Rodzinne rewolucje. Nie jest wyjątkowo śmiesznie, ale film jest w porządku. Do tego często - z powodzeniem! - uderza w poważne tony

Amerykańscy krytycy ledwo co otarli noże z krwi po sztyletowaniu ?Jeszcze większych dzieci?, a już muszą ponownie plamić ręce kolejnym filmem Adama Sandlera. Wyciągają więc broń i dźgają na ślepo, dopiero po chwili zorientowawszy się, że Sandler użył podstępu i zatrudnił też uwielbianą przez nich Drew Barrymore. Krytycy spuścili z tonu nieznacznie, ale krwawej masakry nie zaprzestali. Biedni, ślepi głupcy.
"Rodzinne rewolucje" opowiadają o Jimie (Sandler) i Lauren (Barrymore), samotnych rodzicach, nieradzących sobie z wychowywaniem dzieci. Jim nie potrafi obchodzić się z trzema córeczkami, a dwóch chłopców to zdecydowanie za dużo do udźwignięcia dla Lauren. Rodzicielstwo to i tak nic, w porównaniu z randką w ciemno, na jaką umówiona została ta dwójka. Jakoś przeżyli randkową katastrofę, mając nadzieję, że nigdy więcej się nie spotkają. Przypadek chce (przypadek tak naciągany, że trudno go przełknąć nawet w komedii z Sandlerem), że Jim i Lauren wyjeżdżają z dziećmi na turnus do tego samego luksusowego ośrodka w RPA.

A co to jest za ośrodek! The Palace Hotel of the Lost City w kurorcie Sun City, położonym nieopodal Pretorii, na ekranie prezentuje się olśniewająco. Podobnie jak współpraca Sandlera i Barrymore, którzy zaprezentowali ją już w "Od wesela do wesela" (1998) i "50 pierwszych randkach" (2004).

O ile nie wyparłem tego z pamięci, to w "Rodzinnych rewolucjach" nie ma ani jednego żartu o kupie ani wymiocinach! Jest bardzo kulturalnie... jak na film z Sandlerem. Nie jest też wyjątkowo śmiesznie - nie jest to "Nie zadzieraj z fryzjerem" - ale film daje radę, a do tego często, z powodzeniem, uderza w poważne tony.

Nowy film Franka Coraciego (reżyser "Od wesela do wesela", "Kariery frajera", "Klik: i robisz, co chcesz") podtrzymuje niezłą passę wygrzebującego się z dołka Sandlera ("Jack i Jill"), zatrzymując go w odpowiadającej mu stylistyce, a przy tym dając komikowi coraz bardziej przez niego upragnioną możliwość mówienia również o rzeczach ważnych, zupełnie na poważnie (jak w "Funny People" czy "Trudnych słówkach").

Za co więc "Rodzinnym rewolucjom" tak się obrywa? Za stereotypy. Mężczyźni są tu mężczyznami, a kobiety kobietami. Sposób ukazania Afrykanów - możecie się domyślać (i może wam się spodobać drugoplanowy, popisujący się muskulaturą Terry Crews, w Polsce znany najbardziej jako "koleś z reklam Old Spice'a"). Najgorsza obelga dla koszykarza? "Przegrałeś z dziewczyną"! Na amerykańskich krytyków takie zagrywki działają jak płachta na byka, ale jeśli wy jeszcze nie daliście się zwariować politycznej poprawności, spędzicie w kinie bardzo miłe dwie godziny.

Ocena Film.Gazeta.pl: 4/6



Rodzinne rewolucje (Blended); Komedia, USA 2014, 117 minut; Reżyser: Frank Coraci; Występują: Adam Sandler, Drew Barrymore, Kevin Nealon

Więcej o:
Skomentuj:
Rodzinne rewolucje. Nie jest wyjątkowo śmiesznie, ale film jest w porządku. Do tego często - z powodzeniem! - uderza w poważne tony
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX