Rzymska aureola ***

Życie na podglądzie.
W oryginale film nosi tytuł "Sacro GRA", gdzie GRA to skrót od Grande Raccordo Anulare, jak nazywa się największa obwodnica Rzymu. Akronim utworzono od nazwiska projektanta trasy, Eugenia Gry. Twórca "Rzymskiej aureoli" także bawi się słowem - jego tytuł brzmi prawie jak "Sacro Graal", co jest włoskim zapisem Świętego Graala. Jak zamierza udowodnić Gianfranco Rosi ("Pokój 164. Spowiedź mordercy"), w przedstawianych przez niego miejscach nie ma żadnej świętości - jest tylko szara, brudna proza życia.

"Rzymska aureola" nie komentuje, nie ocenia - wyłącznie pokazuje. Właściciela pałacyku, wynajmującego lokal dla fotografa, przygotowującego fotostory do taniej gazetki, mieszkających w małej kawalerce ojca i córkę, ratownika medycznego, prostytutkę i wielu innych ludzi, którzy mieszkają lub pracują przy tytułowej drodze.

Jedynym komentarzem wydaje się istnienie (najmniej ciekawego) wątku ekscentrycznego przyrodnika, badającego okoliczną faunę. W ten sam sposób twórca przygląda się przecież ludzkim mrówkom, zgromadzonym wokół tytułowej drogi. A ich życie po prostu płynie - niczym auta po autostradzie.

A może jednak da się tu odnaleźć jakieś elementy cudowności? Niemal w każdej historii jest szczypta humoru, właściwie każdy bohater jest w jakiś sposób pokiereszowanym życiowo, zwykłym człowiekiem, a jednak trudno nie odczuwać do nich wszystkich sympatii. Może każde życie jest cudem, każdy człowiek jest święty?

Filmowanie zajęło Rosiemu dwa lata, montaż kolejnych osiem miesięcy. Chyba się opłaciło, bo "Rzymska aureola" została pierwszym w historii Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji dokumentalnym zdobywcą Złotego Lwa (i pierwszym od 1998 r. nagrodzonym na festiwalu filmem włoskim). Jej proste historie mogą niektórych znużyć, ale oddziałują na widza jakąś magiczną, tajemniczą siłą.

Ocena: 3/6



"Rzymska aureola", dokumentalny, Włochy, Francja 2013, 85 min., reż. Gianfranco Rosi

Więcej o: