Haker *

Obawiam się, że Michael Mann przebił "Miami Vice".
Nie sądziłem, że Michaelowi Mannowi ("Gorączka", "Ostatni Mohikanin") przyjdzie to z taką łatwością, ale po krótkiej przerwie na w miarę przyzwoitych "Wrogów publicznych" udało mu się nakręcić film gorszy od "Miami Vice".

"Haker" zaczyna się od kilkuminutowej sekwencji, w której oglądamy podróżujące kablami elektroniczne impulsy. Jak okaże się kilka godzin (odczuwalny czas trwania prologu) później, podróżował nimi wirus, za pomocą którego złośliwy haker doprowadził do katastrofy elektrowni. A to dopiero początek jego dzieła zniszczenia - komputerowy maniak wkrótce zacznie manipulować giełdą. W takiej chwili połączone siły służb Chin i USA muszą zwrócić się po pomoc do najpotężniejszego im znanego hakera, odsiadującego srogi wyrok Nicholasa Hathawaya, w którego wciela się... Chris Hemsworth? Filmowe rodzeństwo grają znani z "Ostrożnie, pożądanie" Wei Tang i Leehom Wang, a większa część akcji "Hakera" toczy się w Azji, bo na tamtejszych rynkach Hollywood zarabia ostatnio najwięcej, więc bez mrugnięcia okiem robi wszystko, by się chińskim władzom i widzom podlizać.

Zgadza się. Od teraz hakerzy mają umysł superkomputera, ciało Thora, a jakby tego było mało to jeszcze mistrzowskie riposty (i spory zasób cytatów z książek Paulo Coelho). Nic dziwnego, że postać odgrywana przez Wei Tang zakocha się w głównym bohaterze, chociaż nie zauważycie nawet, kiedy, ani dlaczego (w porządku, na pytanie "dlaczego?" odpowiedziałem w poprzednim zdaniu).

Debiutancki scenariusz Morgana Davisa Foehla, pracującego wcześniej m.in. w ekipach montażowych filmów Adama Sandlera, jest tak zły, że znacznie łatwiej byłoby przerobić go na Sandlerowską komedię, niż zrobić z niego dobry thriller akcji. W pierwszej połowie filmu postaci siedzą przed komputerami, głośno stukają w klawiatury i posługują się skomplikowanym, hakerskim językiem, dzięki czemu ekrany komputerów wybuchają feerią barw (co jest podobno oznaką skutecznego działania), a w drugiej połowie okazuje się, że główny bohater jest też niezłym strzelcem i wojownikiem, wobec czego rusza na ulice, by rozprawić się z przeciwnikami w sposób, który dotknie ich też namacalnie i fizycznie.

Mann stosuje wszystkie sztuczki ze swojego katalogu, dzięki czemu niektóre sceny akcji - z finałowym pojedynkiem na czele - ogląda się z prawdziwą przyjemnością, ale inne - jak ta zmuszająca nas do długiej obserwacji dziurawionego przez kule kontenerowca - są nieciekawe lub zwyczajnie głupie. Potworne są też niektóre dialogi, sceny i fabularne pomysły. Jeśli nie kupicie w barze żadnych przekąsek, zaśniecie najdalej po godzinie.

W ostatnich miesiącach można odczuwać lekki przesyt kinem hakerskim, ale jeśli macie ochotę na bardzo dobry film w tym klimacie, koniecznie wybierzcie się na grany w polskich kinach od tygodnia "Who Am I. Możesz być, kim chcesz". "Hakera" nie uratowałoby nawet tysiąc patchy.

Ocena: 1/6



"Haker", kryminał, akcja, USA 2015, 100 min, reż. Michael Mann, występują: Chris Hemsworth, Wei Tang, Viola Davis, Ritchie Coster, Holt McCallany, Yorick van Wageningen, Leehom Wang, William Mapother