Chappie ****

Chappscendencja.
Policja w Johannesburgu poradziła sobie z przestępczością, zakupując od firmy zbrojeniowej specjalne roboty. Ich główny programista, Deon (Dev Patel - "Slumdog, milioner z ulicy"), marzy jednak o udoskonaleniu swoich dzieł, czym jeszcze bardziej wkurza pracującego w jego cieniu byłego żołnierza (Hugh Jackman, który mógł chyba w tym czasie zająć się jakąś bardziej wymagającą i ciekawszą rolą), pragnącego zainteresować służby mundurowe własnym wynalazkiem - robotem znacznie bardziej agresywnym, obdarzonym większą mocą rażenia. Deonowi udaje się stworzyć Chappiego - myślącego, uczącego się robota. Porywają go jednak lokalni gangsterzy (muzycy Die Antwoord, wcielający się w samych siebie i dorzucający do filmu własne piosenki), dla których Chappie jest jedyną szansą na realizację skoku życia. Jak w tym całym zamieszaniu odnajdzie się tytułowy bohater, znajdujący się na etapie rozwoju małego dziecka?

W 2009 r. reżyser i scenarzysta Neill Blomkamp zasłynął "Dystryktem 9" - filmem dobrym, ale nazywanie reżysera z RPA zbawicielem science-fiction było wtedy zdecydowaną przesadą. Blomkamp potwierdził to zdecydowanie słabszym "Elizjum". Od obrazu z Mattem Damonem "Chappie" jest lepszy, ale to kolejny bliźniaczo podobny film reżysera, co sprawia, że wielbiciele "Obcego" - Blomkamp dostał zielone światło do kontynuowania serii - powinni się jednak obawiać o przyszłość swego ulubieńca.

Może to jednak dobrze, że twórca zajmuje się problemami swojego podwórka i żywo zainteresowany jest kondycją własnej ojczyzny. Chappie jest przecież odpowiednikiem dziecka, a film opowiada o trudnym i przyspieszonym dorastaniu na ulicach południowoafrykańskich miast. To krytyka patologicznej sytuacji, w której rodzice szkolą dzieci do gangsterskiego fachu. To apel o zmianę tego stanu rzeczy.

Z tym większym niedowierzaniem przyjąłem to, co działo się w trzecim - zdecydowanie przesadnie brutalnym - akcie: fabuła nagle się kończy, żeby po (zbyt) długiej rozwałce zamienić się w kolejny film w rodzaju "Transcendencji" czy "Lucy". Blomkamp strasznie namieszał, wrzucił do worka za dużo i tak wstrząsnął swą wybuchową mieszanką, że ta nieomal eksplodowała mu w rękach.

Największe pretensje mam jednak do reżysera o danie światu Sharlta Copley'a - amatora, który zasłynął debiutem aktorskim w "Dystrykcie 9" i od tego czasu regularnie sabotującego kolejne produkcje, w których się pojawia. Copley talentu nie ma za grosz, na szczęście Chappie to rola, w której daje się lubić - w końcu użycza protagoniście tylko swego zmodyfikowanego jeszcze komputerowo głosu oraz ciała, w procesie motion capture.

Blomkamp chciałby, aby "Chappie" był trylogią. Jeśli film się sprzeda, tak się stanie. Koniec końców, nie miałbym nic przeciwko temu - straszny panuje tu bałagan, ale film i jego autor zdają się mieć serce po właściwej stronie. No i ogląda się to wcale nieźle.

Ocena: 4/6



"Chappie", thriller, akcja, Meksyk, USA 2015, 120 min., reż. Neill Blomkamp, występują: Sharlto Copley, Dev Patel, Ninja, Yo-Landi Visser, Jose Pablo Cantillo

Więcej o: