Jupiter: Intronizacja ****

Rozgrzewka przed ?Gwiezdnymi Wojnami?.
Jupiter (Mila Kunis) przybyła do USA z Rosji. Podobno stworzona do większych rzeczy, na razie partycypuje w rodzinnym interesie - sprząta domy bogaczy. Patrząc na szorującą toalety dziewczynę, trudno wyobrazić sobie, że jest ona reinkarnacją kosmicznej władczyni, która w spadku po poprzednim wcieleniu dostała we władanie... Ziemię. Potężne i wiecznie przeciw sobie knujące rodzeństwo Abrasaxów będzie próbowało wykorzystać Jupiter, by zdobyć przewagę nad resztą rodu. A potem zgładzić, bo Jupiter stanowi przecież największe zagrożenie dla ich międzyplaneternej władzy. Prawowitą królową chronić będzie genetycznie modyfikowany pół człowiek, pół wilk (Channing Tatum).

Jeśli pierwszy akapit brzmi dla was jak niezłe brednie, poczekajcie na to, co zaoferuje film... Świat wymyślony przez rodzeństwo Wachowskich ("Matrix", "Speed Racer") jest ogromny i rządzi nim milion zasad, którymi jesteśmy raczeni na prawo i lewo. Nawet twórcy go pewnie nie rozumieją, ale rzucają tyle przedziwnych szczegółów, że musimy uwierzyć, że to bardzo złożone i przemyślane uniwersum.

"Jupiter" jest niejako odwrotnością autoironicznych "Strażników Galaktyki", gdzie najciekawsi byli bohaterowie pozytywni. U śmiertelnie poważnych Wachowskich tytułowa postać stworzona jest fatalnie, jej książę w białych, antygrawitacyjnych butach i z odjętą parą skrzydeł wypada niewiele lepiej, a między wcielającymi się w nich Kunis i Tatumem nie ma za grosz chemii. Za to rodzeństwo Abrasaxów (Eddie Redmayne, Douglas Booth, Tuppence Middleton) i ich królestwa tworzą naprawdę interesujący obraz. Popadający w przesadę Redmayne (Balem Abrasax) to najlepszy Anakin Skywalker - na moment przed pierwszymi przymiarkami do kostiumu Dartha Vadera - jakiego można sobie wyobrazić.

Studio opóźniło premierę filmu o ponad pół roku, żeby dać Wachowskim czas na dopracowanie efektów specjalnych (można w to uwierzyć, bo są ich tysiące) i przygotować lepszą kampanię promocyjną (nie można w to uwierzyć, bo prawie jej nie ma). Mógł więc zaistnieć inny tradycyjny powód takiego przesunięcia - Warner Bros. zwątpiło w sukces "Jupiter". Po obejrzeniu filmu, można ich zrozumieć. Tyle że "Jupiter" to stajnia Augiasza, w której przebywa się z prawdziwą przyjemnością.

Choć space opera Wachowskich pełna jest tropów z "Matriksa" i ich pozostałych dzieł, tyle że kwestie filozoficzne potraktowane zostały tu bardzo pobieżnie, a dla efektu dorzucono mechaniczne pszczoły i wysysanie z ludzi życia, a także wymazywanie pamięci rodem z "Facetów w czerni" i morały takie jak "nieważne, czym się zajmujesz, ważne, kim jesteś" oraz "w całym wszechświecie najważniejszym surowcem jest czas", co przywodzi na myśl niedoceniony "Wyścig z czasem" Andrew Niccola, to pod względem opowiadanej, pełnej dziur i uproszczeń historii wypada raczej marnie. Ale nie dla fabuły warto "Jupiter" obejrzeć.

Jeśli wierzyć w zdumiewające doniesienia specjalistycznej prasy, żeby zrealizować ośmiominutową sekwencję demolki w Chicago, Kunis i Tatum musieli pracować na planie codziennie przez pół roku (praca nad tekstem zajęła im pewnie kilka minut). To mówi o filmie wszystko - "Jupiter" to, przede wszystkim, wizualna orgia. Chociaż w sekwencjach pościgów i strzelanin czasem trudno się połapać, to feeria barw (zwłaszcza wszystkich odcieni tak popularnych w filmach akcji ostatnich lat niebieskiego i pomarańczowego) i tak sprawia niesamowitą frajdę. Walk wręcz jest niewiele, ale są cudowne i czuć, którzy specjaliści się nimi zajmowali. Latające, zielone jaszczury - sługusy Balema - stworzone zostały genialnie. Jest tu też kapitalny człowiek-słoń czy inne olśniewające stwory i efektowne wynalazki przyszłości. Kostiumy zawstydzają nawet te z "Mrocznego widma". Naprawdę, trudno nie odnieść wrażenia, że Wachowscy mimochodem zgłaszają kandydaturę do nakręcenia filmu w świecie "Gwiezdnych Wojen". To świetny pomysł, byle tylko nikt nie pozwalał im dotykać scenariusza.

Na "Jupiter: Intronizacji" wasz mózg będzie chciał przejść w stan czuwania. Jeśli pozwolicie mu na odprężenie, będziecie bawić się znakomicie.

Ocena: 4/6



"Jupiter: Intronizacja", akcja, Sci-Fi, USA 2015, 125 min., reż. Andy Wachowski, Lana Wachowski, występują: Mila Kunis, Channing Tatum, Sean Bean, Terry Gilliam, James D'Arcy, Eddie Redmayne, Douglas Booth, Gugu Mbatha-Raw, Tuppence Middleton

Więcej o: