Oculus ****

Lustro Cieni: Blair Witch 3
Piekielnie sprytny film. Jeszcze zanim na dobre zacznie straszyć, we wprowadzającej nastrój (ale zdecydowanie zbyt długiej) scenie, otwiera sobie drzwi do miliona prequeli, sequeli i spin offów. Wypada się cieszyć, bo pierwszy film o nawiedzonym Lustrze Lassera ogląda się znakomicie.

Na przestrzeni wieków, przeklęte lustro zebrało pokaźne żniwa. Kilkanaście lat temu trafiło na Alana (Rory Cochrane - "Przez ciemne zwierciadło", "Uczniowska balanga") i Marie (Katee Sackhoff - "Battlestar Galactica", "Riddick") Russellów, łamiąc przy okazji życia dwójce ich dzieci. Tim (Brenton Thwaites - "Dawca pamięci", "Son of a Gun") trafił do zakładu psychiatrycznego, a Kaylie (Karen Gillan - "Doktor Who", "Strażnicy Galaktyki") znalazła co prawda pracę i narzeczonego, ale cały wolny czas poświęciła dokumentacji historii lustra. Gdy jej brat opuścił wreszcie lecznicę, postanowiła zaproponować mu wspólne zniszczenie feralnego przedmiotu. Tyle że lustro potrafi się bronić...

Jest w filmie Mike'a Flanagana ("Absentia") kilka luk na bardzo podstawowym poziomie rozumowania. Logicznie myśląca Kaylie, choć wiedziona chęcią zemsty i oddania czci rodzicom, nie powinna nawet podnosić ręki na posiadający potężną moc artefakt, z góry spodziewając się druzgocącej porażki. Bohaterka postępuje jednak tak, jak gdyby nigdy w życiu nie widziała żadnego horroru. Jest też w "Oculusie" parę pomysłowych "strachów", pozbawionych jednak jakiegokolwiek logicznego podłoża i sensu (np. jedna z początkowych scen przygotowywania lustra do przewiezienia z magazynu). Można więc policzyć twórcom za triumf, że chociaż świadomość tego cały czas pozostaje z tyłu głowy, to napięcie i emocje biorą górę. A może właśnie o to Flanaganowi chodziło - by pokazać, że gdy strach przejmuje kontrolę, logiczne myślenie schodzi na dalszy plan?

Autor jest bowiem zainteresowany czymś więcej, niż najzwyklejszą papką z filmów grozy. "Oculus" opowiada o nieprzepracowanych traumach, kłopotach z pamięcią oraz o tym, jak z biegiem czasu zapominamy szczegóły niektórych wydarzeń z naszego życia lub zastępujemy je wygodną fikcją. Niszczycielskie działanie upływającego czasu jest kolejnym ze stałych tematów dzieł Flanagana. "Oculus" brawurowo miksuje też fikcję z rzeczywistością. Lustro może mieszać ludziom w głowach, co twórca obrazu znakomicie wykorzystuje, tylko od czasu do czasu ze stuprocentową pewnością demonstrując nam, co dzieje się naprawdę, korzystając z rozstawionych przez Kaylie w domu kamer. Ten motyw przypomniał mi o być może jeszcze bardziej emocjonującym, zaskakującym horrorze psychologicznym "Księga Cieni: Blair Witch 2", który spotkał się z druzgocącą krytyką, a mi przypadł do gustu zdecydowanie bardziej od osławionego pierwowzoru.

"Oculus" może też zaskakiwać prowadzeniem akcji jednocześnie w dwóch planach czasowych. Naprzemiennie oglądamy sceny z teraźniejszości i z dzieciństwa bohaterów, które stopniowo także zaczyna mieszać się z tym, co dzieje się obecnie. Na początku wydaje się to jedynie zbędną sztuczką, denerwującą prezentacją umiejętności reżysera, ale im bliżej finału, tym większe wrażenie robi. Szkoda tylko, że zakończenie jest tak nagłe i mało satysfakcjonujące. Ale może Flanagan zapędził się w kąt, z którego nie było już wyjścia?

Ocena: 4/6



"Oculus", horror, USA 2015, reż. Mike Flanagan, występują: Karen Gillan, Brenton Thwaites, Katee Sackhoff, Rory Cochrane, Annalise Basso, Garrett Ryan, James Lafferty, Miguel Sandoval

Więcej o: