodin nigdy nie rozstał się jednak z Rose Beuret, nazywanej oficjalnie jego żoną. W XX wiek Claudel i Rodin wchodzili już jako niemal obcy sobie ludzie. Niedługo potem rodzina Claudel umieściła ją w szpitalu dla umysłowo chorych. Akcja "Camille Claudel, 1915" rozgrywa się na przestrzeni kilku dni 1915 roku i ukazuje życie byłej rzeźbiarki w placówce, w której została osadzona.

Filmów reżysera i scenarzysty Brunona Dumonta ("Ludzkość", "Flandria") nie ogląda się przyjemnie i "Camille Claudel, 1915" nie jest wyjątkiem od tej reguły. To trudny i bolesny seans, który przez 95 min jedynie pojedynczymi drobnostkami wynagradza nam włożony weń trud. Dopiero pod koniec zaczynamy doceniać to, co widzimy. Dopiero po kilku godzinach wspomnienia przeżytego doświadczenia przekonają nas, że obejrzeliśmy naprawdę dobry i ważny film.

Jednym z większych plusów biograficznego obrazu Dumonta jest to, że można oglądać go na wiele sposobów. Z jednej strony, to klasyczna tragedia - Claudel zdecydowanie nie jest osobą zdrową, ale nie kłamie, twierdząc, że placówka, z której desperacko pragnie się wydostać, nie jest miejscem dla niej. Na tle pozostałych pacjentek eks-rzeźbiarka wydaje się zdrowa jak koń - w ich towarzystwie może co najwyżej bardziej zwariować. Czy należałoby stworzyć dla niej jakieś miejsce pomiędzy, swego rodzaju czyściec?

"Camille Claudel, 1915" to też historia niemal kryminalna - bohaterka twierdzi, że Rodin mści się na niej i próbuje przejąć wszystko, co do niej należy. Brzmi jak lament paranoika, ale może Claudel ma rację? Do tego należy dodać przejmującą w trzecim akcie wiodącą rolę postać cenionego poety i dyplomaty Paula Claudela, młodszego brata Camille, na którego wizytę pacjentka niecierpliwie czeka. To on ma decydujący głos w sprawie siostry. Może ją wydostać, więc dlaczego tego nie zrobi? Czy (pod)świadomie mści się na siostrze za to, że została obdarzona talentem większym od niego?

"Camille Claudel, 1915" jest również filmem głęboko acz subtelnie (jakże rzadko się to ostatnio zdarza) feministycznym. Dumont stawia sprawę jasno - mężczyzna nie mógłby paść ofiarą takiego traktowania.

Nic by tu nie zadziałało, gdyby nie odtwórczyni głównej roli - pierwsze tak wielkie nazwisko, jakie Dumont kiedykolwiek zatrudnił. W filmie często przyglądamy się milczącej twarzy Juliette Binoche, która, właściwie nie musiałaby się odzywać ani słowem. Binoche wypada fenomenalnie. Kontrast między nią a resztą pacjentek jest tym wyraźniejszy, że "odgrywają" je osoby naprawdę upośledzone. Uważam, że to decyzja etycznie wątpliwa, ale Dumont broni się efektem końcowym.

Ocena Film.Gazeta.pl: 4/6



Camille Claudel, 1915
Biograficzny, Dramat, Francja 2013, 95 minut
Reżyser: Bruno Dumont; Występują: Juliette Binoche, Jean-Luc Vincent, Robert Leroy
Dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty; Premiera w kinach: 25 kwietnia

Więcej o: