Hiszpanka *

Tajemnica Sagali: Rekinado.
Do Polski zmierza Ignacy Jan Paderewski (Jan Frycz). Prusacy wierzą, że jego przyjazd doprowadzi do wybuchu powstania (wielkopolskiego). Ponieważ walczą o zachowanie kontroli nad tym terytorium, zamierzają powstrzymać kompozytora i przyszłego premiera za wszelką cenę. Prusy mają po swojej stronie bezlitosnego najemnika-telepatę, dr. Manfreda Abusego (Crispin Glover), czyli Dartha Vadera bez wiadra na głowie. Biało-czerwone stronnictwo spirytystów i stowarzyszonych miłośników sprawy polskiej będzie walczyć z nim za pomocą własnych umysłów. Być może pomoże im arcywróg Abusego, największy żydowski telepata, Rudolf Funk (Artur Krajewski z efektownie zszytą połową ust).

Gdy niektórzy śmiali się, oglądając pierwszy zwiastun i czytając opis fabuły, walczyłem z nimi: "gdyby to był film Christophera Nolana, podniecalibyście się już, że zapowiada się arcydzieło". Nie ukrywam, że bardzo na "Hiszpankę" liczyłem - spodziewałem się produkcji w stylu australijsko-nowozelandzkich seriali fantasy lub s-f dla młodzieży. O podobnie żenujących efektach specjalnych, na które można przymknąć oko, bo z wciągającą fabułą. Niestety, "Hiszpanka" okazała się żenująca pod każdym względem.

Nie wiem, czego spodziewałem się po reżyserze i scenarzyście Łukaszu Barczyku ("Nieruchomy poruszyciel"), który bez wątpienia obejrzał wszystkie te australijskie seriale, a także "Gwiezdne wojny" i całą klasykę kina przygodowego. Potem losowo pozszywał wszystkie motywy, które zapamiętał i tak powstała fabuła "Hiszpanki". Pierwszy akt filmu to prawdopodobnie najgorsze wprowadzenie w kinie tego stulecia. Barczyk bez wytchnienia mnoży wątki, wprowadza kolejne postaci i pokazuje zdarzenia, które nie mają ze sobą żadnego związku. Kim są ci ludzie, co robią, o czym rozmawiają, o co tu chodzi? W niektórych przypadkach, zdążycie dowiedzieć się jeszcze przed końcem filmu. Reżyseria jest koszmarna, a większość zdarzeń dzieje się, bo tak zadecydował scenariopisarski bóg.

"Hiszpanka" to piękna katastrofa. Chociaż efekty specjalne są fatalne, to dwa aspekty filmu zasługują na ogromne pochwały: scenografia Jagny Janickiej ("Persona non grata", "Pod Mocnym Aniołem") i kostiumy Doroty Roqueplo ("W ukryciu", "Miasto 44"). Gdy podziwia się piękne wnętrza, aż żal ściska człowieka, że całe to piękno marnuje się w tak koszmarnym filmie. Wspaniałym odkryciem jest dla mnie piosenka Adama Astona "Jo-jo", ale nawet ona nie skłoniła mnie do podwyższenia oceny.

Choć "Hiszpanka" to superprodukcja z międzynarodową obsadą (w kampanii reklamowej eksponuje się przede wszystkim Crispina Glovera, znanego z roli ojca Marty'ego McFly'a w "Powrocie do przyszłości", ale, nie oszukujmy się, nie jest to aktor nawet trzecioligowy) i polskimi gwiazdami (Jakub Gierszał, Piotr Głowacki, Magdalena Popławska, znakomity Jan Peszek), to, niestety, cała para poszła w jo-jo. Dobrze, że chociaż powstanie udało się wygrać...

Ocena: 1/6



"Hiszpanka", historyczny, kryminał, akcja, Polska 2014, 110 min., reż. Łukasz Barczyk, występują: Crispin Glover, Jakub Gierszał, Jan Peszek, Florence Thomassin, Artur Krajewski, Tomasz Kowalski, Sandra Korzeniak, Patrycja Ziółkowska