Szybcy i wściekli 7 ***

Piątka nieustraszonych.
W poprzedniej części, RODZINA (tylko wielkimi literami, tylko wypowiadana z nabożną czcią i kilkadziesiąt razy w filmie) musiała powstrzymać Owena Shawa. Tym razem, w pościg za bohaterami serii ruszy jego groźniejszy i starszy brat (Jason Statham). Ale to dopiero początek, bo we wszystko wmiesza się tajemniczy wojskowy (Kurt Russell), który zażąda uwolnienia genialnego hakera oraz czarnoskóry najemnik (Djimon Hounsou), który nie zawaha się przed zrównaniem z ziemią połowy Los Angeles.

Głupota fabuły dostała chyba kolejne nitro, ale cała opowieść służy przecież tak naprawdę scalaniu jednej nieprawdopodobnej sekwencji akcji z drugą. Zapomnijcie o kłótniach o "Interstellar" - dziś naukowcy spierają się o to, czy sekwencje kaskaderskie z "Szybkich i wściekłych 7" mogłyby wydarzyć się w rzeczywistości. Twórcy twierdzą, że efektów komputerowych prawie tu nie było. Chyba sami będziecie musieli ocenić, na ile są prawdomówni...

Reżyser James Wan ("Piła", "Obecność") rozpędza akcję, wirując obrazem dookoła pomieszczeń. Po kilku pierwszy scenach niespokojna kamera może wywołać zawroty głowy, ale gdy odpalone zostają silniki, a z luf karabinów zaczyna ulatywać dym, nie trzeba już Wanowi podobnych sztuczek. Rozpoczyna się horror na drodze.

Trzeba oddać autorom, że odbili się od dna poprzedniej odsłony serii - żenujące one-linery są tu mniej widoczne i mniej żenujące, a bezsensowna opowieść rozmywa się w tych wszystkich niesamowitych scenach pościgów i strzelanin (poza finałową, która nie jest szczególnie porywająca i już kompletnie przypomina grę komputerową). Na odnotowanie zasługuje też wyjątkowo bezczelna i ciągnąca się przez kilka scen reklama pewnego piwa, ale ona także broni się jako sympatyczna wstawka rodem z kina klasy B albo C.

Chociaż seans "Szybkich i wściekłych 7" wywołuje salwy śmiechu i przywołuje wspomnienia o początku końca "Szklanej pułapki", kiedy to John McClane strącał helikopter przy pomocy hydrantu, to na filmie nie sposób się nudzić, a oglądanie tego rozbuchanego spektaklu sprawia prawdziwą przyjemność. O poziomie filmu i perspektywie, z której się go ocenia, mówi też coś jednak fakt, że za najlepszy i najpiękniejszy moment widzowie niemal zgodnie uznają końcową dedykację dla Paula Walkera.

To nie są "Szybcy i wściekli", o jakich się ścigałem. Do jakości trzech pierwszych części serii tym najnowszym sporo brakuje. Świetny obraz o ściganiu i okazjonalnej zabawie w policjantów i złodziei zmienił się po drodze w rzecz o Niezniszczalnych, których w swojej ekipie nie powstydziłby się Sylvester Stallone. Tyle że więcej prawdziwej przyjemności i samochodowej zabawy było w serialu "Piątka nieustraszonych" (no ale tego Lykana HyperSport - trzeci najdroższy samochód w historii - naprawdę warto zobaczyć!).

Jeśli ktoś ma ochotę na naprawdę niezły film o ściganiu, niech wygrzebie zeszłoroczne "Need for Speed" i liczy na to, że plotki o powstaniu kolejnej części okażą się prawdziwe. Jeśli ktoś ma ochotę na "Szybkich i wściekłych 7", dostaje "Szybkich i wściekłych 7".

Ocena: 3/6



"Szybcy i wściekli 7", akcji, Japonia, USA 2015, 140 min., reż. James Wan, występują: Vin Diesel, Paul Walker, Jason Statham, Michelle Rodriguez, Jordana Brewster, Tyrese Gibson, Ludacris, Dwayne Johnson

Więcej o: