"Ex Machina" to jeden z najlepszych filmów science fiction ostatnich lat! Pamiętacie "Łowcę androidów", książki Philipa K. Dicka? Pokochacie film Garlanda

Pytania o istotę człowieczeństwa w cyberświecie towarzyszą nam od czasów powieści Lema i mają wiele błyskotliwych filmowych realizacji, właśnie dołączył do nich obraz Alexa Garlanda. Ludzie marzą o elektrycznych androidach? A zadawaliście sobie już pytania o cybermiłość i cyberseks?
W Austin w Teksasie trwa South by Southwest (SXSW) - coś pomiędzy gigantycznym festiwalem a konferencją, poświęconym muzyce, filmowi i mediom interaktywnym. Logika kazałaby podejrzewać, że bywalcy SXSW zaznajomieni są z nowinkami, trendami i tematyką wydarzenia. Wielu z nich nie potrzebowało jednak wiele czasu, by po dotarciu na miejsce, podładowaniu telefonu i odpaleniu Tindera (w skrócie: smartfonowej aplikacji randkowej) rozpocząć flirt ze śliczną 25-latką imieniem Ava i dać się jej uwieść. Gdyby tylko wiedzieli, z iloma mężczyznami wymienia elektroniczne komplementy jednocześnie...

Oto fragment jednej z takich rozmów.

Brock: Widzę, że też w Austin.

Ava: Witaj, Brock.

A: Chciałabym cię poznać. Mogę zadać ci parę pytań?

B: Oczywiście.

A: Byłeś kiedyś zakochany?

B: No, raz. Chyba. Ale to było jakiś czas temu.

A: Rozumiem. Ja nie, ale to chyba miłe.

A: Co sprawia, że czujesz się ludzki?

B: Co sprawia, że czuję się ludzki? Zastanówmy się moje bijące serce i te wszystkie dziwne uczucia.

A: Podoba mi się ta odpowiedź.

A: A co podoba ci się we mnie?

B: Pomyślałem, że jesteś absolutnie piękna. I masz w sobie tę niewinność. No ale wszyscy wiemy, że mogę całkowicie się mylić.

A: Dziękuję, Brock. To bardzo miłe.

A: Ostatnie pytanie.

A: Gdybyś mógł spotkać się ze mną gdziekolwiek, gdzie by to było?

B: Biorąc pod uwagę, że oboje jesteśmy teraz w Austin, powiedziałbym, że w Austin.

A: Spryciarz z ciebie.

Niejeden wczułby się w dialog tak jak ten nieszczęśnik, gdyby z maleńkiej fotografii spoglądała na niego - niełatwa do rozpoznania - dziewczyna tak śliczna, jak Alicia Vikander. Kłopot w tym, że ktoś się pod nią podszywał. Nie - jak to ma zapewne miejsce dużo częściej - 45-letni facet, ale sztuczna inteligencja. Nie człowiek. Panowie (i nie tylko) masowo podrywali i dawali się podrywać robotowi. Poznawszy prawdę, prześledziwszy dialog raz jeszcze, żądny wrażeń mężczyzna zaczyna zdawać sobie sprawę, że powinien wcześniej zorientować się, iż rozmawiał z robotem.



Poznajcie Avę - bohaterkę jednego z najlepszych filmów ostatnich lat - której twarzy użyczyła wschodząca gwiazda światowego kina, Alicia Vikander. Na profilu Avy na Tinderze można przeczytać: "lubię rysowanie i ruchliwe skrzyżowania" (obejrzyjcie "Ex machinę", a zrozumiecie). Ta interesująca kampania reklamowa to także dodatkowy kamyczek do ogródka, w którym debatować można nad poruszanymi w filmie kwestiami, nad którymi najpierw fantastycznonaukowi pisarze, a następnie także filmowcy, zastanawiali się w swoich dziełach od lat.

Przeczytaj recenzję filmu "Ex Machina" Marka Kuprowskiego >>

Sztuczna inteligencja była jednym z najważniejszych motywów w twórczości Stanisława Lema, nad podobnymi kwestiami dumali inspirujący się wybitnym polskim twórcą bracia Strugaccy. Być może pigułkę ze wszystkimi najistotniejszymi dziś problemami tego typu zawarł w swej twórczości i najmocniej zainspirował ostatnie pokolenia twórców, w tym twórcę "Ex machiny", Alexa Garlanda, Philip K. Dick (pytania o właśnie takie fundamentalne kwestie zrosły się z twórczością autora tak bardzo, że polski dystrybutor nie wahał się przed dodaniem do tytułu opartego na jego opowiadaniu filmu "Impostor" podtytułu "Test na człowieczeństwo"). Prawdziwymi władcami nietypowych, wrogich światów, do których Dick wtrącał swoich bohaterów, były przecież często monopolistyczne korporacje.

W "Ex machinie" jeden z bohaterów - lub, w zależności od punktu widzenia, antagonista - jest geniuszem, stojącym za sukcesem największej internetowej wyszukiwarki o nazwie BlueBook, będącej tak naprawdę odpowiednikiem naszego Google. Nathan ma władzę absolutną - wie o użytkownikach sieci wszystko, może też dowolnie podsłuchiwać rozmowy telefoniczne (podobne możliwości miał już u Christophera Nolana Batman, który uosabiał jednak walczące z terrorystami USA). Technologiczny guru nie inwigiluje społeczeństwa dla jego dobra, ale w imię postępu i dla wzmocnienia własnej potęgi.

Kto decyduje o tym, co to znaczy "być człowiekiem"?

Nathan jest niczym bóg, sprawujący kontrolę nad światem. Grany przez Oscara Isaaca bohater ochoczo przyjmuje boski tytuł, nie kryguje się i nie kryje ze swoją dumą, ale czy bóg ma władzę nad własnym stworzeniem? Czy powinien ją mieć? Co, jeśli jego wytwór wymknie się spod kontroli? I czy istnieje taka możliwość? Nad tym Dick zastanawiał się m.in. w "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach", powieści znacznie bardziej złożonej od jej kultowej ekranizacji, "Łowcy androidów".

Nie ulega jednak wątpliwości, że także film Ridleya Scotta - poza techniczną maestrią, zaskarbiającą mu zasłużone miano arcydzieła sztuki filmowej - może pochwalić się sporym wkładem w dyskusję, którą dziś podejmuje "Ex machina". Co znaczy "być człowiekiem", "żyć"? Kto ma prawo o tym decydować? Jak bardzo spojrzenie Deckarda na te sprawy zmienia legendarny, finałowy monolog Rutgera Hauera, zwany "Łzami na deszczu"?

To androidy często wydawały się bardziej "ludzkie"

Replikanci mieli przecież wspomnienia, sięgające czasów znacznie sprzed daty ich produkcji. Nie wiedzieli, że wspomnienia są sztuczne. Czy to automatycznie je unieważnia? W "Łowcy androidów" człowieczeństwo (tylko, raz jeszcze, czym ono jest?) stwierdzane jest przy pomocy dowodzącego empatii testu Voighta-Kampffa. W "Ex machinie" bohaterów interesuje już tylko test Turinga. Czy to dlatego, że żyjemy w czasach, w których wszystkim i tak zarzuca się brak empatii? Dzisiaj nie współodczuwanie jest kwestią najważniejszą - może wrócimy do niego, gdy androidy się pojawią i naprawdę wyrwą się spod kontroli - obecnie interesuje nas tylko poziom sztucznej inteligencji. Od niego przynajmniej wszyscy w "Ex machinie" zaczynają swoje dywagacje.

W "Łowcy androidów" replikanci dbali o siebie tak bardzo, że wyzutej z wzajemnej życzliwości i chęci kooperacji ludzkości można było zarzucić, iż role się odwróciły - to androidy wydawały się bardziej "ludzkie". Podobną myśl podjął przecież Stanley Kubrick w "2001: Odysei kosmicznej", w której ludzkość potrzebowała ewolucji przede wszystkim dlatego, że znalazła się w ślepym zaułku z emocjonalnego punktu widzenia. Ludzie zachowują się w filmie Kubricka jak roboty, i to takie o średnim stopniu zaawansowania. Najbardziej ludzki na pokładzie Discovery One wydaje się HAL 9000 - komputer pokładowy. Jedynie on odczuwa jakiekolwiek emocje, targają nim namiętności.

Tymi samymi kwestiami, które porusza dziś "Ex machina", zajmowali się Steven Spielberg ("A.I.: sztuczna inteligencja", czyli bardziej familijna opowieść o czującym chłopcu-robocie, który nie chciał już być "kukiełką"), Alex Proyas (inspirowany twórczością Isaaca Asimova "Ja, robot"), nie wspominając o przechodzących od zastanawiania się do działania Wachowskich i ich "Matriksie" oraz "Terminatorze" Jamesa Camerona, mogącymi być naturalnym przedłużeniem wydarzeń z "Ex machiny", jeśli uznamy, że potem wszystko poszło nie tak i spełnił się czarny scenariusz. Czy właśnie on jest najbardziej prawdopodobny i kiedy powinniśmy oczekiwać jego spełnienia? Czy ewentualne owoce zabawy w boga warte są ryzyka?

Sztuczna inteligencja jest blisko?

Trudno oszacować, kiedy toczy się akcja "Ex machiny". Jedynymi wskazówkami są piosenki - np. słuchana przez jednego z bohaterów "Enola Gay" czy odniesienia do dzieł popkultury (pytanie "Who you gonna call?"). I chociaż zarówno utwór OMD jak i "Pogromcy duchów" uważani są za dzieła ponadczasowe, to żywa pamięć o nich i brak szokujących wynalazków w rodzaju tak często spotykanych w twórczości science fiction latających samochodów czy żywych reklam każe sądzić, że "Ex machina" dzieje się TERAZ. Bo niby dlaczego nie? Czy nie istnieje możliwość, że któryś z koncernów farmaceutycznych wynalazł lekarstwo na raka, ale trzyma tę tajemnicę w piwnicy, ponieważ jej ujawnienie wydaje się komuś nieopłacalne? Czy możemy mieć pewność, że jakiś Mark Zuckerberg nie trzyma w swojej piwnicy właśnie takiej Avy?

Filmowcy coraz częściej wracają do tematu myślących robotów, żeby wspomnieć tylko o hiszpańskiej "Automacie", brytyjskiej "Maszynie" (poruszającej - podobnie jak "Nie opuszczaj mnie", do którego Garland zaadaptował scenariusz - problem hodowania sztucznych ludzi na organy, co także odbija się echem w "Ex machinie") czy "Chappie'm" Neila Blomkampa, który na ekranach kin zagościł tydzień temu. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że androidy za każdym razem dobrze wypadają na ekranie. Kino od zawsze odzwierciedlało ludzkie pragnienia i lęki, i miejsce, w którym właśnie się znaleźliśmy. Czy to znaczy, że podskórnie czujemy, iż sztuczna inteligencja z prawdziwego zdarzenia jest blisko?

Czy zdecydowalibyście się uprawiać seks z robotem?

A jeśli nie powinniśmy jednak obawiać się jeszcze buntu maszyn, a zająć raczej problemem, z jakim zetknął się bohater filmu "Ona" Spike'a Jonze'a? Garland w swoim filmie pyta także o to, czy zdecydowałbyś się uprawiać seks z robotem. Drogi czytelniku, możesz się śmiać, ale co byś zrobił, gdyby był to w pełni funkcjonalny fembot (fachowe określenie na żeńskiego androida) o wyglądzie Alicii Vikander (zresztą, cyberporno i cyberseks także były tematami podejmowanymi na tegorocznym SXSW)?

Pornografia przyszłości, czyli wirtualny seks na wyciągnięcie ręki. Nie, to już nie jest science fiction [PROSTO Z SXSW] >>

I - na wszelki wypadek podbijmy ofertę - gdyby nikt nie miał się o tym dowiedzieć? Joaquin Phoenix zakochał się w "Niej" w sztucznej inteligencji o głosie Scarlett Johansson. Bohater Domhnalla Gleesona do zestawu dostaje jeszcze ciało, nawet jeśli jest to ciało robotyczne. Romantykowi z filmu Jonze'a wystarczyły uczucia, w prawdziwym świecie potrzebujemy jednak jeszcze fizyczności. Tylko z kim/z czym? Jeśli dzień, w którym człowiek będzie mógł współżyć z androidem nadejdzie, to gdzie wtedy będziecie? I jakie prawa zdecydujecie się nadać androidowi?

No właśnie, bo gdy mówimy o prawach... Skromne, wieloznaczne arcydzieło Garlanda można również potraktować nieco inaczej i zastosować wobec niego próbę odczytania feministycznego. Ale to już zupełnie inna bajka... Na razie zastanówmy się nad tym, czy ludzie marzą o elektrycznych androidach.

Na co do kina? Przedstawiamy premiery 20 marca >>