"Miłość od pierwszego ugryzienia" ma być portretem pokolenia. "To trudne czasy dla młodych" - mówi Thomas Cailley. I odwraca genderowe schematy [WYWIAD]

- Mój film jest o tym, jak żyć w dzisiejszych czasach, kiedy, tak jak dwójka moich bohaterów, ma się trudności z dopasowaniem do obowiązującego modelu, kiedy paraliżuje nas lęk - mówi Thomas Cailley, autor obrazu "Miłość od pierwszego ugryzienia", który w piątek wszedł na ekrany polskich kin.
Arnauda (Kévin Azais) i Madeleine (Adele Haenel) poznają się na plaży, ale wcale nie jest romantycznie. Odbywają się tam ćwiczenia z samoobrony. Arnauda ma walczyć z Madeleine. Początkowo nie chce "bić się" z dziewczyną. Wkrótce nakłoniony do tego przekonuje się, że nie jest tak prosto z nią wygrać. I tak zdecyduje się... ją ugryźć. W dalszej części filmu relacja głównych bohaterów, która przemienia się w romans, jest przedstawiona także z uniknięciem schematów. O tym, jakie są motywacje głównych bohaterów i o szerszym społecznym kontekście "Miłości od pierwszego ugryzienia" opowiada w rozmowie z Anną Tatarską reżyser filmu Thomas Cailley.

Przeczytaj recenzję filmu "Miłość od pierwszego ugryzienia"

Anna Tatarska: Pana bohaterowie miotają się. Pytają: Co mam zrobić ze swoim życiem? Czy młodzi ludzie we Francji mają problem ze znalezieniem dla siebie miejsca w świecie?

Thomas Cailley: Zdecydowanie, ale to problem nie tylko młodych Francuzów. Dziś dwudziestolatkowie na całym świecie nie mają łatwo. Dorastają w sercu kryzysu finansowego i rozmaitych cywilizacyjnych tragedii. Znikają kolejne gatunki zwierząt, warstwa ozonowa robi się coraz cieńsza, nasilają się zmiany klimatyczne. To stresujące okoliczności, które w naturalną dla młodych postawę pełną nadziei wprowadzają element niepewności, lęku. To trudne czasy dla młodych. A do tego kładzie się nam do głowy, że możemy polegać tylko na sobie, że musimy być kreatywni, w kulturze dominuje indywidualizm. Mój film jest o tym, jak żyć w dzisiejszych czasach, kiedy, tak jak dwójka moich bohaterów, ma się trudności z dopasowaniem do obowiązującego modelu, kiedy paraliżuje nas lęk. Nie tylko przetrwać, ale żyć.



Młodzież dzisiaj nie chce podążać ścieżką wydeptaną przez rodziców i dziadków. Odwraca tradycyjne schematy - także te genderowe. To w Pana filmie jest silnie widoczne.

Wiedziałem, że chciałem stworzyć film, który będzie w pewnym sensie portretem pokolenia. Oglądałem w tamtym czasie wieczorami program rozrywkowy "Szkoła Przetrwania" (w Polsce wyświetlany przez Animal Planet). Jego główny bohater (Bear Gryllz) to ciekawy przypadek: osoba, która świadomie przyjęła samobójczy tryb życia. Skacze z samolotu, je dzikie rośliny, mocuje się ze zwierzętami. Ten brak leku przed utratą życia pokazuje jego ogromną witalność, i to na pewno przesączyło się do postaci Madeleine.

W prawdziwym świecie jest wiele takich dziewczyn, ale kino, trzymając się klisz i stereotypów, próbuje sterylizować obraz kobiecości, udaje, że takich kobiet nie ma. A ja chciałem, żeby para w moich filmie była nowoczesna i Madeleine i Arnaud tacy są. Dzisiejsza młodzież jest zagubiona. Kiedyś sensem życia było poszukiwanie wolności, do której dążono, wyłamując się z kajdan nakazów i zakazów. Ale to już się dokonało, i to dawno temu, bariery upadły. W obecnej sytuacji wolność, szczególnie dla kobiet, może być osiągnięta niejako przez odwrotny schemat, nakładanie na siebie tych ograniczeń. To przecież robi Madeleine. Chce wstąpić do armii. Dopiero później się orientuje, że to niekoniecznie jej ścieżka.

Dociera to do niej, gdy jej przekonania są notorycznie wyśmiewane, a buntownicze zachowania - karane przez jej przełożonych.

I jest to logiczne, bo jej wypowiedzi i zachowania z punktu widzenia armii są bez sensu, to głupoty. Ona wyznaje całkiem inny system wartości, koncepcja funkcjonowania w zespole jest dla niej obca. Chce nauczyć się, jak przetrwać, podczas gdy oni usiłują pokazać jej wartość poświęcenia, wspólnotowość. Młodzi ludzie fantazjują na temat wojska, wyobrażają sobie nie wiadomo co, a potem stykają się z pewnym jednak dość anachronicznym systemem wartość i zasad. W moim filmie major, który im przewodzi, jest nieco karykaturalną postacią, ale wojsko w ogóle jest dość zabawnym konstruktem, więc to był zamierzony żart.

Odnoszę wrażenie, że ten film jest też komentarzem na temat uprzywilejowania. Madeleine jest dziewczyną z dobrze sytuowanej rodziny, jej marzenia zdają się być formą buntu porządnej, trochę znudzonej panienki.

Nie zamierzałem tworzyć filmu, który pełniłby funkcję komentarza społecznego. Każdy z bohaterów przechodzi mały egzystencjalny kryzys, szczególnie Madeleine, której wiedza ani umiejętności nie są wystarczające, aby pomóc jej czuć się lepiej, być mniej zagubioną, rozgoryczoną. Owszem, Madeleine i Arnaud mają różne zaplecza, jego rodzina jest znacznie mniej zamożna, ale nie interesowały mnie kontrasty ekonomiczne, a charakterologiczne. Ona jest destruktywna, on spokojny. Chce chronić to, co ma. W pewnym sensie jednak ich światopoglądy, sposoby w jaki decydują się odciąć od doczesnego świat, są podobne.

Znalezienie dwójki aktorów, którzy będą mieli świetną chemię, było warunkiem sukcesu tego filmu. Kévin Azais i Adele Haenel to strzał w dziesiątkę.

Rzeczywiście, relacja ich postaci to serce filmu. Dużo czasu zajęło, żeby je dookreślić, ustanowić dokładny balans relacji, a potem znaleźć aktorów. Bardzo dokładnie szukaliśmy nie tylko odtwórców głównych ról, ale też epizodystów, drugiego planu - to musiało być wiarygodne tło.

Adele była jednym z pierwszych wyborów, ta kandydatura zachwyciła nas od razu. Ma charyzmę, jest magnetyczna, silna. Można uwierzyć w jej determinację, szaleństwo, nie wydaje się teatralna. I do tego jest szalenie zabawna! Trochę seksbomba, trochę ciamajda. W niektórych scenach wygląda jak ośmiolatka, w innych - dwudziestopięciolatka.

A z kolei Kevin urzekł mnie oczami - potrafi długo patrzeć na rozmówcę, nie mrugając, ale nie ma w tym agresji, a raczej jakaś bezbronność. To było ważne, bo Madeleine może wydawać się egoistyczna i harda, a on łagodzi jej ostre krawędzie, uspokaja. Aktorzy nie spotkali się na etapie przygotowań, pracowałem z każdym osobno. To było zamierzone - bo poznawali się w trakcie zdjęć, a jednocześnie poznawały się ich postaci. My, ekipa, byliśmy tego świadkami.

W filmie zbuntowana Madeleine ucząc się technik przetrwania robi sobie w pewnym momencie smoothie z... surowej ryby. Czy ono było prawdziwy?

A no właśnie! W wieczór przed zdjęciami założyliśmy się z Adele Haenel, że go naprawdę przygotujemy do sceny, a ona go wypije. Była bardzo zmotywowana. Ale jednak w ostatniej chwili spanikowała i miksowaną rybę zastąpiliśmy shakiem z mieszanki Slim-Fast, czy coś w tym stylu. I w sumie to dobrze, bo potem zdałem sobie sprawę, że mogłaby się po tym pochorować i mielibyśmy problem [śmiech]. Choć ten dietetyczny miks pewnie był bardziej obrzydliwy w smaku niż surowa ryba.

"Miłości od pierwszego ugryzienia" została doceniona trzema statuetkami Cezara - dla Haenel, Azaisa i Cailleya. A w Cannes film otrzymał Nagrodę Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej (FIPRESCI). Film można obejrzeć na ekranach polskich kin od 12 czerwca.