Ilu lat potrzeba, aby zrekonstruował się las? Edukacyjny film? Tak. Ale nudno nie jest! "Był sobie las" od piątku w kinach

Dlaczego owoce są słodkie? Ile ważą wszystkie mrówki w tropikalnym lesie? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w filmie "Był sobie las" Luca Jacqueta, nagrodzonego Oscarem za film "Marsz pingwinów". I zobaczycie las przedstawiany przez Francisa Hallé, francuskiego przyrodnika, jako pełen uczuć i przemyślanych strategii.
- Nim będzie za późno pragnę przedstawić wam tę życiową podróż: historię wielkich drzew lasów tropikalnych - rozpoczyna film Francis Hallé, którego poznajemy pochylonego nad kartką papieru, na którą przenosi szczegółowe rysunki przedstawiające las. Jego kreska będzie ilustrowała procesy zachodzące w przyrodzie - rośnięcie pierwszych drzew, konkurencję między nimi o środki niezbędne do życia i w końcu ich śmierć.

W animacjach opartych na pracach Hallé'a ukazane jest subiektywne spojrzenie na obrazowaną przyrodę, uczuciowe, zaangażowane do niej podejście. Ale siłą filmu są także zdjęcia Antoine'a Marteau zrealizowane w lasach deszczowych w Peru i Gabonie, przedstawiające zarówno świat najmniejszych istot zamieszkujących las, jak i monumentalnych drzew.



Film Luca Jacqueta ma niewątpliwie charakter edukacyjny i spokojnie może pełnić rolę ciekawej lekcji przyrody. A jego stawką jest uświadomienie widzom, że od wycięcia lasu do odbudowania jego skomplikowanej struktury wiedzie bardzo długa droga. - Próbowałem znaleźć wspólny mianownik tego wszystkiego, co odkryłem dzięki Francisowi. Kiedy powiedział mi, że potrzeba 700 lat, aby las w tropikach stał się pierwotnym, wiedziałem, że moja historia przebiega tą drogą - mówi Luc Jacquet, reżyser filmu.

- Wyobraziłem sobie zdewastowaną ziemię, którą zostawilibyśmy w spokoju na siedem wieków. Las rekonstruuje się jak puzzle na oczach widzów aż do uzyskania punktu równowagi, to znaczy ostatecznego punktu, w którym łączą się wszystkie żywe organizmy na niego się składające. Las przypomina domek z kart, w którym każda z nich jest niezbędna, aby stał prosto - wyjaśnia.

O miłości, konkurencji i współpracy

Na pewno warto, aby nauczyciele zainteresowali filmem swoich uczniów, ale na "Był sobie las" można z powodzeniem wybrać się do kina także w poszukiwaniu emocji. To, że narracja prowadzona jest z perspektywy prawdziwego pasjonata tematu jest niewątpliwie atutem filmu. Francis Hallé zaraża swoim zaangażowaniem i niemal uczuciowym stosunkiem do przedmiotu opowieści. W końcu rośliny przedstawione są niemal tak jakby były zdolne odczuwać, a na pewno kierować swoim losem.

Istnieją drzewa, które zachęcają mrówki do zamieszkania w ich pniach, aby ochronić się przed łasymi na liście gąsienicami. Inne potrafią zmienić kształt swoich liści, aby uniknąć niepożądanych gości. Ale historia lasu to przede wszystkim opowieść o umiejętności współpracy ale i konkurencji. Las to system zależności. Przedstawiony świat zachwyci na pewno tych, którzy szukają informacji o świecie przyrody, ale może też być niezłą lekcją współpracy w każdym systemie.

- Pomysłem było, aby pokazać ciągłą relację drzew współgrających z żywymi istotami, dać do zrozumienia, że drzewa dosłownie manipulują fauną dla własnych potrzeb. Rośliny nieustannie zwodzą zwierzęta z prostej przyczyny - potrzebują ruchomych elementów, które przeniosłyby ich pyłki i nasiona, niczym kurierzy - mówi Jacquet.

Współistnienie w lesie to w końcu proces ciągłego uwodzenia, kokietowania, aby osiągnąć zamierzony cel. Imponujące, pełne barw elementy roślinnego świata obserwujemy na zdjęciach Marteau. A w podróży przez leśny gąszcz towarzyszy muzyka Érica Neveux, choć w filmie pojawia się również ponad 35 ścieżek filmowych z innych filmów, m.in. z: "Intymności" i "Zagubionych w miłości" Patrice'a Chéreau, "Just Like A Women" i "Enemy Way" Rachida Bouchareba, "Pomówmy o miłości" Sophie Marceau, "Kobiety na Marsie, mężczyzny na Wenus" Pascale Pouzadoux. Tytuły tych filmów oddają pełne pasji podejście do przedstawianego tematu.

"Był sobie las" w reżyserii Luca Jacqueta wchodzi do kin 6 marca.