Wyspa kukurydzy **

Tam, gdzie nie rosną mandarynki.
Początek lat 90., konflikt gruzińsko-abchaski. Trudno sobie wyobrazić miejsce, gdzie granice rozmywałyby się bardziej, niż rzeka Inguri, zaznaczającą przestrzeń między Gruzją i Abchazją. Co więcej, każdego roku Inguri odsłania niewielkie wysepki, na których można w lecie uprawiać kukurydzę. W zimie ziemia na powrót jest zalewana. O wspaniałej sile przyrody informowani jesteśmy już przez napisy na początku filmu. Gdy na taką wyspę przybędą staruszek (Ilyas Salman) i jego wnuczka (Mariam Buturishvili), okaże się, że ciekawie już było.

"Wyspa kukurydzy" równie dobrze mogłaby być dokumentem pod tytułem "Tydzień na działce". Stuminutowy, niemal niemy seans składa się głównie z obserwacji, jak mężczyzna i dziewczyna uprawiają ziemię. Po rzece co jakiś czas przepłyną się wrodzy żołnierze, a odrobinę ciekawiej zrobi się dopiero w trzecim akcie, gdy na niewielkim skrawku ziemi ludzcy uzurpatorzy ukrywać będą przed wodnym patrolem rannego przedstawiciela sił drugiej strony.

Być może najważniejszym motywem "Wyspy..." jest dorastanie dziewczynki, która szybko odkrywa, jak kręcący się w okolicy mężczyźni się jej przyglądają (inna sprawa, że to przecież wygłodniali zbójcy) i jaką uwodzicielską mocą dysponuje (a może żadną - jej ewentualni adoratorzy z daleka sprawiają wrażenie, jak gdyby wzięcie kobiety siłą było najlepszą znaną im formą zalotów).

Cytując Stanisława Grochowiaka, można powiedzieć, że bohaterowie uprawiają rozbieranie do snu. A może nawet ubieranie do snu, bo ziemia, o którą tak dbają i tak wkrótce znowu znajdzie się pod wodą. Życie, którym rozkwita dziewczynka, w każdej chwili może się brutalnie zakończyć. Na Wyspie kukurydzy odbywa się ciągła walka o życie, choć niosące śmierć siły natury są nieubłagane.

Za przepiękne zdjęcia do filmu Georgego Ovashviliego ("Drugi brzeg") odpowiada Elemer Ragalyi, ale tajemnicą ich sukcesu jest zapierający dech w piersiach naturalny krajobraz. Wysepki na Inguri wyglądają cudownie, chyba warto zobaczyć te tereny na własne oczy.

"Wyspa kukurydzy" zdobyła Kryształowy Glob, czyli główną nagrodę ostatniego festiwalu filmowego w Karlowych Warach i była gruzińskim kandydatem do Oscara - z rywalizacji odpadła dopiero w styczniu, przy okazji ogłaszania finałowej piątki. Znalazły się w niej estońskie "Mandarynki", również opowiadające o konflikcie gruzińsko-abchaskim, czyli - jeśli zapomnieć o patriotycznych sympatiach - mój prywatny faworyt do zdobycia Oscara. Akademia dokonała słusznego wyboru - różnica klas między nudną, nieodkrywczą "Kukurydzą" a soczystymi, wspaniałymi "Mandarynkami" jest ogromna.

Ocena: 2/6



"Wyspa kukurydzy", dramat, Czechy, Francja, Gruzja 2014, 100 min., reż. George Ovashvili, występują: Mariam Buturishvili, Ilyas Salman, Tamer Levent, Irakli Samushia

Więcej o: