Koszmar zimowych wakacji w "Turyście" Rubena Östlunda. Są duże emocje, ale jest także trochę zabawnie

Wybierasz się w tym roku w góry? Ruben Östlund w swoim najnowszym filmie "Turysta" odsłania niebezpieczeństwa, które może kryć z pozoru niewinny, rodzinny wypad na narty, nie tracąc przy tym humoru.
Tomas i Ebba, szwedzkie małżeństwo, jadą z dwójką małych dzieci w Alpy Francuskie na kilka dni na narty. Pogoda dopisuje, a ośnieżone stoki gór wyglądają imponująco.

Gdy rodzina je lunch na tarasie restauracji, nagle prosto z gór schodzi lawina. Tomas utrzymuje, że to tylko trick organizatorów wypoczynku. Wkrótce wczasowiczów spowija jednak chmura śnieżnego pyłu, a on przerażony chwyta za telefon i ucieka. Ebba zostaje, aby chronić dzieci. Nikomu nic się nie dzieje, ale to wydarzenie staje się okazją do zadania pytania o odgrywane w związku role.



Cywilizowany mężczyzna skonfrontowany z naturą

- Zupełnie nieświadomie większość ludzi spodziewa się, że matka będzie opiekowała się swoimi dziećmi, a ojciec musi się pojawić, gdy nadchodzi poważne niebezpieczeństwo. Jednak dziś mężczyźni niezwykle rzadko muszą stawać na polu walki i chronić własną rodzinę - mówi Östlund.

Z wyobrażeniami o mężu jako tym, który powinien ochraniać rodzinę, mierzy się Ebba. Co powoduje serię gorzkich, ale też zabawnych dialogów. Ebba przy winie podczas kolacji z zaproszonymi znajomymi będzie powracała do wydarzenia na tarasie restauracji, szukając arbitrów w sporze z mężem. Tomas przedstawi swoją, odmienną wersję wydarzeń.

Trochę liczb. Kobiety i dzieci ratują się ostatnie

- Według badań to właśnie mężczyźni są bardziej skłonni do ucieczki w sytuacjach kryzysu i zagrożenia. Statystyki dotyczące katastrof na morzu pokazują, że wśród ocalałych jest znacznie więcej mężczyzn niż kobiet - mówi szwedzki reżyser. I podkreśla, że to, co go najbardziej interesuje to kontrast między oczekiwaniami wobec mężczyzn a rzeczywistością.

Dystrybutorzy filmu podsuwają kilka liczb, które mogą świadczyć o tym, jak wygląda rzeczywistość. Mikael Elinder i Oscar Erixon z wydziału ekonomii Uppsala University przeanalizowali dane dotyczące 18 katastrof morskich w ciągu trzech wieków, w których zginęło 15 000 ludzi o 30 narodowościach. W tych katastrofach zginęło 62, 6 proc. kobiet, które były pasażerkami statków i 73,3 proc. mężczyzn uczestniczących w podróży. Ale już odsetek dzieci, które poniosły śmierć w katastrofach jest znacznie większy. 84,7 proc. dzieci znajdujących się na pokładzie statków nie udało się przeżyć.

Tezę o częstszej umieralności kobiet i dzieci wydają się potwierdzać także dane dotyczące katastrofy promu Estonia. Tylko 5 proc. kobiet udało się przeżyć, kiedy ocalało 22 proc. mężczyzn.

Mikael Elinder i Oscar Erixon podają, że z ich badań wynika, że kapitanowie i załoga ratowali się znacznie częściej niż pasażerowie. 61 proc. kapitanów ocalało z 18 katastrof, które były przedmiotem badań. - Reasumując, zdaje się, że najlepszą zasadą, jaką można przyjąć w sytuacjach zagrożenia życia to idea, że każdy odpowiada za siebie - podsumowują autorzy badań.

Więcej o:
Skomentuj:
Koszmar zimowych wakacji w "Turyście" Rubena Östlunda. Są duże emocje, ale jest także trochę zabawnie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX