Léa Seydoux wkrótce jako dziewczyna Bonda. Wcześniej w adaptacji skandalizującej powieści [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

"Dziennik panny służącej" to historia "kobiety, której jedyną ucieczką od służalczego losu, jaki zgotowało jej społeczeństwo, jest jej własne ciało" - mówi Benoit Jacquot, reżyser filmu. Film trafi na ekrany kin 22 maja. Swoją premierę będzie miało także nowe wydanie książki "Dziennik panny służącej" Octave'a Mirbeau. Książka pojawi się w księgarniach 13 maja. Z tej okazji publikujemy jej fragmenty.
Akcja filmu ma miejsce na początku XX wieku. Piękna Célestine, młoda służąca, w którą wcieliła się Léa Seydoux, jest zmuszona odnaleźć się w świecie kolejnych domów, w których pracuje. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że jej uroda zwraca uwagę kolejnych panów domu. Célestine doskonale zdaje sobie sprawę, że to jak bywa traktowana przez pracodawców nie jest losem, na który zasłużyła. Dlatego szuka możliwości poprawienia swojej sytuacji, zmieniając pracodawców, szukając sojuszników wśród służby. Tak zwróci uwagę na Josepha, który budzi w niej nadzieję na zmianę losu z jednej, a obawę z drugiej strony.

Célestine to w końcu bohaterka świadoma swojej seksualności i gotowa wziąć los w swoje ręce - na tyle, na ile pozwoli jej na to sytuacja. Postać wykreowana przez Léę Seydoux, znana z nagrodzonego Złotą Palmą "Życia Adeli", jest pełna uroku, niepokorna, ma charakter wojowniczki.

- Kiedy zdecyduje, że nie chce już nikomu służyć, jedyną alternatywą jest praca w burdelu lub pójście za Josephem, który zdaje się uosobieniem wszystkiego, co złe, a jednocześnie jest jej jedyną szansą na ucieczkę - mówi reżyser "Dziennika panny służącej". Film Jacquota był prezentowany w konkursie głównym ostatniego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Polska premiera "Dziennika panny służącej" przewidziana jest na 22 maja.



"Dziennik panny służącej" w księgarniach 13 maja

Nakładem Wydawnictwa Marginesy w maju ukaże się książka Octave'a Mirbeau "Dziennik panny służącej", przedstawiająca historię, na której oparta jest filmowa opowieść Jacquota. "Dziennik panny służącej" po raz pierwszy został wydany w 1900 roku. Wtedy też pojawiło się pierwsze polskie wydanie. Od ostatniego wydania książkowego tej pozycji minęło jednak już trochę czasu. Poprzednie papierowe wydanie pochodzi z 1977 roku, ukazało się wtedy nakładem wydawnictwa Czytelnik.

Historia opowiedziana przez Mirbeau inspiruje filmowców od lat. W poprzednich kultowych ekranizacjach Jeana Renoira i Luisa Bunuela w roli pokojówki oglądaliśmy niekwestionowane gwiazdy europejskiego kina - Paulette Goddard i Jeanne Moreau. W odróżnieniu od poprzedników Mirbeau decyduje się na raczej wierną ekranizację pierwowzoru literackiego.

- W książce Mirbeau jest dramaturgiczna i komiczna żywiołowość, która aż prosi się o adaptację. Celestyna spotyka i konfrontuje się z całą paradą straszliwych, niedorzecznych, żałosnych bohaterów, to oni tworzą otaczający ją świat. Widzowie mogą go porównać ze swoją codziennością w dowolnym momencie i miejscu. Mój film różni się od poprzednich wersji - operuje bardziej skondensowaną narracją. Mocniej skupia się na rozpiętym między przyciąganiem a obrzydzeniem, stosunku Celestyny do Józefa - mówi Jacquot o swojej adaptacji.

- Nade wszystko zależało nam, by widz widział świat przedstawiony tylko oczami Celestyny, postrzegał to, co ona, omijał to, co jej umyka. To bohaterka, której uczynki, gesty i słowa wydają się nam znajome pod względem emocjonalnym i zmysłowym, dzięki czemu otwiera się okno do świata przedstawionego, świata kobiety, której jedyną ucieczką od służalczego losu, jaki zgotowało jej społeczeństwo, jest jej własne ciało - dodaje reżyser.

"Dziennik panny służącej" Octave'a Mirbeau [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

Dręczy mnie jedno. Czy nie powinnam skończyć raz na zawsze z tą paskudną pracą po domach i śmiało zacząć sprzedawać się za pieniądze, jak to zrobiło tyle znajomych dziewcząt, które miały, nie chwaląc się, mniej "korzystne warunki" niż ja. Nie jestem z tak zwanych "ładnych", ale mam coś więcej niż urodę. Mam szyk, mam "wabia", mówię to bez żadnych przechwałek, i wiem, że mi tego zazdrości wiele kobiet z towarzystwa i wiele kokot. Jestem może trochę za wysoka, ale gibka i szczupła, ładnie zbudowana... Mam przepiękne blond włosy, ciemnoniebieskie oczy, zalotne i filuterne, wyzywające usta... no i poza tym jestem bardzo obyta, sprytna i obrotna, a przy tym potulna, co podoba się mężczyznom. Mogłoby mi się poszczęścić. Ale pomijając już to, że z własnej winy przegapiłam parę świetnych okazji, które się już pewnie nie powtórzą, po prostu mam pietra. Mam pietra, bo nigdy nie wiadomo, dokąd ta droga zaprowadzi. Otarłam się o tyle nędzy w tym fachu... Wysłuchałam tylu rozdzierających zwierzeń. I te tragiczne wędrówki - prawdziwa Golgota - z aresztu do szpitala, skąd nie zawsze da się uciec. No, a w perspektywie zawsze jeden i ten sam widok - szpital Świętego Łazarza, gdzie leczą choroby weneryczne. To każe się namyśleć i przejmuje dreszczem. Poza tym kto mi zagwarantuje, że jako panienka lekkich obyczajów będę miała takie samo powodzenie, które mam teraz jako panna służąca? Bo nawet gdybyśmy były najpiękniejsze na świecie, nie samym sobie zawdzięczamy ten szczególny czar, który przyciąga mężczyzn. Ten czar uzależniony jest w wielkiej mierze - dobrze sobie z tego zdaję sprawę - od otoczenia, w którym żyjemy, od zbytku, od tej atmosfery frywolnych grzeszków i wreszcie - od naszych pań... to one budzą pożądanie. Mężczyźni darzą nas łaskami, bo jesteśmy dla nich poniekąd cząstką tamtych dam, kochają w nas ich tajemnice.

Poza tym chodzi jeszcze o inną sprawę. Na przekór mej rozpustnej egzystencji, szczęśliwie zachowałam na dnie serca głębokie uczucia religijne, które chronią mnie od ostatecznego upadku i nie pozwalają się stoczyć w najgłębszą otchłań. Gdyby nie religia, modlitwy w kościele, okresy postów, kiedy to ubolewam nad swym upadkiem moralnym, gdyby nie Święta Panienka i święty Antoni Padewski; i cała reszta, człowiek czułby się jeszcze bardziej nieszczęśliwy, to pewne. A kim by się stał, do czego by doszedł - jeden diabeł wie!

Na koniec - i to jest najważniejsze - jestem całkiem bezbronna wobec mężczyzn. Padałabym stale ofiarą własnej bezinteresowności i ich żądzy. Jestem taka kochliwa, tak lubię zadawać się z mężczyznami, że nie umiem ciągnąć z nich żadnych korzyści. To jest silniejsze ode mnie, nie mogę żądać pieniędzy od kogoś, kto daje mi szczęście, otwiera przede mną promienne wrota ekstazy. Niech no tylko któryś z tych potworów zagada do mnie, niech tylko poczuję na karku kłująca brodę i gorący oddech - już po mnie. Mięknę jak wosk, i to oni, a nie ja, mają wszystko, czego chcą.