Gra tajemnic ****

Milion ofiar śmiertelnych to tragedia, jedna - to statystyka.
"Gra tajemnic" to biograficzna opowieść o genialnym matematyku, kryptologu i jednym z twórców informatyki, Alanie Turingu. Jak trafnie zauważył jeden z zagranicznych recenzentów, Turing był pierwszym na świecie hakerem. I zhakował Adolfa Hitlera.

Film skupia się głównie na zmaganiach Turinga i jego zespołu z niemiecką maszyną szyfrującą Enigmą, złamanie kodu której miało znacząco dopomóc aliantom w zmaganiach z nazistami (choć Turing zmagać musiał się równie mocno z opornymi mu przedstawicielami wojska czy machiną administracyjną, niewierzącymi w powodzenie jego misji i chcącymi wstrzymać dotowanie projektu), ale oferuje również przeskoki w czasie do dzieciństwa i powojennych losów protagonisty.

Już niecałe 20 lat temu powstał film telewizyjny oparty na książce Andrew Hodgesa "Alan Turing: The Enigma". Teraz na jej podstawie swój debiutancki scenariusz napisał Graham Moore. Tekst został swego czasu zakupiony za pokaźną sumkę przez Warner Bros., którzy spodziewali się, że w projekt zaangażuje się Leonardo DiCaprio. Aktor odpuścił, tak samo postąpili w końcu Warner Bros. Film jednak w końcu powstał, a że nazwisko reżysera także niczego nie gwarantowało - kojarzony m.in. z "Łowcami głów" Morten Tyldum w swym pierwszym anglojęzycznym filmie spisał się jednak dobrze - na pewniaków trzeba było postawić czy to w temacie muzyki (chyba odrobinę za ciężko pracujący ostatnio Alexandre Desplat), czy obsady. Drugi plan uświetniają bardzo solidni Matthew Goode, Mark Strong, Charles Dance czy Rory Kinnear, ale wyróżnia się wśród nich Keira Knightley, która ma ostatnio naprawdę niezłą passę.

Wszystkie oczy skierowane są jednak na wcielającego się w Alana Turinga Benedicta Cumberbatcha. Nie ukrywam, że od wpatrywania się w niego moje oczy są już nieco zmęczone. Cumberbatch zagrał dobrze, ale nie potrafię dostrzec w nim geniuszu, o który jest od jakiegoś czasu oskarżany. Turing to kolejna - po Sherlocku Holmesie, Julianie Assange'u czy nawet Khanie ze "Star Treka" - bardzo podobna postać w jego portfolio. Oglądając pierwszą scenę można nawet podejrzewać, że przez pomyłkę trafiło się na seans "Sherlocka".

"Gra tajemnic" nie jest filmem dokumentalnym i w wielu miejscach z prawdą się dość solidnie mija. Dotyczy to w znacznym stopniu przykrych, powojennych losów Turinga. Patriotów uspokajam - choć o Polakach, niestety, wiele się tu nie mówi, to wbrew pewnym obawom wkład polskich naukowców w pokonanie Enigmy jest tu zaznaczony.

Dramat wojenny Tylduma trzyma w napięciu zdecydowanie najmocniej, gdy obserwujemy wojenne zmagania grupki kujonów, zamkniętych w małym ośrodku badawczym. Mimo że nie chcielibyście dać karabinu do ręki żadnemu z nich, to czuć wagę toczonej przez bohaterów bitwy. Znacznie gorzej jest, gdy twórcy próbują poruszać kwestię życia prywatnego głównego bohatera i skrywanego przez niego homoseksualizmu. Tu pole do popisu było równie wielkie, ale życie prywatne i osobiste losy Turinga wyglądają w "Grze tajemnic" szalenie nieciekawie, a sceny jego wewnętrznych rozterek są strasznie kiczowate. Wychodzi na to, że Stalin nie miał racji, zauważając, że jedna śmierć to tragedia, milion - to statystyka. W "Grze tajemnic" jest dokładnie odwrotnie.

Ocena: 4/6



"Gra tajemnic", biograficzny, dramat, USA, Wielka Brytania 2014, 115 min., reż. Morten Tyldum, występują: Benedict Cumberbatch, Keira Knightley, Matthew Goode, Mark Strong