Selma ****

Kaznodzieja bez karabinu.
"Mam marzenie...", przemawiał w 1963 r. Martin Luther King ze stopni Mauzoleum Abrahama Lincolna. Dwa lata później miał już na półce Pokojową Nagrodę Nobla i wciąż niespełnione marzenie. Co z tego, że czarnoskórzy Amerykanie mają swoje prawa, skoro nie są one respektowane?

Doktor King (David Oyelowo pod płaszczykiem efektownej, ale nieprzytłaczającej charakteryzacji) przyjeżdża do niewielkiej Selmy, gdzie jego braciom odmawia się czynnego prawa wyborczego. Głównym przeciwnikiem pokojowego bojownika jest gubernator Alabamy (znakomity, budzący odrazę Tim Roth), ale King spór toczył będzie m.in. z prezydentem Lyndonem B. Johnsonem (Tom Wilkinson). Kłopot przywódcy pokojowego ruchu polega na tym, że - w przeciwieństwie do Malcolma X - nie uznaje on agresji, podczas gdy wrogowie chętnie sięgają po pałki i karabiny.

"Selma" to film, w którym młoda reżyserka Ava DuVernay czy późno debiutujący scenarzysta Paul Webb mieli z pewnością nieporównywalnie mniej do powiedzenia, niż najważniejsi producenci, czyli m.in. Oprah Winfrey (występuje też w drugoplanowej roli) czy Brad Pitt (produkował też i zagrał epizodzik w "Zniewolonym. 12 Years a Slave"). Bo "Selma" to tegoroczne połączenie "Lincolna" ze "Zniewolonym", kolejny atak na Oscary po niepomyślnej szarży średnio udanego "Kamerdynera" (jego reżyser, Lee Daniels, miał zresztą stanąć też za kamerą "Selmy"). I jest to kolejny skrojony pod nagrody film tego typu. Jak się okazuje, podręcznikowa robota to już za mało na Oscara, ale na satysfakcjonujący seans - w zupełności wystarcza.

Można czepiać się tego, że filmowy King ani na moment nie przestaje być kaznodzieją - nawet w domowym zaciszu wysławia się i przemawia w taki sposób, jak gdyby serwował kazanie. To, co niektórym może wydać się wadą filmu, dla mnie było jego zaletą - "Selma" nakreśla tło całej historii bardzo subtelnie. Na powierzchni, King wraz ze swoimi współpracownikami zdają się mieć monopol na prawdę, ale wystarczy zacząć się zastanawiać, wątpić i samemu sobie dopowiadać, by dostrzec, że taki prezydent Johnson nie wije się wcale jak piskorz, ale też może mieć swoje racje i plan politycznego działania.

Nominowana do Oscara dla najlepszego filmu "Selma" statuetki słusznie nie otrzymała (musiała zadowolić się Oscarem dla najlepszej piosenki - "Glory" Commona i Johna Legenda). Jeśli gustujecie w podobnych dramatach historycznych, będzie to jednak zupełnie satysfakcjonujący seans. Tyle że nie będziecie go wspominać po półwieczu, tak jak dziś wspomina się wydarzenia z Selmy.

Ocena: 4/6



"Selma", biograficzny, thriller, USA, Wielka Brytania 2014, 127 min., reż. Ava DuVernay, występują: David Oyelowo, Tom Wilkinson, Carmen Ejogo, Giovanni Ribisi, Alessandro Nivola

Więcej o: