W rytmie marzeń ***

Za komuny było lepiej.
Lipsk tuż po upadku Muru Berlińskiego (choć film ma bardzo chaotyczną narrację, więc połowa akcji równie dobrze może mieć miejsce jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec). Grupa licealnych przyjaciół próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dani (Merlin Rose, "Doktorspiele") marzy o odbiciu dziewczyny lokalnemu gangsterowi. Rico (Julius Nitschkoff, "Die Lehrerin") chce zostać gwiazdą boksu. Są jeszcze Paul, Mark i Pitbull, spajający bohaterów wokół pomysłu rozkręcenia dyskoteki. Nieprzychylni konkurencyjnemu biznesowi okażą się lokalni neonaziści, którzy mocno uprzykrzą chłopcom dorastanie.

Dramat Andreasa Dresena ("Na półpiętrze", "W siódmym niebie") jest adaptacją, uważanej za niefilmowalną, debiutanckiej powieści Clemensa Meyera. Coś w tym pewnie jest, bo narracja jest szarpana, pomysł podzielenia opowieści na osobno zatytułowane epizody wydaje się desperacką próbą porządkowania chaosu i ratowania spójności, a przecież cały ten bałagan dałoby się uzasadnić bałaganem w głowach dojrzewających bohaterów.

Do niemieckiego filmu przykuwa świetna ścieżka dźwiękowa (m.in. "A New Error" tria Moderat i dużo kompozycji Maksa Richtera). Z kolei największe wątpliwości budzi casting - ilekroć panowie mówili, że mają po 16 lat, zastanawiałem się, czy tylko żartują, czy naprawdę w takim wieku są ich postaci. Obsadzenie aktorów w wieku 20-25 lat - choć naprawdę dobrze sobie radzących - było bez wątpienia błędem.

"W rytmie marzeń" to zupełnie nieoryginalna opowieść o dorastaniu, choć poczucia świeżości mogą nadawać jej czas i miejsce akcji. Jest to przy tym film całkiem interesujący, dlatego dwóch godzin spędzonych z nim nie można uznać za stracone. Nie spodziewajcie się jednak historycznego przełomu.

Ocena: 3/6



"W rytmie marzeń", dramat, Francja, Niemcy 2015, 117 min., reż. Andreas Dresen, występują: Ruby O. Fee, Joel Basman, Nico Ramon Kleemann, Pit Bukowski, Merlin Rose

Więcej o: