Lost River **

Zagubiony sens.
Zmanipulowana przez bank Billy (Christina Hendricks z "Drive" i serialu "Mad Men") zostaje poinformowana, że wkrótce straci dom. Wstrętny doraca kredytowy Dave (Ben Mendelsohn, "Exodus: bogowie i królowie") oferuje jej pomoc w zamian za przyjęcie posady w należącym do niego klubie, do którego przychodzą miłośnicy (symulowanych) samookaleczeń i inni najpodlejsi dewianci.

Billy stara się pomóc także starszy z jej dwóch synów, trudniący się kradzieżą złomu Bones (Iain De Caestecker, serial "Agenci T.A.R.C.Z.Y."). Nieostrożny chłopak wkracza na teren, na którym rządzi okrutny opryszek Bully (Matt Smith, "Doktor Who"). W uciecze przed zemstą gangstera pomagać będzie Bonesowi Rat (Saoirse Ronan, "Intruz", "Grand Budapest Hotel").

Zauważyliście, jak proste i bezpośrednie ksywki mają bohaterowie reżyserskiego debiutu 34-letniego Ryana Goslinga (Bully to oprych, Rat hoduje szczura itd.)? Tak prosta jest też cała historia, choć Gosling, na swoje nieszczęście, próbuje przystroić ją w szaty skomplikowanego arcydzieła. Gdyby aktor po prostu nakręcił film, zamiast składać superkolaż z prac swoich ulubionych artystów i liczyć na nagłe objawienie się wiekopomnego dzieła, może dałoby się "Lost River" oglądać. Niestety, neo-noirowy thriller Goslinga wygląda jak twarz idealnej kobiety, którą od czasu do czasu próbują złożyć kolorowe magazyny - kości policzkowe tej modelki, czoło od tej piosenkarki, usta tamtej aktorki. Niby lepiej trafić się nie da, więc dlaczego na efekt końcowy nie da się patrzeć?

"Lost River" już na pierwszy rzut oka zdradza inspiracje autora. Najwięcej tu motywów z Davida Lyncha i Nicolasa Windinga Refna, współpracę z którym Gosling dobrze wspomina ("Drive", "Tylko Bóg wybacza"). Bez trudu da się także odnaleźć ujęcia zapożyczone wprost od Terrence'a Malicka czy z klasyki włoskiego kina grozy klasy B. Lokal, w którym zatrudnia się Billy, sfotografowany jest jak wszystkie neonowe wnętrza Refna a kojarzyć się może z Clubem Silencio z "Mulholland Drive", choć "Zagubiona rzeka" (Lynch miał film o bardzo podobnym tytule...) najwięcej wspólnego ma jednak z "Blue Velvet". Z kolei najzwyklejsze momenty filmu przywodzą na myśl okropny debiut Harmony'ego Korine'a, "Gummo".

Wygwizdany podczas canneńskiej premiery (Warner Bros. próbowali wtedy szybko sprzedać prawa do dystrybucji w USA, ale nie znaleźli chętnych) film ma dobrą muzykę i znakomite zdjęcia (niektóre ujęcia zapadają w pamięć), ale to nie wystarcza. Być może największym problemem "Lost River" nie jest Gosling-reżyser, ale - również debiutujący - Gosling-scenarzysta. Jego bohaterom nieszczególnie chce się kibicować, jego historia jest prosta i wyświechtana, a elementy magiczne wtłoczone są tu kompletnie na siłę. Cały mit Lost River jest zbędny i nie trzyma się kupy.

Gosling widział już wiele podobnych filmów, które działały. Nie spodziewał się, że gdy będzie chciał nakręcić podobny, okaże się tak potwornie zagubiony.

Ocena: 2/6



"Lost River", fantasy, thriller, USA 2014, 95 min., reż. Ryan Gosling, występują: Christina Hendricks, Iain De Caestecker, Saoirse Ronan, Matt Smith, Ben Mendelsohn, Eva Mendes, Reda Kateb, Barbara Steele