O zmianach klimatycznych w komediowym stylu. "Yes Meni idą na rewolucję" od piątku w kinach

Yes Meni przekonują, że w trudnej walce z silniejszymi, w świecie, w którym rządzą korporacje i interesy bogatszych krajów, najlepszą bronią okazuje się... śmiech. "Yes Meni idą na rewolucję" przedstawia słynnych aktywistów, którzy bezwzględnie obnażają mechanizmy współczesnego świata, zapewniając przy tym porządną dawkę dobrego humoru.
"Yes Meni idą na rewolucję" to trzecia cześć trylogii filmowej, dokumentującej działalność duetu słynnych aktywistów walczących o prawa człowieka i natury na świecie. Yes Meni to działający pod pseudonimem artystycznym Andy Bichlbaum i Mike Bonanno, których prawdziwych imion i nazwisk nie znamy. Ostatni film, który po pokazach na festiwalu Docs Against Gravity, wchodzi do kinowej dystrybucji 3 lipca, był kręcony przez cztery lata.

Używane garnitury i wprowadzanie w błąd mediów

Oryginalność Yes Menów polega na sposobie ich pracy, tego, jak udaje im się przykuć uwagę światowej opinii publicznej. Andy Bichlbaum i Mike Bonanno z tupetem wkradali się na konferencje, imprezy biznesowe, udając państwowych urzędników lub przedstawicieli korporacji. W ten sposób udawało im się zdezorientować media i za ich pomocą przekazywać mylne informacje o stanowiskach przedstawicieli władzy.

Kiedy w końcu dochodziło do demistyfikacji, cel był osiągnięty - uwaga światowych mediów była skierowana na nich i sprawie, w której byli orędownikami. A za broń w tej nierównej walce służyły dotychczas Yes Menom jedynie używane garnitury, w których udawało im się w niezauważony sposób przedzierać do świata decydentów.

Śmieszność narzędziem do skutecznej walki

Utrzymani w stylistyce komediowej "Yes Meni idą na rewolucję" są próba pokazania, ze choć powszechnie wydaje się, ze z korporacjami i ich mechanizmem wygrać się nie da, to wystawienie tego systemu na śmieszność okazuje się świetnym narzędziem do skutecznej walki. Organizowane przez aktywistów happeningi ukazują także niebezpieczeństwo świata, w którym rządzi pieniądz.

- Humor jest jedną z najlepszych broni do mierzenia się ze sprawami, które nas przerastają. Poza tym to właśnie humor sprawił, że ten film stał się przystępniejszy. Oczywiście same akcje też były śmieszne, jak na przykład sztuczny niedźwiedź polarny transportowany barką w Amsterdamie lub taniec indiański w sali konferencyjnej pewnego hotelu - mówi Laura Nix, producentka filmu. - Poza tym Yes Meni są na szczęście z natury zabawowi i potrafią improwizować wiele scen - dodaje.

- Jednak dla mnie prawdziwa komedia zawsze ma w sobie patos, a w tym filmie ważne było pokazanie tego, że akcje Yes Menów nie zawsze kończyły się sukcesem. Porażka też może być zabawna, a aktywizm zawsze zawiera w sobie możliwość błędu nawet, jeśli społeczny ruch całościowo odnosi sukces - podkreśla Nix.

"Yes Meni idą na rewolucję" to najbardziej osobista częścią trylogii o Yes Menach. W filmie wykorzystano bogaty i ciekawy materiał archiwalny, w tym prywatne zbiory Yes Menów. Film portretuje Andy Bichlbauma i Mike'a Bonanno, którzy walcząc o sprawy klimatu i sprawiedliwość na świecie, pozostają zwyczajnymi ludźmi. Zadanie, przed którym stoją, to także pogodzenie pracy z zatroszczeniem się o najbliższych.

"Yes Meni idą na rewolucję" wchodzą do polskich kin 3 lipca.